Suma Wszystkich Smaków

28 maja 2013

OKOŃ MORSKI PIECZONY W SOLI...

...czyli lubina a la sal.



Witam serdecznie!

Urlopowy czas zbliża się wielkimi krokami, wszystkim robi się lepiej na sercu, a na buzi maluje się olbrzymi uśmiech od ucha do ucha!
Jako mała dziewczynka, zimą zawsze marzyłam o wakacyjnym morzu, szumie fal i pięknych muszlach, niestety z Krakowa nad Bałtyk było tak daleko...
Teraz morzem mogę się cieszyć każdego dnia, i to tym ciepłym: śródziemnomorskim, que suerte!
A skoro morze, spacer po pięknym molo (to raczej w Polsce) czy paseo maritimo (deptak), zapach alg i soli, to oczywiście nie może zabraknąć świeżej ryby!
Dzisiaj proponuję bardzo łatwy sposób na upieczenie okonia morskiego (w polskich warunkach w ten sam sposób można przygotować pstrąga). Taki sposób przygotowania sprawia, że mięso jest niezwykle soczyste i aromatyczne, a duża ilość soli w żaden sposób nie wpływa na jego słoność.



Potrzebne składniki:

- ok. 1 kg grubej soli morskiej
- 2 łyżki wody
- 4 liście laurowe
- 6 gałązek świeżego rozmarynu (lub suszony)
- 10 gałązek świeżegotymianku
- 1 okoń morki (wypatroszony, nie obrany z łusek)
- 2 łyżki oliwy z oliwek

Przygotowanie:


Piekarnik nagrzewamy do temperatury ok. 190 stopni. W większej misce mieszamy sól z 2 łyżkami wody, oliwą i połową ilości ziół (tymianek, rozmaryn, liście laurowe), dokładnie wymieszać. Płaską brytfankę wyłożyć papierem do pieczenia, wysypać połowę mieszanki soli, na tym pozostałe zioła, na ziołach rybę i od góry pokrywamy ją resztą soli (tworząc kopczyk). 
Pieczemy rybę przez około 30 minut (na środkowej wysokości piekarnika), po tym czasie wyjmujemy z pieca i pozostawiamy na 5 minut, a następnie rozbijamy "skorupę solną" i delikatnie ściągamy skórę ryby (powinna odejść bardzo łatwo) i oddzielamy mięso od ości, następnie przewracamy rybę na drugą stronę i powtarzamy czynność.
Do tak przygotowanej ryby świetnie będą pasować grillowane warzywa lub dobra sałata.


Smacznego,
SWS

21 października 2012

NALEŚNIKI Z ŁOSOSIEM...

...z dodatkiem pysznego, cytrynowo-ziołowego twarożku.



Powroty są trudne, ale wreszcie jestem!
Ostatnio mało czasu mam na gotowanie, szukam coraz to prostszych przepisów, prostych ale smacznych i wizualnie pociągających!
Dzisiaj jeden z nich.

Ciasto na naleśniki przygotowuję wg przepisu, który już kiedyś pojawił się na blogu: naleśniki smażone bez tłuszczu. Teraz przypomnę tylko potrzebne składniki:

naleśniki:

- 150 g mąki pszennej
- 200 ml mleka
- 100 ml mineralnej wody gazowanej (lub zwykłej wody)
- 2 jajka
- 25 g roztopionego masła (około 2 łyżki)
- łyżeczka oleju lub oliwy
- szczypta soli

nadzienie:

twarożek cytrynowo-ziołowy

- 250 g kremowego twarożku typu quark, bieluch itp.
- skórka otarta z 1/2 cytryny
- 2 łyżeczki soku z cytryny
- 1 drobniutko posiekana szalotka lub 1/3 średniej wielkości cebuli
- drobniutko posiekany koperek (może być suszony)
- pieprz
- sól

- kilka plastrów wędzonego łososia
- kilka liści sałaty lodowej, drobniutko poszarpanej lub pociętej na paski



Ja pracę zaczynam od smażenia naleśników, ale można też najpierw zabrać się za twarożek i odstawić go do lodówki. Przygotowanie kremowego nadzienia jest dziecinnie proste: do serka dodajemy drobniutko posiekaną cebulę i koperek, następnie oparzamy cytrynę, zcieramy skórkę cytrynową, dodajemy wyciśnięty sok, a na końcu doprawiamy solą i pieprzem. Tak przygotowane nadzienie wstawiamy do lodówki na ok. 20 min. W tym czasie myjemy liście sałaty i szarpiemy/kroimy ją na drobne paseczki. Wędzonego łososia również tniemy na drobniejsze kawałki. Teraz już tylko każdego naleśnika smarujemy cytrynowo-ziołowym twarożkiem, następnie układamy na nim kawałki łososia, posypujemy sałatą (możemy jeszcze lekko porószyć koperkiem) i zawijamy. Gotowe!
*Naleśniki serwuję na zimno, choć oczywiście można je podgrzać, wtedy jednak sałata może lekko oklapnąć.



Smacznego!
SWS

8 kwietnia 2012

WESOŁEGO ALLELUJA!

  FELIZ PASCUA PARA TODOS!


emigracyjna pisanka

17 lutego 2012

PANNA COTTA Z SALSĄ TRUSKAWKOWO-MIĘTOWĄ...

...czyli włoski deser, hiszpańskie truskawki i ostatni weekend karnawału.



Witam serdecznie!

Hiszpańskie truskawki pięknie pachną, są niezwykle okazałe i mają to do siebie, że pojawiają się już w lutym, niestety brakuje im głębi smaku...
W ubiegłym sezonie wspominałam już chyba, że nie ma to jak polskie truskawki, no ale na te będziemy jeszcze musieli chwilę poczekać. A kiedy się już pojawią, przypomnijcie sobie o tym przepisie! Oczywiście "pannę" można przygotować z sosem z mrożonych truskawek/malin, ale jednak dodatek  świeżej salsy truskawkowo-miętowej dodaje jej niepowtarzalnego charakteru. I właśnie taki soczysty deser proponuję Wam na ostatni weekend karnawału.

Potrzebne składniki:
(przygotowując pannę opierałam się na tym przepisie)
panna cotta:
- 250 ml śmietanki kremówki
- 250 ml tłustego mleka 3.2%
- ok. 60-70 g cukru pudru (lub mniej, w zależności od upodobań)
- 1/2 laski wanilii (lub cukier waniliowy, najlepiej z prawdziwą wanilią)
- ok. 5 listków żelatyny (u mnie na opakowaniu produktu: 6 listków przypada na 0,5 litra wody)

salsa truskawkowo-miętowa:
- 300 g świeżych truskawek
- 1 łyżka cukru
- sok z 1/2 cytryny
- 2 gałązki mięty
(możemy też użyć suszonej mięty)

Przygotowanie:

Salsa:
Truskawki dokładnie myjemy, oczyszczamy z szypułek, osuszamy  i kroimy w bardzo, ale to bardzo drobną kosteczkę (podobnie jak korniszonki do sosu tatarskiego). Listki mięty obrywamy z gałązek i drobniutko siekamy, z połowy cytryny wyciskamy sok (jeżeli nie mamy świeżej mięty, dodajemy pokruszone suche listki). Wszystkie składniki salsy wrzucamy do miseczki, dodajemy cukier (salsa nie powinna być zbyt słodka!) mieszamy i odstawiamy w chłodne miejsce (przynajmniej na godzinę i dłużej, do momentu przygotowania deseru).



