Suma Wszystkich Smaków
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polskie smaki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polskie smaki. Pokaż wszystkie posty

26 stycznia 2012

NALEŚNIKI Z GRUSZKAMI...

...orzechami i czekoladowym sosem rumowym oraz różowe wspomnienia ze Słonia.



Witam serdecznie!

Dawno nie serwowałam obiadu na słodko, a dziś spoglądając na na koszyk pełen owoców, rzuciły mi się w oczy gruszki, które tak lubię! To co: naleśniki?
Mieszkańcy i bywalcy Krakowa pamiętają z pewnością bary naleśnikowe  "Różowy Słoń" (chyba już żaden z nich nie przetrwał). Często, jeszcze jako uczennica, wpadałam tam na naleśniki, najbardziej smakowały mi te z wiśniami i bitą śmietaną, to były piękne czasy...
Ale skoro teraz jestem już daleko od Krakowa, Słonie wymarły, a ja mam przed sobą te piękne gruszki, to nie ma na co czekać! Postaram się  przywrócić smak wspomnień (tym razem gruszkowy, siłą rzeczy).

Potrzebne składniki:
(na ok. 10 szt naleśników średniej wielkości)
CIASTO NALEŚNIKOWE BISZKOPTOWE
(przepis pojawił się już tutaj):

- 1 szklanka mleka
- 1 szklanka wody (mile widziana mineralna gazowana)
- 2 jajka
- ok. 20 dkg mąki tortowej (najlepiej przesianej przez sitko)
- 2 łyżeczki cukru waniliowego lub cynamonowego
- 1 łyżka oleju lub oliwy do ciasta
- tłuszcz (olej/oliwa) do smażenia naleśników

NADZIENIE:

- puszka/słoik gruszek w zalewie
lub
- gruszki z domowego kompotu
lub
- świeże gruszki obrane, pozbawione gniazd nasiennych i ugotowane na półmiękko w małej ilości wody z dodatkiem kilku łyżek cukru, soku z 1/2 cytryny, kawałeczka laski wanilii+cynamonu+1goździka

BITA ŚMIETANA
(śmietanę 30-36% ubijamy mikserem z dodatkiem małej ilości cukru lub korzystamy ze śmietany w aerozolu)

SOS CZEKOLADOWY:

- 1/2 tabliczki ciemnej czekolady
- 5-7 łyżek wody
- 1 łyżka rumu
(wszystkie składniki wrzucamy do rondelka i cały czas mieszając podgrzewamy na małym gazie, do zupełnego połączenia)

 ORZECHY WŁOSKIE
(drobno posiekane lub zmielone)

Przygotowanie:

Do wysokiego naczynia wlewamy mleko i wodę, wbijamy same żółtka, białka natomiast oddzielamy i ubijamy na sztywną pianę.
Do wody połączonej z mlekiem i żółtkami jaj dosypujemy mąkę (najlepiej przesiewając przez sitko) i mieszamy całość trzepaczką lub mikserem.
Do tak przygotowanej masy, która powinna mieć gęstość rzadszej śmietany, dodajemy pianę i cukier waniliowy, a na sam koniec 1 łyżkę oleju lub oliwy.
Ciasto lekko mieszamy i odstawiamy na ok. 10 min (ciasto naleśnikowe może nawet leżakować ok. 30-60 min i podobno dobrze mu to robi, w przypadku naleśników biszkoptowych, to najlepiej  je smażyć po upływie 15 min.).
Naleśniki smażę na patelni teflonowej, lekko pokropionej (każdorazowo) olejem (wydaje mi się, że smaży się je w ten sposób o wiele łatwiej, niż na maśle, które często się przypala).
Grubość naleśnika zależy od naszych preferencji, ale jak sama nazwa wskazuje, są to grubsze, biszkoptowe placuszki z dużą ilością pęcherzyków powietrza.