Panna:
W jednym garnuszku podgrzewamy odmierzone mleko z cukrem pudrem (uważamy, żeby nie przypalić!). W drugim rondelku podgrzewamy śmietankę z dodatkiem rozciętej laski wanilii i podgrzewamy na bardzo wolnym ogniu przez około 15-20 minut, od czasu do czasu mieszając (kiedy wanilia już nasiąknie, staramy się wydobyć z niej wszystkie ziarenka).  Listki żelatyny wkładamy do zimnej wody i pozostawiamy do zmiękczenia na około 5 minut, a następnie wrzucamy do gorącego już mleka, dokładnie mieszamy do całkowitego rozpuszczenia (już nie gotujemy). Kiedy śmietanka jest już wrząca, wyciągamy laskę wanilii (ziarenka mają pozostać w płynie), powoli wlewamy ją do mleka i dokładnie mieszamy. Naczynka (np.kokilki) płuczemy zimną wodą, wypełniamy gotowym płynem i odstawiamy do lodówki na około 4-6h (do stężenia). Po upływie tego czasu delikatnie wyciągamy deser z foremek, a ułatwić sobie to możemy wstawiając naczynka na moment do gorącej wody (u mnie panna cotta najlepiej wyskakuje z ceramicznych kokilek). Jeżeli jednak macie obawy i nie lubicie tego ostatniego etapu, pannę możecie przygotować w kieliszkach i podawać jak na zdjęciu (wtedy ostatni, dość stresujący etap odpada). Tak przygotowany deser podajemy z wcześniej przygotowaną salsą lub innym sosem owocowym.



Smacznego,
SWS

15 lutego 2012

KALAFIOR ROMANESCO Z PATELNI...

...czyli kilka słów o kosmicznym warzywie.


Witam serdecznie.
W hiszpańskich warzywniakach pojawiły się piękne, bielutkie kalafiory i fikuśne, fluorescencyjne romanesco. Nie mogłam się oczywiście powstrzymać i kosmiczny kalafior wylądował w mojej torbie! Jak sami widzicie, jego forma i kolor nie pozwalają przejść obok obojętnie, to trochę tak jak z pięknymi, mieniącymi się bakłażanami, które wręcz same pchają mi się do rąk i nawet wtedy, gdy nie mam  ich na liście zakupów, to i tak zawsze trafiają do mojego koszyka. A jak już kupowałam romanesco, to Pani sprzedawczyni podpowiedziała mi jak go najlepiej przygotować i rzeczywiście warto było zaryzykować!

Potrzebne składniki:

- 1 lub 2 kalafiory romanesco
(w zależności od wielkości i ilości osób)
- ok. 4 łyżki oliwy z oliwek
- skórka otarta z 1 oparzonej cytryny
- 1/2 łyżeczki mielonego kminu rzymskiego(kumin)
- 2 ząbki przeciśniętego przez praskę czosnku
- 1 dymka
- sok wyciśnięty z 1/2 cytryny
- pieprz
- sól

Przygotowanie:
 
 
Kalafior romanesco rozdzielamy na małe różyczki o podobnej wielkości (większe będzie trzeba podzielić na pół), myjemy i dokładnie osuszamy. Na patelnię lub woka wylewamy oliwę z oliwek, podgrzewamy i na rozgrzany tłuszcz wrzucamy romanesco. Przez pierwsze 5 min. smażymy na dość mocnym gazie, cały czas mieszając (romanesco powinien się lekko zarumienić). Następnie zmniejszamy płomień, dodajemy 2-3 łyżki wody i  dusimy około 10 minut pod przykryciem. Kiedy kalafior delikatnie zmięknie, zdejmujemy pokrywkę, dodajemy przetarty czosnek oraz cebulkę i jeszcze chwilkę smażymy (zwracając uwagę na to, żeby czosnek się nie przypalił!). Pod koniec dodajemy przyprawy (kumin, sól, pieprz), skórkę otartą z oparzonej cytryny, a przed samym podaniem kropimy sokiem z cytryny. Tak przygotowany kalafior świetnie się sprawdza jako dodatek do dań mięsnych lub rybnych (zamiast tradycyjnych ziemniaków), ale możemy go podać również solo na kolację, a w letnie dni świetnie komponuje się z sadzonym jajkiem i kubkiem zsiadłego mleka (już nie mogę doczekać się lata...)



Smacznego,
SWS

8 lutego 2012

OŚMIORNICA WINEGRET...

...czyli pulpo a la vinagreta i kolejna wycieczka do baru tapas.



Witam serdecznie!
Dawno nie zaglądaliśmy razem do tapasowych barów, a jest jeszcze tyle smacznych przekąsek, na które można tam trafić. Jedną z nich jest właśnie pulpo a la vinagreta, która równie dobrze sprawdza się jako przystawka. Jeżeli miałabym z czymś porównywać tak przygotowaną ośmiornicę, to byłyby to marynowane śledzie w warzywach, albo sałatka śledziowa z dodatkiem marynowanych dodatków (papryka, korniszonki itp.). No ale najlepiej spróbować samemu, jeżeli tylko macie okazję zaopatrzyć się w tego głowonoga. Jeżeli natomiast preferujecie gorące dania i chętnie spróbowalibyście ośmiornicy na ciepło, to koniecznie odsyłam do przepisu na arroz de polvo lub  pulpo a la gallega.
Aby zabrać się do przygotowania tej egzotycznej przekąski, zachęcam do zapoznania się z treścią posta opublikowanego jakiś czas temu (klik-tutaj), w nim bowiem opisałam dokładnie jak można przestraszyć ośmiornicę, a to właśnie podstawa udanej pulpo!

Potrzebne składniki:

- 1 ośmiornica średniej wielkości lub 2 mniejsze (ok. 70 dkg)
- 1/2 świeżej czerwonej papryki
- 1/2 świeżej zielonej papryki
- 10 małych korniszonów
-  łyżka posiekanej pietruszki zielonej 
(możemy też użyć pietruszki suszonej)
- 1 średniej wielkości cebula
- sól
- pieprz
- oliwa z oliwek (ok. 150 ml)
- ocet winny (w Hiszpanii vinagre de Jerez) (ok.40 ml)

Przygotowanie:

Jeżeli mieliśmy to szczęście i w nasze ręce trafiła świeżutka ośmiornica, to myjemy ją dokładnie, oczyszczamy (usuwamy oczy itp.), osuszamy i zamrażamy na nie mniej niż 48 h. Następnie ośmiornicę rozmrażamy i straszymy (hiszp. asustar un pulpo).
Dla osób, które nie wróciły do poprzedniego postu przypominam jak przestraszyć ośmiornicę:
najłatwiej zrobić to w następujący sposób: w dużym garnku zagotować wodę z dodatkiem 2 listków laurowych i kilku ziarenek pieprzu (bez soli!). Kiedy woda zaczyna wrzeć, całą (wcześniej oczyszczoną) ośmiornicę wkładamy do wrzątku i momentalnie wyciągamy (najlepiej przy pomocy dwóch drewnianych łyżek), wodę ponownie doprowadzamy do wrzenia i raz jeszcze wkładamy i wyjmujemy pulpo. Czynność tę należy powtórzyć 5 razy, pamiętając o tym, że za każdym razem woda musi zawrzeć! Po ostatnim (5-tym) zanurzeniu, ośmiornicę zostawiamy w garnku i gotujemy do miękkości, teraz można dodać łyżkę soli (w zależności od wielkości, gotujemy około 45 min-1h). Mówi się, że dobrym sposobem na kontrolowanie czasu gotowania jest wrzucenie do tego samego garnka wymytego ziemniaka, na ośmiornicę o wadze 1,5 kg przypada ziemniak średniej wielkości. Kiedy ziemniak jest ugotowany, nasza ośmiornica też powinna być już miękka. Ja jednak zawsze gotuję ją trochę dłużej (jeśli jest duża, lub troszkę krócej, jeśli to małe ośmiornice), ale to wyczuwa się z czasem (najlepiej po prostu odciąć 1 mackę i spróbować jej mięso). Ugotowana ośmiornica ma różowawo-brązowy kolor i jest znacznie mniejsza niż początkowo!

Ugotowana ośmiornica musi przestygnąć, a my w tym czasie bardzo drobniutko siekamy poszczególne warzywa: paprykę, cebulę, korniszonki i pietruszkę. Następnie bierzemy się do krojenia ośmiornicy: niektórzy kroją ją na plastry o grubości ok 3 mm, inni w grubszą kostkę. Ponieważ moje ośmiornice były malutkie, pokroiłam je na talarki o grubości ok. 4/5 mm (jak marchewkę).
Wszystkie pokrojone składniki umieszczamy w misce lub na głębszym półmisku, doprawiamy do smaku solą i pieprzem, a na końcu zalewamy wcześniej przygotowaną mieszanką oliwy i octu. Na samym końcu możemy dodać szczyptę cukru, delikatnie wymieszać, zweryfikować smak (w razie  konieczności dolać oliwy lub octu) i wstawić do lodówki na ok.30 min. Tak przygotowaną przekąskę najlepiej serwować z chrupiącym pieczywem.


Smacznego,
SWS

3 lutego 2012

CIASTO MARCHEWKOWO-CYTRUSOWE...

...jest pyszne!












Witam serdecznie.
Zbliża się jeden z najzimniejszych weekendów tego miesiąca, a może i całego roku, kto wie! Temperatura poleciała na łeb na szyję, ale nie tylko w Polsce. Muszę przyznać, że na południu Hiszpanii mimo pięknego słońca chłód jest bardzo odczuwalny, a potęguje  go porywisty, mroźny wiatr! Mieszkańcy Półwyspu Iberyjskiego zakładają czapki i rękawiczki, ubierają cieplutko swoje czworonogi (włącznie z szalikami), a na niektórych plażach pojawia się śnieg! W Elche takie zimno to rzadkość i prawie każdy, kto dzisiaj pojawił się w sklepie czy na mieście, nie omieszkał  rzucić parę słów na temat strasznie trudnych warunków pogodowych (a co dopiero my Polacy możemy na ten temat powiedzieć...). To chyba na tyle słowem wstępu, a teraz zachęcam wszystkich do nagrzania piekarników (od razu zrobi się cieplej) i upieczenia pysznego ciasta marchewkowo-cytrusowego. Jest to świetny wypiek, który idealnie nadaje się na śniadanie jak i na deser. Kolor ciasta jest bardzo rozgrzewający, a lukier dodaje energii. Spróbujcie koniecznie!

Potrzebne składniki: 
(do pieczenia użyłam foremki-keksówki o wym. 27x11cm)

- 1 szklanka tartej marchewki (250 ml, ok. 3-4 marchewek)
- 1 szklanka mąki tortowej (250 ml)
- 2 jajka
- 1 szklanka cukru (jeżeli wolimy mniej słodkie ciasto dodajemy 3/3 szkl.)
- 1 łyżeczka sody oczyszczonej
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- troszkę mniej niż 1/2 kostki masła (ok. 10 dkg)
- 2 łyżki soku z cytryny
- skórka otarta z 1 małej cytryny (lub z 1/2 większej)
- skórka otarta z połowy pomarańcza
- 2 łyżeczki ekstraktu waniliowego (na alkoholu) (ewentualnie cukier waniliowy)
*papier do wyłożenia formy

LUKIER:
(przepis ekspresowy)

- mniej niż pół szklanki cukru pudru
- łyżka soku z cytryny
- ok.3-4 łyżek gorącej wody

Wszystkie składniki wystarczy dokładnie wymieszać przy pomocy łyżeczki i gotowe!

ORZECHY WŁOSKIE
- starte na wiórki (do posypania)
- kilka połówek do ozdobienia

Przygotowanie:

Marchewkę obieramy, osuszamy i ścieramy na drobniutkie wiórki (najlepiej przy pomocy blendera, lub na drobnej tarce). Jajka wbijamy do miski i ucieramy z cukrem na puszystą masę (i znowu najlepiej przy pomocy miksera). Do masy jajecznej stopniowo dosypujemy połowę odmierzonej mąki i cały czas miksujemy. Masło roztapiamy w rondelku i odstawiamy do wystygnięcia. Owoce oparzamy i ścieramy skórkę, z cytryny wyciskamy sok. Do ciasta dodajemy startą marchewkę, dokładnie mieszamy, a kolejno resztę mąki z dodatkiem proszku i sody. Na samym końcu dosypujemy otarte skórki z cytrusów, sok z cytryny, ekstrakt waniliowy(cukier) i dolewamy przestudzony tłuszcz. Masę jeszcze raz dokładnie mieszamy i wylewamy do wyłożonej papierem formy (formę możemy też wysmarować masłem i wysypać bułką tartą). Ciasto wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 200 stopni i w tej temperaturze pieczemy je przez ok. 10 minut, następnie temperaturę zmniejszamy do 170 stopni i pieczemy jeszcze ok.20-25 minut (suchość ciasta weryfikujemy drewnianym patyczkiem/wykałaczką).
Po wyjęciu z pieca ciasto należy lekko przestudzić, oblać lukrem (lukier najlepiej przygotować w momencie, kiedy ciasto stygnie) i posypać tartymi orzechami. Takie świeżutkie ciasto smakuje najlepiej i mimo, że nie przepadam za lukrem, w tym przepisie smakuje wyśmienicie, wprost nie można go pominąć!


Smacznego,
SWS

30 stycznia 2012

SALSA MANGO...

...i ryba smakuje inaczej!



Witam serdecznie!
Dzisiaj szybki przepis, który może odmienić smak Waszej piątkowej ryby. Recepturę przekazała mi znajoma Kolumbijka i warto ją zapamiętać, bo potrafi dodać charakteru niejednej potrawie. A o właściwościach "owoców tęczy" i ich pochodzeniu pisałyśmy już we wcześniejszym poście (klik-tutaj). Pamiętajcie, że kupując mango należy zwrócić uwagę na jego miękkość (miękki owoc jest soczysty i bardzo aromatyczny). Jeżeli nie traficie na świeże, dojrzałe owoce, możecie zastąpić je kawałkami mango w zalewie (puszka lub słoik).

Potrzebne składniki:

- 1 dojrzałe, miękkie mango
- kilka gałązek świeżej kolendry 
(świeżą kolendrę można zastąpić suszonymi listkami, ewentualnie zieloną pietruszką)
- 1 szalotka (lub 1/2 mniejszej cebuli)
- 3 łyżki oliwy extra virgen
- sok z 1/2 limonki lub cytryny
- szczypta pieprzu cayenne (lub ostrej papryki)
- szczypta cukru
- sól
- pieprz

Przygotowanie:

Mango obieramy, tniemy na plastry (okrążając dość dużą pestkę) i kroimy na drobniutką kosteczkę. Cebulkę oraz kolendrę również bardzo drobniutko siekamy (możemy to zrobić przy pomocy blendera, ale tak regulując moc, aby nie powstała miazga!). Wszystkie składniki wrzucamy do miseczki, dolewamy sok wyciśnięty z połowy limonki/cytryny, oliwę oraz przyprawy, weryfikujemy smak i odstawiamy w chłodne miejsce na około 30 minut. Tak przygotowana salsa świetnie pasuje do filetów z tuńczyka, łososia, dorsza itp. Rybę najlepiej usmażyć na oliwie lub upiec w piekarniku, jedynie z dodatkiem grubszej soli i świeżo mielonego pieprzu, a następnie podawać z porcją schłodzonej salsy (najlepiej w małych kokilkach lub obok, na jednym talerzu). Wypróbujcie koniecznie to połączenie.