Kiedy naleśniki są już usmażone, układamy na nich pokrojone w plasterki gruszki, posypujemy siekanymi orzechami, składamy w kopertę i oblewamy sosem czekoladowym, a na samym końcu ozdabiamy kleksem bitej śmietany (i jeszcze raz posypujemy orzechami, jeśli tylko mamy na nie ochotę). Sos czekoladowy można dodać również do środka naleśnika, a wierzch ozdobić bita śmietaną i orzechami.
Połączenie czekolady, gruszek i orzechów to jedno z moich ulubionych, a do tego jeszcze ten aromat rumu! Spróbujcie sami!

Smacznego,
SWS

19 stycznia 2012

KARNAWAŁOWE RÓŻE...

...czyli wspomnienia z dzieciństwa i przygotowania do tłustego czwartku 2012 w toku.



Karnawałowe róże kojarzą mi się głownie z dzieciństwem, wycinanie kółeczek w różnych rozmiarach jawiło się jako świetna zabawa. Szczerze mówiąc już od kilkunastu lat nie przygotowywałam tych chrupiących kwiatów, chrust pojawiał się zawsze i to kilka razy w karnawale, a o różach przypomniałam sobie w tym roku (taki oldschoolowy słodycz...). Jeżeli macie ochotę na karnawałową zabawę w kuchni, to zapraszam do wycinania, lepienia i koniec końców smażenia różyczek.
Ciasto przygotowujemy wg sprawdzonego przepisu na faworki z Kuchni Polskiej, który pojawił się już jakiś czas temu (klik-tutaj), a jeżeli już mowa o chruście, to zachęcam również do wypróbowania receptury na kolumbijskie faworki, taki międzynarodowy karnawał.

Potrzebne składniki:
(Jeżeli planujemy imprezę na większą ilość osób, najlepiej przygotować ciasto z podwójnej porcji.)

-20 dkg mąki
-3 żółtka
-szczypta soli
-3-4 łyżki gęstej śmietany 18 %
-1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
-1 lub 2 łyżki spirytusu 
(Jeżeli nie mamy w barku tak mocnego spirytusu to proszę zastąpić go np. wódką. ALKOHOL sprawi, że faworki nie napiją się zbyt dużo tłuszczu, dzięki czemu będą zdrowsze i smaczniejsze.
-50 dkg tłuszczu do smażenia 
(ja używam najczęściej margaryny palmy lub oleju np. kujawskiego, wlewam go do odpowiedniego garnka, tak aby za jednym razem móc piec ok 3-4 większych faworków)
-10 dkg cukru pudru do posypania 
(ewentualnie wanilia lub cukier waniliowy)
-wiśnie z zalewy/wiśniówki/konfitury 
-1 ziemniak :)
 Ziemniaka obieramy i kroimy na plastry, kiedy zaczynamy grzać olej, wrzucamy plaster, i tak podczas całego pieczenia, wymieniamy plaster ziemniaka, kiedy poprzedni już jest ciemny; dzięki temu olej nie spali nam się za szybko!
 
Przygotowanie:
 
Mąkę wsypujemy do miski lub na stolnicę, mieszamy ze śmietaną, robimy zagłębienie, wrzucamy żółtka, szczyptę soli, proszek do pieczenia.
Wszystkie składniki mieszamy razem, dolewamy spirytus i wyrabiamy ciasto na jednolitą masę (staramy się nie mieć grudek, ciasto możemy kilka razy rzucić z małej wysokości na stolnicę) - ciasto powinno mieć gęstość ciasta kluskowego.
Kiedy ciasto jest  już dobrze wyrobione (aby to zweryfikować przecinamy je nożem na pół i sprawdzamy czy nie ma w nim żadnych grudek, kolor powinien być jednolity) dzielimy je na porcje i wałkujemy dość cienko, starając się nie podsypywać zbyt dużo mąką (z mojego doświadczenia wynika, że im cieniej wywałkujemy ciasto, tym bardziej kruche różyczki otrzymamy).
*Przed wywałkowaniem, ciasto możemy jeszcze kilka razy wybić wałkiem, co sprawi, że na powierzchni różyczek/faworków pojawi się więcej pęcherzyków powietrza.
Przygotowujemy 3 szklanki/kieliszki/foremki o różnej średnicy (u mnie: szklanka, literatka, malutki kieliszek) i z wywałkowanego ciasta wycinamy kółka. Następnie składamy 3 krążki (od największego do najmniejszego), dociskamy je w środku (tak, aby dobrze się zlepiły) i nacinamy 3 -warstwowy "zlepek" (nie dochodząc do środka). Druga szkoła mówi o pierwotnym nacięciu kółeczek i składaniu ich tak, aby nacięcia na poszczególnych krążkach nie pokrywały się (ta metoda zajmuje troszkę więcej czasu, ponieważ każde kółeczko musimy naciąć indywidualnie). Najlepiej wypróbować obie metody. Teraz już tylko rozgrzewamy tłuszcz i smażymy róże na złoty kolor z 2 stron. Wyjmujemy na papierowy ręcznik, odsączamy z tłuszczu i kiedy lekko przestygną posypujemy cukrem pudrem, a środki ozdabiamy wisienką.


Smacznego,
SWS

1 października 2011

ROGALICZKI DROŻDŻOWE KINGI...

... i ciąg dalszy wakacyjnych wspomnień.



Witam serdecznie!

Przyjemnie się wraca do zielonych wspomnień z wakacji. W porównaniu z otaczającą mnie teraz przyrodą (a są to głównie palmy i sucha, żółtawa gleba) polskie lasy i łąki to jedna wielka eksplozją kolorów, tych najbardziej soczystych. Oczywiście palmy też bardzo lubię, szczególnie przyjemnie jest się przechadzać pod ich kopułami w upalne dni, no ale zawsze tęsknimy do tego, czego akurat nie mamy w danej chwili. Dlatego warto podróżować i podziwiać tak różne klimaty, radykalne zmiany często powodują zachwyt, a dzięki temu obrazy dłużej pozostają w naszej pamięci. Możemy do nich wracać, kiedy tylko mamy ochotę na jakąś odmianę. No i oczywiście zdjęcia mają tą wielką moc, można się rozmarzyć...


A jeśli mowa o wakacyjnych wspomnieniach, które przychodzą razem z jesiennym chłodem, proponuję drobny wypiek na ogrzanie atmosfery. Przepis na rogaliczki, jak sam tytuł posta wskazuje, dostałam od Kingi i jestem z niego bardzo zadowolona! Ciasto wyrabia się łyżką w dosłownie kilka minut, a potem bardzo łatwo się wałkuje. Rogale szybko się pieką i wspaniale pachną! 

Potrzebne składniki:

- 4 szklanki mąki tortowej
- 5 dkg. drożdży
- 4 łyżki cukru
- 1 szklanka mleka
- 3 łyżki gęstej śmietany (18%)
- 2 całe jaja
- 1 masło lub margaryna (250g)
- 1 saszetka cukru waniliowego lub 1,5 łyżki cukru z prawdziwą wanilią
- powidło śliwkowe lub inna twardsza marmolada
- 1 jajo do smarowania
- ew. cukier puder do posypania

Przygotowanie:

Masło rozpuścić, cukier i drożdże wymieszać razem. Mąkę przesiać do dużej miski i dodawać kolejne składniki: drożdże połączone z cukrem, jaja, śmietanę, cukier, letnie mleko, wanilię, a na końcu przestudzony tłuszcz. Wszystkie składniki dokładnie mieszamy na jednolitą masę przy pomocy drewnianej łyżki (mi zajęło to ok. 5 minut). Tak przygotowane ciasto wkładamy do lodówki na co najmniej 2 godziny. Następnie wałkujemy na stolnicy (lub papierze do pieczenia) obficie podsypując mąką (ciasto jest dość miękkie). Z cienkiego ciasta wycinamy trójkąty (moje były o bokach ok. 12/13x10 cm). Im mniejsze rogaliczki, tym bardziej chrupiące ciasto. Każdy trójkąt lekko smarujemy po środku marmoladą i zawijamy. Układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia  i smarujemy rozbełtanym jajkiem, wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Pieczemy około 12 minut na złoty kolor (czas pieczenia zależy od mocy piekarnika).
*Jeżeli rogaliczki planujemy posypać cukrem pudrem, to nie musimy smarować ich jajkiem.