Smacznego!
SWS

26 stycznia 2012

NALEŚNIKI Z GRUSZKAMI...

...orzechami i czekoladowym sosem rumowym oraz różowe wspomnienia ze Słonia.



Witam serdecznie!

Dawno nie serwowałam obiadu na słodko, a dziś spoglądając na na koszyk pełen owoców, rzuciły mi się w oczy gruszki, które tak lubię! To co: naleśniki?
Mieszkańcy i bywalcy Krakowa pamiętają z pewnością bary naleśnikowe  "Różowy Słoń" (chyba już żaden z nich nie przetrwał). Często, jeszcze jako uczennica, wpadałam tam na naleśniki, najbardziej smakowały mi te z wiśniami i bitą śmietaną, to były piękne czasy...
Ale skoro teraz jestem już daleko od Krakowa, Słonie wymarły, a ja mam przed sobą te piękne gruszki, to nie ma na co czekać! Postaram się  przywrócić smak wspomnień (tym razem gruszkowy, siłą rzeczy).

Potrzebne składniki:
(na ok. 10 szt naleśników średniej wielkości)
CIASTO NALEŚNIKOWE BISZKOPTOWE
(przepis pojawił się już tutaj):

- 1 szklanka mleka
- 1 szklanka wody (mile widziana mineralna gazowana)
- 2 jajka
- ok. 20 dkg mąki tortowej (najlepiej przesianej przez sitko)
- 2 łyżeczki cukru waniliowego lub cynamonowego
- 1 łyżka oleju lub oliwy do ciasta
- tłuszcz (olej/oliwa) do smażenia naleśników

NADZIENIE:

- puszka/słoik gruszek w zalewie
lub
- gruszki z domowego kompotu
lub
- świeże gruszki obrane, pozbawione gniazd nasiennych i ugotowane na półmiękko w małej ilości wody z dodatkiem kilku łyżek cukru, soku z 1/2 cytryny, kawałeczka laski wanilii+cynamonu+1goździka

BITA ŚMIETANA
(śmietanę 30-36% ubijamy mikserem z dodatkiem małej ilości cukru lub korzystamy ze śmietany w aerozolu)

SOS CZEKOLADOWY:

- 1/2 tabliczki ciemnej czekolady
- 5-7 łyżek wody
- 1 łyżka rumu
(wszystkie składniki wrzucamy do rondelka i cały czas mieszając podgrzewamy na małym gazie, do zupełnego połączenia)

 ORZECHY WŁOSKIE
(drobno posiekane lub zmielone)

Przygotowanie:

Do wysokiego naczynia wlewamy mleko i wodę, wbijamy same żółtka, białka natomiast oddzielamy i ubijamy na sztywną pianę.
Do wody połączonej z mlekiem i żółtkami jaj dosypujemy mąkę (najlepiej przesiewając przez sitko) i mieszamy całość trzepaczką lub mikserem.
Do tak przygotowanej masy, która powinna mieć gęstość rzadszej śmietany, dodajemy pianę i cukier waniliowy, a na sam koniec 1 łyżkę oleju lub oliwy.
Ciasto lekko mieszamy i odstawiamy na ok. 10 min (ciasto naleśnikowe może nawet leżakować ok. 30-60 min i podobno dobrze mu to robi, w przypadku naleśników biszkoptowych, to najlepiej  je smażyć po upływie 15 min.).
Naleśniki smażę na patelni teflonowej, lekko pokropionej (każdorazowo) olejem (wydaje mi się, że smaży się je w ten sposób o wiele łatwiej, niż na maśle, które często się przypala).
Grubość naleśnika zależy od naszych preferencji, ale jak sama nazwa wskazuje, są to grubsze, biszkoptowe placuszki z dużą ilością pęcherzyków powietrza.

Kiedy naleśniki są już usmażone, układamy na nich pokrojone w plasterki gruszki, posypujemy siekanymi orzechami, składamy w kopertę i oblewamy sosem czekoladowym, a na samym końcu ozdabiamy kleksem bitej śmietany (i jeszcze raz posypujemy orzechami, jeśli tylko mamy na nie ochotę). Sos czekoladowy można dodać również do środka naleśnika, a wierzch ozdobić bita śmietaną i orzechami.
Połączenie czekolady, gruszek i orzechów to jedno z moich ulubionych, a do tego jeszcze ten aromat rumu! Spróbujcie sami!

Smacznego,
SWS

19 stycznia 2012

KARNAWAŁOWE RÓŻE...

...czyli wspomnienia z dzieciństwa i przygotowania do tłustego czwartku 2012 w toku.



Karnawałowe róże kojarzą mi się głownie z dzieciństwem, wycinanie kółeczek w różnych rozmiarach jawiło się jako świetna zabawa. Szczerze mówiąc już od kilkunastu lat nie przygotowywałam tych chrupiących kwiatów, chrust pojawiał się zawsze i to kilka razy w karnawale, a o różach przypomniałam sobie w tym roku (taki oldschoolowy słodycz...). Jeżeli macie ochotę na karnawałową zabawę w kuchni, to zapraszam do wycinania, lepienia i koniec końców smażenia różyczek.
Ciasto przygotowujemy wg sprawdzonego przepisu na faworki z Kuchni Polskiej, który pojawił się już jakiś czas temu (klik-tutaj), a jeżeli już mowa o chruście, to zachęcam również do wypróbowania receptury na kolumbijskie faworki, taki międzynarodowy karnawał.

Potrzebne składniki:
(Jeżeli planujemy imprezę na większą ilość osób, najlepiej przygotować ciasto z podwójnej porcji.)

-20 dkg mąki
-3 żółtka
-szczypta soli
-3-4 łyżki gęstej śmietany 18 %
-1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
-1 lub 2 łyżki spirytusu 
(Jeżeli nie mamy w barku tak mocnego spirytusu to proszę zastąpić go np. wódką. ALKOHOL sprawi, że faworki nie napiją się zbyt dużo tłuszczu, dzięki czemu będą zdrowsze i smaczniejsze.
-50 dkg tłuszczu do smażenia 
(ja używam najczęściej margaryny palmy lub oleju np. kujawskiego, wlewam go do odpowiedniego garnka, tak aby za jednym razem móc piec ok 3-4 większych faworków)
-10 dkg cukru pudru do posypania 
(ewentualnie wanilia lub cukier waniliowy)
-wiśnie z zalewy/wiśniówki/konfitury 
-1 ziemniak :)
 Ziemniaka obieramy i kroimy na plastry, kiedy zaczynamy grzać olej, wrzucamy plaster, i tak podczas całego pieczenia, wymieniamy plaster ziemniaka, kiedy poprzedni już jest ciemny; dzięki temu olej nie spali nam się za szybko!
 