Smacznego,
SWS

28 września 2011

UCIERANE Z OWOCAMI...

...i wakacyjne wspomnienia.

 (Kluszkowce, Osada Czorsztyn)

Ciasto z owocami to taki letni wypiek, a okres urlopowy już prawie zakończony, ale na szczęście pozostaje jesienny wypad na północ Hiszpanii, więc jest jeszcze o czym myśleć:)
Tegoroczne wakacje upłynęły pod hasłem "cudze chwalicie, swego nie znacie"! Kiedy prosto z południowych klimatów wpadliśmy do zielonej Polski zrobiło się miło na duszy! Ostatnie dni sierpnia i początek września były piękne i dzięki temu okolice, które odwiedziliśmy wydały się jeszcze bardziej niezwykłe. Zatrzymaliśmy się w cudownym miejscu, a mianowicie Osadzie Czorsztyn (Hotel Niezwykły), gdzie wzdłuż żwirowej drogi stoją wspaniałe, XIX-wieczne wille. Cisza jaką nas powitała ta osada trudna jest do opisania, może jeśli powiem, że brzęk dzwonków owiec to już dość duży hałas będzie łatwiej wyobrazić sobie spokój jaki panuje w tym pięknym skansenie. A spokój doceniliśmy tym bardziej, że w gorącej Hiszpanii ludzie lubią i umieją być głośni! Nie brakuje  tu miłośników fajerwerków, które wystrzeliwują bez większej okazji, czy ulicznych zabaw w środku tygodnia, które odbywają się tuż pod naszymi oknami. Oczywiście i te gorące obyczaje mają swoje plusy, ale czasami warto posiedzieć i wsłuchać się w głos natury. I właśnie takie to były dni...


A pierwszym wypiekiem po powrocie z polskich wakacji było ucierane z brzoskwiniami. Bardzo proste w przygotowaniu ciasto, pyszne i jeszcze takie wakacyjne!

Potrzebne składniki:
(porcja na małą blachę 28x12 cm)
na większą blachę należy podwoić ilość składników!

- 125 g masła lub margaryny 
- 7 łyżek cukru
- 1 łyżka cukru waniliowego
- 3 jaja
- 1 i 1/4 szklanki mąki tortowej (szklanka o pojemności 200-210 ml)
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 1/2 kg owoców (brzoskwinie, śliwki, truskawki)

Przygotowanie:


Masło odstawiamy na kilkanaście minut, tak aby było dość miękkie. W między czasie przygotowujemy owoce (brzoskwinie obrałam ze skórki i pokroiłam na ósemki). Następnie do tłuszczu dosypujemy cukier + cukier waniliowy i miksujemy na jednolitą masę. Kolejno dodajemy całe jaja (stopniowo, cały czas miksując) oraz przesianą mąkę z proszkiem. Tak przygotowaną masę wylewamy do formy wyłożonej papierem lub wysmarowanej masłem i wysypanej bułką tartą. Na wierzchu układamy kawałki owoców i lekko je dociskamy. Pieczemy około 35 min. w piekarniku nagrzanym do ok. 180 stopni. Po przestygnięciu posypujemy cukrem pudrem. Gotowe.
Teraz już tylko filiżanka dobrej herbaty czy kawy, zdjęcia z wakacji i mamy plan na jesienny wieczór:)


Smacznego,
SWS

30 marca 2011

DOMOWY BUDYŃ BEZGLUTENOWY...

...czyli wspomnienia z dzieciństwa.



Witam serdecznie!
Przez krótką chwilę się nie odzywałam, ale już jestem, miałam strasznie dużo pracy! Na jedzenie i szybkie gotowanie starczało czasu, ale niestety gorzej było ze zdjęciami i publikacjami. Ale nie będę się dłużej tłumaczyć, większość zrozumie chwilową niemoc, zapomni i wybaczy (mam przynajmniej taką nadzieję:).
Przejdę od razu do konkretów! Jakieś 3 tygodnie temu Hiszpanię nawiedziły porywiste i zimne wiatry, nawet na południu przez kilka dni wyraźnie brakowało słońca. W mieszkaniach ponownie zrobiło się zimno, przez nieszczelne okna wkradał się nieprzyjemny chłód i właśnie wtedy przypomniałam sobie o "kryzysowym" deserze z dzieciństwa. "Kryzysowy" - bo kiedy w domu brakowało słodyczy, zawsze jeszcze można było liczyć na saszetkę budyniu, zakopaną w gąszczu "mącznych produktów" (jak też ona wtedy cieszyła!). A taki budyń najlepiej smakował na ciepło z dodatkiem soku owocowego (np. malinowy syrop domowej roboty do budyniu waniliowego lub śmietankowego) lub sypkiego kakao (do czekoladowego deseru). Od zawsze budyń smakował mi na ciepło, (nawet na gorąco!) szczególnie w zimowe dni, po sankach, łyżwach czy nartach! No i teraz wróciłam do tego przysmaku, tyle że w lekko zmodyfikowanej wersji. A to za sprawą białej mąki kukurydzianej, która w Hiszpanii zastępuję mi naszą ziemniaczaną. Jest delikatniejsza i idealnie sprawdza się w mojej kuchni, zarówno do przygotowywania sosów, deserów, zagęszczania zup itd, itp. Zapraszam zatem na "oldschoolowy deser" w nowej odsłonie! Metodą prób i błędów doszłam do takiej oto receptury:

Potrzebne składniki:

- 1/2 litra mleka (użyłam 2%)
- 1 żółtko
- 3 lekko czubate łyżki białej mąki kukurydzianej (użyłam Maizena)
- 3 łyżeczki cukru waniliowego z prawdziwą wanilią (lub więcej, wg. gustu)
- 1 płaska łyżeczka masła

Sos malinowy:

- 2 garści mrożonych malin
- 1 łyżka dżemu malinowego lub soku owocowego

Przygotowanie:


Mrożone maliny wrzucamy do małego rondelka, dolewamy do nich 2 łyżki wody, dodajemy dżem i grzejemy do momentu rozmrożenia owoców i połączenia się owoców.
Z 1/2 litra mleka odlewamy 1/2 szklani, a resztę mleka grzejemy z dodatkiem cukru waniliowego. Resztę mleka umieszczamy w miseczce i dodajemy do niego mąkę kukurydzianą oraz surowe żółtko: całość mieszamy przy pomocy rózgi na jednolitą masę. Kiedy mleko zacznie wrzeć, odstawiamy je z ognia i delikatnie wlewamy do niego mączną masę, cały czas mieszając rózgą! Następnie jeszcze raz stawiamy na gazie, i dalej mieszając, czekamy na pojawienie się pęcherzyków powietrza. Gotowy budyń rozlewamy do przepłukanych wodą miseczek/kokilek i polewamy ciepłym sosem owocowym, serwujemy natychmiast! Budyń przygotowany na bazie mąki kukurydzianej jest wyjątkowo aksamitny i aromatyczny!


Smacznego,
SWS

17 marca 2011

WYJĄTKOWA ZUPA BROKUŁOWA...

...z dodatkiem aromatycznego tymianku i soczystej cytryny: w sam raz na powitanie wiosny!