Przygotowanie:
 
Mąkę wsypujemy do miski lub na stolnicę, mieszamy ze śmietaną, robimy zagłębienie, wrzucamy żółtka, szczyptę soli, proszek do pieczenia.
Wszystkie składniki mieszamy razem, dolewamy spirytus i wyrabiamy ciasto na jednolitą masę (staramy się nie mieć grudek, ciasto możemy kilka razy rzucić z małej wysokości na stolnicę) - ciasto powinno mieć gęstość ciasta kluskowego.
Kiedy ciasto jest  już dobrze wyrobione (aby to zweryfikować przecinamy je nożem na pół i sprawdzamy czy nie ma w nim żadnych grudek, kolor powinien być jednolity) dzielimy je na porcje i wałkujemy dość cienko, starając się nie podsypywać zbyt dużo mąką (z mojego doświadczenia wynika, że im cieniej wywałkujemy ciasto, tym bardziej kruche różyczki otrzymamy).
*Przed wywałkowaniem, ciasto możemy jeszcze kilka razy wybić wałkiem, co sprawi, że na powierzchni różyczek/faworków pojawi się więcej pęcherzyków powietrza.
Przygotowujemy 3 szklanki/kieliszki/foremki o różnej średnicy (u mnie: szklanka, literatka, malutki kieliszek) i z wywałkowanego ciasta wycinamy kółka. Następnie składamy 3 krążki (od największego do najmniejszego), dociskamy je w środku (tak, aby dobrze się zlepiły) i nacinamy 3 -warstwowy "zlepek" (nie dochodząc do środka). Druga szkoła mówi o pierwotnym nacięciu kółeczek i składaniu ich tak, aby nacięcia na poszczególnych krążkach nie pokrywały się (ta metoda zajmuje troszkę więcej czasu, ponieważ każde kółeczko musimy naciąć indywidualnie). Najlepiej wypróbować obie metody. Teraz już tylko rozgrzewamy tłuszcz i smażymy róże na złoty kolor z 2 stron. Wyjmujemy na papierowy ręcznik, odsączamy z tłuszczu i kiedy lekko przestygną posypujemy cukrem pudrem, a środki ozdabiamy wisienką.


Smacznego,
SWS

11 stycznia 2012

GULASZ SEGEDYŃSKI...

... węgierski odpowiednik bigosu?





Witam serdecznie w 2012 roku!
Suma Wszystkich Smaków życzy wszystkim stałym i sporadycznym Gościom Bloga wielu pięknych i radosnych dni w Nowym Roku! Prospero Año Nuevo y Felicidad!

Po świątecznym menu długo nie mogłam się zabrać do poważnego gotowania, brakowało chęci, a nawet apetytu na bardziej konkretne dania, i tak aż do dzisiaj:)
A dziś, za sprawą zalegającego w lodówce słoika kiszonej kapusty (niemieckiej, bo właśnie taką można dostać w Hiszpanii) postanowiłam zabrać się do roboty! (koniecznie chciałam wreszcie jakoś sensownie wykorzystać kiszoną). Bigos chętnie bym zjadła, ale dość dużo przy nim roboty (za dużo jak na początek roku, nie tym razem). Kartkując ostatni dodatek do czasopisma Kuchnia: Tanie Gotowanie (obiad od 2-5 zł porcja), w oczy rzucił mi się przepis na gulasz segedyński: mało skomplikowane, 1-garnkowe danie, a do tego w skład wchodzi kiszona: coś na dzisiejszy dzień! Jeszcze tylko skok do mięsnego po kawałek chudej wieprzowiny bez kości i obiad zaplanowany! Muszę przyznać, że przepisów na to danie jest wiele, ale różnią się głównie proporcjami (kapusta/mięso) i procesem gotowania (w niektórych surową kapustę dodajemy do podsmażonego mięsa, w innych osobno dusimy kapustę, osobno mięso, a następnie łączymy i jeszcze chwilę gotujemy razem). Niektóre przepisy zalecają jedynie dodatek papryki słodkiej, inne wspominają jeszcze o przecierze pomidorowym (ten pomysł akurat mi się spodobał). Po przeglądnięciu kilku receptur doszłam do następujących wniosków...

Potrzebne składniki:

- 50-70 dkg chudej wieprzowiny bez kości*
(wykorzystałam polędwiczkę wieprzową, może to być łopatka)
- 60 dkg kapusty kiszonej
- 2-3 łyżeczek koncentratu pomidorowego
- 3 cebule średniej wielkości 
- 2 łyżeczki mielonego kminku
- 1 szklanka wywaru (może być wywar z bulionu w kostce lub z wegetariańskiego)
- 2 ząbki czosnku
- 1 łyżeczka cukru
- 1,5 łyżki słodkiej papryki mielonej
- kilka ziarenek pieprzu
- pieprz, sól do smaku
- śmietana kwaśna*
- olej/oliwa


Przygotowanie: 

Kapustę drobno pokroić, dolać do niej pół szklanki wrzątku i zagotować. Następnie zmniejszyć ogień, dodać łyżkę oliwy, kilka ziarenek czarnego pieprzu, przykryć i gotować do miękkości (co jakiś czas weryfikując ilość płynu, w razie konieczności podlać wodą). W między czasie obrać cebulę, pokroić w piórka i podsmażyć na łyżce oliwy na złoty kolor. Mięso wymyć i pokroić w kostkę (wg. uznania, ja wolę mniejsze kawałki mięsa). Tak przygotowane mięso wrzucamy na gorącą patelnię z podsmażoną cebulą, lekko solimy, dodajemy 2 łyżeczki mielonego kminku, słodką paprykę, mielony pieprz i rozgniecione ząbki czosnku, całość dokładnie mieszamy, a po chwili dolewamy 1/3 szklanki wody i dusimy pod przykryciem około 25-30 minut. Po tym czasie mięso podlewamy szklanką niezbyt słonego bulionu i dodajemy do niego ugotowaną kapustę kiszoną (jeżeli kapusta wydaje się zbyt kwaśna, łamiemy jej smak łyżeczką cukru), całość mieszamy, doprawiamy przecierem pomidorowym i weryfikujemy raz jeszcze smak (w razie konieczności dodajemy jeszcze pieprzu, papryki, soli czy cukru). Teraz gulasz pozostawiamy pod przykryciem na małym ogniu na około 40-60 minut (w razie potrzeby podlewając wodą, czas gotowania zależy od rodzaju mięsa). Gdy wszystkie składniki są już miękkie, danie wykładamy na talerze, dekorujemy kleksem śmietany i prószymy słodką papryką. Serwujemy z chrupiącym pieczywem lub ziemniakami. Danie jest pyszne, ma piękny kolor i świetnie rozgrzewa, na jesienną aurę w połowie stycznia jak znalazł!

*Niektóre przepisy mówią o zaprawianiu śmietany mąką i wmieszaniu jej w danie, ja jednak preferuję prosty kleks na indywidualnej porcji (jeśli oczywiście nie zrezygnujemy całkiem z tego tłustego dodatku).
*Jeżeli bardzo lubimy mięsko, to możemy dodać ok. 70 dkg na 60 dkg kapusty, ja dałam 50 dkg mięsa na 60 dkg kapusty i ta proporcja mi odpowiada, ponieważ bardzo lubię gotowaną kiszoną.
*Uwaga! Porada Koleżanki mocno zainteresowanej kuchnią węgierską: "Aby potrawa miała bardziej węgierski charakter, zamiast oliwy powinniśmy użyć smalcu. Paprykę powinno się natomiast dodawać w momencie, kiedy patelnia jest ściągnięta z ognia, wtedy mamy pewność, że przyprawa się nie przypali (co grozi zgorzknieniem!). 


Smacznego!
SWS

14 grudnia 2011

MIGDAŁOWA TARTA DE SANTIAGO...

...czyli świąteczny wypiek prosto z hiszpańskiej Galicji.