W Hiszpanii marzec i początek kwietnia będą najprawdopodobniej ostatnimi "miesiącami z zupą". Potem przyjdą gorące dni, a razem z nimi sałatki, chłodniki i szybkie dania "a la plancha" (z rusztu, z patelni). Byle jak najkrócej stać przy rozgrzanej kuchence, nie wspominając już o piekarniku! 
Ale póki co, mieszkania są jeszcze wychłodzone i niejednokrotnie lepiej wyjść na krótki spacer, aby się porządnie rozgrzać, bo na zewnątrz mamy około 18-tu stopni i słoneczko. Inną metodą na podgrzanie "domowej atmosfery" jest zupa-krem i ta sprawdza się w 100%. Brokułowa, o której dziś mowa, powoli stygnie, jest pożywna, a cytryna i świeży tymianek dodają jej niepowtarzalnego uroku. Spróbujcie sami!

Potrzebne składniki:


- 1 średniej wielkości cebula 
(może być biała)
- 2 ząbki czosnku 
- 1 dorodny brokuł 
(lub 2 mniejsze kwiaty)
- 3 ziemniaki średniej wielkości
- 2 łyżki oliwy z oliwek
- 1 łyżka masła
- sok z 1/2 cytryny
- 2 gałązki świeżego tymianku
(możemy też użyć suszonego)
- sól, pieprz do smaku
- około 1,2 l wywaru 
(warzywnego lub drobiowego, może być na bazie bulionu wegetariańskiego)
- kilka plasterków serka typu "roladka kozia"
- *dodatkowo grzanki lub świeże pieczywo

Przygotowanie:

Ziemniaki obieramy i kroimy w kostkę, tak samo postępujemy z cebulą. W rondlu podgrzewamy oliwę z dodatkiem masła i posiekanego czosnku (1 ząbek), następnie wrzucamy pokrojone warzywa i dusimy je przez około 10 minut cały czas mieszając. Brokuły gotujemy na parze (lub w wodzie) przez około 10 minut (na pół-twardo) i po upływie tego czasu dorzucamy je do podsmażonych warzyw. Całość zalewamy przygotowanym wcześniej bulionem, dodajemy gałązkę tymianku, troszkę soli i pieprzu,  gotujemy pod przykryciem do miękkości wszystkich składników (kolejne 10 minut). Przed zmiksowaniem wyciągamy gałązkę tymianku i dodajemy 1/2 łyżeczki świeżych listków (lub 1/3 łyżeczki suszonych). Wszystko miksujemy na jednolity krem, a na samym końcu dolewamy wyciśnięty sok z cytryny oraz świeżo przeciśnięty ząbek czosnku i jeszcze raz kontrolujemy smak. Każdą porcję prószymy delikatnie tymiankiem i serwujemy z plasterkiem koziego serka (może to być również bryndza lub inny serek kremowy). Do takiej zupki świetnie pasuje świeża, chrupiąca bagietka lub grzanki.


Smacznego,
SWS

22 lutego 2011

NALEŚNIKI SMAŻONE BEZ TŁUSZCZU...


 ...świetnie smakują na słodko, ale dobrze sprawdzają się też jako baza krokietowa.



Ze specjalną dedykacją dla Kingi i Grześka! 

Miałam dzisiaj pisać o kuchni hiszpańskiej, ale rozmowa z bratem skłoniła mnie do zaprezentowania kolejnego przepisu na naleśniki. A te kolorowe pączki kwiatowe stoją u mnie na stole od dwóch dni, a ja obserwuję ich rozkwit. Wyglądały tak niepozornie,  a są coraz piękniejsze, mam nadzieję, że  w Krakowie też niebawem pojawią się pierwsze oznaki wiosny. W Elche nowalijki ujrzały światło dzienne już w połowie stycznia i powiem szczerze, że ich widok dodaje energii i nastraja bardzo optymistycznie, sami spójrzcie! A do tych optymistycznych, kolorowych obrazów dołączam bardzo energetyczną i równie kolorową piosenkę...