Witam serdecznie!
Święta zbliżają się wielkimi krokami. Większość z Was ma już na pewno zaplanowane wszystkie wypieki, bo jednak u nas nad Wisłą tradycja domowych ciast ciągle jest żywa. Troszkę inaczej wygląda to w Hiszpanii. Mieszkańcy Półwyspu Iberyjskiego są bardziej leniwi i rzadko kiedy zajmują się sami przygotowaniem słodkości. Zgodnie z tutejszym obyczajem, w wielu hiszpańskich domach  w okresie Bożego Narodzenia pojawią się specjalne stoliki, na których wylądują świąteczne łakocie (niestety w większości kupne): polvorones (sypkie ciastka, przygotowane z mąki, migdałów, tłuszczu i cukru, po zgnieceniu zamieniają się w pył, skąd też nazwa: polvo-pył), figuritas de  mazapán (czyli marcepanowe figurki: rybki, chlebki i róznego typu zawijasy), pan de Cádiz (marcepanowy chlebek), mantecados caseros (nazwa pochodzi od słowa manteca-smalec, w skład tych łakoci również wchodzi mąka, tłuszcz zwierzęcy, cukier, cynamon i sezam), oraz oczywiście różnego typu Turrones (najbardziej znane: turrón de Alicante i turrón de Jijona) czyli nugaty i chałwopodobne wyroby.
Jeżeli ktoś z Was w okresie świątecznym pojawi się w Hiszpanii, to z pewnością w każdym sklepie trafi na tzw. Surtido de Navidad czyli świąteczną mieszankę słodkości (tych, które wymieniłam i wielu innych). 
Mile jednak zaskoczyło mnie to, że w moim regionie (Comunidad Valenciana) jest kilka osób, które z okazji Bożego Narodzenia przygotują galicyjską tartę migdałową. Jest to niezwykle prosty, a zarazem smaczny wypiek. Jeżeli macie ochotę na eksperymenty to zapraszam do przygotowania tarty z krzyżykiem: jest bardzo aromatyczna, dość zdrowa (bez dodatku mąki!) i niezwykle wilgotna, a przygotowanie jej nie zajmie Wam więcej niż 50 minut.

Potrzebne składniki:
(użyłam foremki o średnicy 26 cm)

- 250 g. mielonych migdałów (mączka migdałowa)
- 250 g. cukru (ja dałam 220 g.)
- 5 dużych jaj
- 1/2 łyżeczki mielonego cynamonu
- skórka otarta z 1/2 oparzonej cytryny
- masło do wysmarowania formy
- łyżka mąki do wysypania formy 
- cukier puder do oprószenia

Przygotowanie:

 
Tortownicę lub formę do tarty smarujemy masłem i delikatnie prószymy mąką. Piekarnik podgrzewamy do temperatury 170 stopni.
Jajka wbijamy do wysokiej miski i ucieramy razem z cukrem na puszystą masę (najlepiej przy pomocy miksera). Z cytryny ocieramy skórkę i dodajemy do masy jajecznej, kolejno dosypujemy zmielone migdały (1 garstkę migdałów odkładamy na bok!) i cynamon. Całość dokładnie mieszamy i wylewamy do wcześniej przygotowanej formy. Wierzch tarty wysypujemy garstką odłożonych migdałów, wstawiamy do piekarnika i pieczemy około 35-40 minut (początkowo używam funkcji "podpiekanie od dołu" po 10 minutach "termoobieg góra-dół"). Ciasto studzimy w formie, a następnie delikatnie wyciągamy na kratkę lub drewnianą deskę, na środku wykładamy papierowy szablon krzyża (Cruz de Santiago: tutaj znajdziecie szablon do druku lub odrysowania) i prószymy cukrem pudrem (najlepiej zrobić to używając drobnego siteczka). Teraz już tylko delikatnie usuwamy szablon i gotowe! Galicyjska tarta prosto z Santiago ląduje na naszych polskich stołach.

Na sam koniec kilka uwag na temat oryginalnej tarty de Santiago: 

* Do przygotowania oryginalnej tarty należy użyć jednej ze śródziemnomorskiej odmiany migdałów: Mallorca, Mollar, Marcona, Comuna, Largueta lub Planeta.
* Jeżeli tarta przygotowana jest z dodatkiem mąki, nie jest już klasycznym wypiekiem z Santiago.
* Mąka tylko i wyłącznie może pojawić się w spodzie ciasta (tzw. tarta de santiago forrada: el forro-spód, podszewka). Spód ciasta można przygotować następująco: 1 jajko, 1 łyżka masła, mąka (ile zabierze), letnia woda (ile zabierze), szczypta soli. Ciasto wyrabiamy jak na pierogi i bardzo cieniutko wałkujemy, wykładamy do wysmarowanej i wysypanej mąką formy i na tak przygotowany spód wylewamy masę migdałową. Ja jednak wolę wersję bez spodu.
* Jajek nie trzeba ubijać na puszystą masę, można je wbijać do migdałów połączonych z cukrem i całość dokładnie mieszać do uzyskania jednolitej masy. Ja jednak wolę bardziej napowietrzone ciasto.
* Tartę można aromatyzować na różne sposoby: ja zaproponowałam cytrynę i cynamon, ale te aromaty można zastąpić też innymi: pomarańcz, brandy, wanilia itp.

To już chyba wszystkie najważniejsze informacje na temat tarty z krzyżem.

 Smacznego,
SWS

8 grudnia 2011

ZUPA BOUILLABAISSE...

... na mój sposób.




Witam serdecznie!

Czas hiszpańskich upałów dobiegł już końca, więc na moim stole coraz częściej będą pojawiać  się zupy. Oczywiście nie zabraknie kremów, które uwielbiam, ale pomyślę też o mocno rozgrzewających rosołkach i bulionach. Jak już wspominałam, hiszpańskie mieszkania najczęściej nie są ogrzewane, a podłogi wyłożone marmurem latem przynoszą niesamowitą ulgę, natomiast zimą najlepiej byłoby je pokryć pluszową wykładziną, no ale tego nie robimy (oznaczałoby to zbyt dużo zamieszania). Oczywiście kuchnia ma swoje tajniki, a jednym ze sposobów na podgrzanie "domowej atmosfery " są właśnie gorące, aromatyczne zupy, których latem raczej się nie jada na południu Półwyspu Iberyjskiego, natomiast zimą mogą sprawić dużo przyjemności!
I tak przygotowując się do "sezonu grzewczego" testuję różne receptury, ostatnio głównie na bazie ryb, których mamy tu pod dostatkiem. A ponieważ od dłuższego czasu chodziła za mną zupa prosto z Marsylii, a w Polsce jej przygotowanie było dość trudne ze względu na brak/ubogość składników, pomyślałam, że nie ma na co dłużej czekać i zabrałam się za bouillabaisse prosto z Elx!
Zapoznałam się z wieloma przepisami na francuską bouillabaisse, a moja wersja jest ich swego rodzaju melanżem. Generalnie bouillabaisse można przygotować na dwa sposoby: tylko na bazie bulionu rybnego, lub wzbogacając ją o owoce morza. Ja mariscos uwielbiam, więc oczywiście różnego typu muszle i krewetki są mile widziane w mojej wersji tej zupy. Muszę przyznać, że zanim zupa trafiła na stół minęło trochę czasu, ale bez wątpienia warto było czekać! Bouillabaisse ma niesamowity kolor i wspaniały aromat. Jest pożywna, ale zarazem bardzo delikatna i oczywiście cudownie rozgrzewająca. Ja do pochodzącej z południa Francji, a przygotowanej w Hiszpanii bouillabaisse dodałam na koniec  nutkę portugalskiego smaku, czyli drobno posiekane listki kolendry i wydaje mi się, że to był strzał w dziesiątkę, taka wisienka na torcie. Spróbujcie sami! Każdy eksperyment jest mile widziany!

Potrzebne składniki:

- ok. 1,2-1,5 kg mieszanki rybnej na zupę (w hiszp. morralla de pescado)
- ok. 2,5 litra wody do przygotowania bulionu rybnego
- 2 dorady
- ok. 300-400 g. ulubionych owoców morza (krewetki, małże, ośmiorniczki itp.)
- 2 duże cebule
- 2 marchewki
- 1 większy por (biła część)
- 1/2 kopru włoskiego
- kilka gałązek zielonej pietruszki
- 3 ząbki czosnku
- 500 g. pomidorów lub 1 puszka krojonych pomidorów
- 200 ml. białego wina wytrawnego
- 1/3 szklanki oliwy z oliwek
- kilka nitek szafranu lub 1/4 łyżeczki mielonego szafranu
- pieprz czarny (najlepiej świeżo zmielony)
- skórka obrana z 1/3 pomarańczy (bez białej części)
- 1 cytryna
- kilka gałązek świeżej kolendry (jako dodatek do już gotowej zupki)
- grzanki z białego pieczywa

 Sos Rouille:

- 2 żółtka
- 2 ząbki czosnku
- ok 50 ml oliwy z oliwek
- 1/2  łyżeczki musztardy
- szczypta szafranu
- 1/2 łyżeczki mieszanki mielonej papryki (słodka+ostra)
- sól
- pieprz

Przygotowanie:

Sos Rouille:
(do grzanek)

Jajka należy sparzyć wrzącą wodą (w ten sposób pozbędziemy się ewentualnych zanieczyszczeń ze skorupki) i wybić żółtka. Czosnek drobniutko siekamy (lub przeciskamy przez praskę) i ucieramy ze szczyptą soli na kremową masę. Do miski wrzucamy żółtka, dodajemy musztardę, utarty czosnek, szczyptę  szafranu i pieprzu, wszystko dokładnie mieszamy przy pomocy rózgi. Następnie, cały czas energicznie mieszając, dolewamy oliwę (bardzo cienką stróżką, podobnie jak przy przygotowaniu majonezu.) Kiedy nasza mieszanka uzyska konsystencję majonezu, pod koniec dodajemy mieloną paprykę wymieszaną w łyżeczce wody (w ten sposób papryka łatwiej wmiesza się w gotowy już sos). Tak przygotowany sos odstawiamy do lodówki. Jeżeli macie ochotę zobaczyć jak sos rouille przygotowuje specjalista, zapraszam do obejrzenia tego filmiku.

Zupa:



Pracę rozpoczynamy od przygotowania bulionu rybnego (dla ułatwienia sprawy, bulion ten możemy ugotować dzień wcześniej): wypatroszone rybki (kiedy kupujemy mieszankę "morralla" sprzedawca patroszy nam wszystkie, nawet malutkie rybki) myjemy i wrzucamy do garnka, zalewamy ciepłą wodą (ok. 2,5 litra), dorzucamy łyżkę soli, kilka ziarenek pieprzu i gotujemy na dość dużym ogniu do momentu wrzenia, wtedy zmniejszamy gaz i gotujemy jeszcze przez około 20 min. Tak przygotowany  wywar nie jest "efektowny" ponieważ jest dość mętny, ale to nie będzie nam przeszkadzać. Wywar odcedzamy, a niestety wszystkie rybki wyrzucamy (nie nadają się one do jedzenia, możemy nimi nakarmić koty). Kolejnym etapem jest przygotowanie warzywnej bazy naszej zupy: cebulę, por, kilka ząbków czosnku, marchewkę i  koper włoski drobno kroimy. Pomidory oparzamy ze skórki i kroimy w kostkę lub w cząstki (zimą wykorzystujemy pomidory z puszki). W rondlu rozgrzewamy oliwę i podsmażamy cebulę, kiedy cebula się zeszkli dodajemy wszystkie posiekane warzywa. Dodajemy skórkę pomarańczową, gałązki pietruszki oraz szafran i dusimy około 15 minut. W między czasie filety z dorady kroimy na duże kawałki (odcinamy łby i zachowujemy) i skrapiamy sokiem z cytryny - odstawiamy. Po 15 minutach warzywa zalewamy ok 2 litrami wcześniej przygotowanego wywaru rybnego , dorzucamy rybie łby i gotujemy pod przykryciem. Po kolejnych 30 minutach wywar odcedzamy, podlewamy winem, doprawiamy solą i pieprzem, a po kolejnych 10 minutach dodajemy filety dorady  i oczyszczone owoce morza (możemy wykorzystać mrożone krewetki) i gotujemy całość jeszcze przez   15 minut. Kiedy ryba i owoce morza są już miękkie wyjmujemy je i obieramy (oczywiście tego nie musimy robić, ale ułatwi to nam znacznie konsumpcję). Na końcu przygotowujemy grzanki (u mnie w formie małych kromeczek z bagietki), siekamy kolendrę, sos nalewamy do sosjerki lub podajemy w małych kokilkach (indywidualne porcje). Zupę możemy podać solo, a rybki obok (tak oczywiście powinno się ją serwować w restauracjach: wtedy rajczęściej zupa podawana jest w wazie, a ryby serwuje się na osobnym półmisku w całości i na oczach gościa kelner pozbawia je ości), ja natomiast, w warunkach domowych, lubię kiedy kawałki obranej rybki i owoce morza pływają w "pomarańczowym" bulionie. Do każdej porcji proponuję podać obok posiekaną kolendrę i kawałeczek cytryny. Każdy biesiadnik indywidualnie zadecyduje czy ma ochotę dokwasić swoją porcję i czy portugalska nutka (świeża kolendra) będzie odpowiednim dodatkiem dla jego podniebienia. I w ten oto sposób dochodzimy do najprzyjemniejszego momentu,  kiedy to każdy smaruje sobie chrupiące grzanki sosem rouille i zajada się rybną zupą!

Smacznego,
SWS

11 listopada 2011

CZEKOLADOWA TARTA GRUSZKOWA Z MASCARPONE...

...i III URODZINY Sumy Wszystkich Smaków!



Witam serdecznie!
11 listopada to oczywiście Narodowe Święto Niepodległości, ale tak się też składa, że to również  dzień narodzin naszego bloga!
Dzisiejszym wypiekiem pragniemy uczcić 3 rok istnienia Sumy Wszystkich Smaków! Naszym czytelnikom, ale i wszystkim tym, którzy trafiają do nas przypadkowo, dziękujemy za miłe słowa i odwiedziny! A teraz już nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zaprosić Was Kochani na pyszny deser!

Potrzebne składniki:
(użyłam szklanej foremki do tarty o średnicy 26 cm)

- 100 g mąki tortowej
- 250 g serka mascarpone
- 3-4 gruszki (raczej twardawe)
- 2 całe jajka + 1 żółtko
- 100 g cukru
- 35 g ciemnego kakao w proszku
- 2,5 łyżeczki proszku do pieczenia
- cukier puder do posypania
- ew. lody waniliowe/gruszkowy sorbet 

*deser można również serwować z polewą czekoladową

Przygotowanie:



Gruszki obieramy i kroimy w grubszą kostkę lub dłuższe kawałeczki. Jajka łączymy z cukrem i ubijamy na puszystą masę (najlepiej przy pomocy miksera). Serek mascarpone delikatnie mieszamy i stopniowo dodajemy do masy jajecznej, cały czas miksując. Mąkę łączymy z proszkiem i kakao, a następnie stopniowo dodajemy do ubitych składników i dokładnie mieszamy w celu uzyskania jednolitej masy. Foremkę smarujemy masłem i wysypujemy mąką. Piekarnik podgrzewamy do 180 stopni. Do przygotowanej wcześniej masy dodajemy pokrojone owoce i delikatnie mieszamy (teraz już tylko dużą łyżką). Tak przygotowane ciasto wylewamy do wysypanej foremki i pieczemy ok. 30-35 min (pod koniec pieczenia weryfikujemy "suchość" ciasta drewnianym patyczkiem). Gotową, lekko przestudzoną tartę możemy poprószyć cukrem pudrem i podawać z dodatkiem gałki lodów waniliowych lub sorbetu gruszkowego.
Smacznego!
SWS

7 listopada 2011

FASZEROWANE BAKŁAŻANY...

...czyli jesienne menu i kolejny sprawdzony przepis Cioci Maryny.




Witam serdecznie!
Ostatnio na stole SWS gościła gracka musaka, a dzisiaj ciąg dalszy bakłażanowego menu. Jeżeli brakuje Wam pomysłów na jesienne posiłki, macie dość mięsa i makaronów, serdecznie zapraszam do wypróbowania tego prostego przepisu. To wegetariańskie danie idealnie nadaje się zarówno na obiad, jak i na elegancką kolację. Jest lekkie, ale i pożywne, a smakuje nawet zwolennikom mięsiwa...

Potrzebne składniki:

- 3 średniej wielkości bakłażany
- 2 cebulki dymki ze szczypiorkiem
- 1 czerwona papryka (lub czerwona i żółta pół na pół)
- 2 ząbki czosnku
- 20 dkg serka brie (lub camembert)
- 10 dkg żółtego sera (do zapiekania, startego na tarce)
- kilka łyżek oliwy

Opcjonalnie:
na sos

- 1 puszka przetartych/rozdrobnionych pomidorów
- oregano
- pieprz
- sól

Przygotowanie:



Bakłażany myjemy, osuszamy i kroimy wzdłuż na 2 połowy. Przy pomocy łyżki z bakłażanów usuwamy miąższ (z nasionkami), tak na głębokość  ok. 1 cm. Wydrążony miąższ solimy i odstawiamy na około 15-20 minut. W tym czasie siekamy cebulkę, szczypior oraz paprykę (w drobną kostkę) i tak przygotowane warzywa podsmażamy na 2 łyżkach oliwy. Po upływie 20 minut miąższ bakłażana wrzucamy na sitko i dokładnie go opłukujemy, następnie bardzo dobrze odciskamy, drobno siekamy i dodajemy do lekko podsmażonych warzyw i teraz przez chwilę jeszcze smażymy wszystkie warzywa. Pod koniec smażenia (kiedy bakłażan już zmięknie) dodajemy posiekane ząbki czosnku, sól i pieprz do smaku. Patelnię z farszem zdejmujemy z ognia i po chwili, do lekko ostudzonej masy, dodajemy ser brie pokrojony w kostkę i całość energicznie mieszamy (pod wpływem ciepła ser się rozpuści i stworzy z warzywami jednolitą masę). Bakłażanowe łódeczki delikatnie solimy i skrapiamy oliwą, a następnie wypełniamy farszem i posypujemy tartym serem. Naczynie żaroodporne/blachę delikatnie smarujemy oliwą i wykładamy napełnione bakłażany, które pieczemy w temperaturze 180 stopni przez około 20-30 min. Pod koniec pieczenia używamy funkcji grill/podpiekanie od góry. Jeżeli lubicie różnego rodzaju sosy, to do tak upieczonych bakłażanów świetnie będzie pasował prosty, pomidorowy dodatek. Aby go przygotować, wystarczy podgrzać i lekko odparować puszkę przetartych pomidorów (mocno rozdrobnionych) z dodatkiem przypraw (sól, pieprz, oregano) i gotowe.

*Ps. Bakłażany można odgrzewać w piekarniku następnego dnia i smakują równie dobrze!


Smacznego!
SWS

19 października 2011

Musaka (by Miriam)

Dziś na Sumie Wszystkich Smaków goście wyjątkowi: Miriam i Szwagier F. To oni dziś rządzą w mojej kuchni. Będzie musaka, sałatka grecka i dużo wina. Będzie zorba i trochę tradycyjnych tańców. Nie będzie ouzo, bo gdzieś już nam wyparowało niczym kamfora, ale będzie za to kulinarna opowieść Miriam, o tym jak przygotować to pyszne greckie danie. Panie i Panowie – oddaję głos:



Musaka by Miriam&Szwagier F. 

Do zrobienia musaki potrzebną są:
2 duże ziemniaki
3 małe bakłażany
0,5 kg mielonego mięsa wołowego lub cielęcego
puszka pomidorów pokrojonych
1 duża cebula
4 ząbki czosnku
750ml mleka
ok. 100g mąki
3 żółtka
ok. 150g startego parmezanu
oliwa z oliwek lub olej
4-5  łyżek masła




Przyprawy:

łyżka cynamonu
1,2 łyżki kminku zmielonego
2 liście laurowe
1,5 łyżki gałki muszkatołowej
pieprz i sól – według uznania



PRZYGOTOWANIE:


Ziemniaki:
Ziemniaki obieramy i kroimy w cienkie plastry. Smażymy na oleju tak aby były złocisto brązowe. Możemy delikatnie posolić. Odstawiamy.

Bakłażany:
Odcinamy część zieloną i „dupkę”. Możemy obrać, ja nie obieram- nie widzę różnicy w smaku i na blaszce wyglądają ładniejJ. Pokrojone układamy na blachę, skrapiamy oliwą i doprawiamy solą i pieprzem. Następnie odwracamy je i robimy dokładnie to samo. Wkładamy do rozgrzanego piekarnika na 200 st. Po 15min odkładamy do wystygnięcia.

Sos mięsny:
Mięso smażymy ok. 15min. Dodajemy posiekaną cebulę, sól, pieprz, połowę cynamonu i połowę kminku. Smażymy przez następne 10min., ciągle mieszając. Dodajemy pomidory z puszki, posiekany czosnek oraz resztę cynamonu i kminku. Próbujemy. W razie czego dosalamy i dopieprzamy. Sos ma być jak najmniej wodnisty. Możemy zostawić go na malutkim ogniu i robić beszamel.

Sos beszamelowy:
Mleko podgrzewamy w garnku. Nie doprowadzamy do wrzenia. Dodajemy masło. Czekamy aż się rozpuści. Następnie intensywnie mieszając trzepaczką dodajemy mąkę. Mieszamy tak długo aż sos będzie miał gładką konsystencję. Dodajemy żółtka. Mieszamy. Przyprawiamy solą, pieprzem i gałką muszkatołową.
Dobra rada Miriam: w przepisach mąkę dodaje się na rozgrzany tłuszcz i zalewa mlekiem. Mnie zawsze wychodzą grudy, dlatego w moim przepisie jest inna kolejność co daje gwarancję gładkiej konsystencji.

Łączymy wszystkie składniki:



W żaroodpornym naczyniu układamy kolejno: plastry ziemniaków, plastry bakłażanów, sos mięsny oraz sos beszamelowy. Posypujemy parmezanem.Wkładamy do piekarnika. Zapiekamy w 180 st. ok. 30 min.
Ważne: nie podajemy od razu, czekamy, aż trochę przestygnie. 


Czas zabijamy śpiewając, tańcząc i pijąc wino…



SMACZNEGO!

a ja tam byłam, musakę zjadłam i wino wypiłam.



 

Kto jest z nami...