 


A wracając do kuchni, naleśnik naleśnikowi nie równy! Mogą być biszkoptowe, podane z budyniem lub owocami, mogą być a la amerykańskie placuszki pancakes, grube i puchate, a mogą być też takie uniwersalne, raczej cieniutkie, smażone beztłuszczowo, zdrowe, wygodne w przygotowaniu i właśnie o nich dzisiaj mowa. 
 Potrzebne składniki:


- 150 g mąki pszennej
- 200 ml mleka
- 100 ml mineralnej wody gazowanej (lub zwykłej wody)
- 2 jajka
- 25 g roztopionego masła (około 2 łyżki)
- łyżeczka oleju lub oliwy
- szczypta soli
*do naleśników na słodko warto dodać 1 łyżkę cukru waniliowego 
*przepis spisałam kiedyś z pisma kobiecego (tytułu nie pamiętam), zmieniłam lekko jego proporcje

Przygotowanie:


Mleko łączymy z wodą i stopniowo dodajemy rozbełtane wcześniej jajka. Mokre składniki mieszamy ze sobą przy pomocy rózgi lub miksera, a następnie powoli przesiewamy mąkę, cały czas miksując/mieszając (do naleśników na słodko teraz dosypujemy cukier waniliowy). Kiedy masa jest już jednolita, odstawiamy ją na jakieś 15 minut, a w między czasie topimy masło. Po upływie kwadransa, przestudzony tłuszcz oraz łyżeczkę oliwy dolewamy do masy i dokładnie mieszamy. Teraz pozostaje już tylko smażyć naleśniki na dobrze rozgrzanej, teflonowej patelni bez dodatku tłuszczu!  Z tak przygotowanego ciasta możemy smażyć bardzo cieniutkie naleśniki, które się świetnie zawijają i idealnie sprawdzają się przy robieniu krokietów. Jeżeli natomiast mamy ochotę na chrupiące naleśniki, to należy je smażyć  równie cieniutko, lekko przypiec i zjadać momentalnie po zdjęciu z patelni.


Smacznego,
SWS

23 grudnia 2010

USZKA Z GRZYBAMI...

...czyli wigilijny klasyk.


Witam serdecznie!
Udało się! Ulepiłam uszka. To moje pierwsze samodzielne, emigracyjne uszka z leśnymi grzybami (jak na nie mówią Hiszpanie). Ciasto przygotowuję według tego oto niezawodnego przepisu: klik-tu.
Farsz wykonałam według wskazówek Mamy...
A oto efekt...

Potrzebne składniki (farsz):


- 6 dkg suszonych grzybów
- 3 dkg czerstwej bułki
- 2 dkg tartej bułki
- 5 dkg cebuli
- 2 dkg tłuszczu (masło)
- pieprz, sól do smaku
*do takiej ilości farszu przygotowałam ciasto z 20 dkg mąki, 1małego żółtka, 65-70 ml ciepłej wody, łyżeczki oliwy, szczypty soli)

Przygotowanie:


Grzyby umyć, namoczyć (najlepiej całą noc), ugotować w małej ilości wody z dodatkiem 1 łyżeczki masła. Cebulę drobno posiekać i podsmażyć na maśle na złoty kolor. Czerstwą bułkę namoczyć i dobrze odcisnąć na sitku. Wszystkie składniki (grzyby, cebulka, bułka) przepuścić przez maszynkę do mielenia lub zmielić w blenderze, a na końcu dodać bułkę tartą oraz przyprawy i dokładnie wymieszać. Farsz powinien być dobrze doprawiony, wyraźny!
Uwaga! Ugotowane grzyby najlepiej zostawić na sitku pod przykryciem na kilka godzin, aby nie były zbyt mokre i nie rozrzedziły farszu.
Przygotowane ciasto wałkujemy cieniutko porcjami i wycinamy z niego kwadraty o boku ok. 3 cm, łyżeczką nakładamy farsz i lepimy zgrabne uszka. W rondlu gotujemy wodę z dodatkiem soli, dodajemy łyżeczkę oliwy/oleju i na wrzątek wrzucamy uszka, gotujemy 2-2,5 minuty od momentu wypłynięcia na powierzchnię.
Ps. Dawniej przygotowywałyśmy z mamą uszka z wyciętych kółeczek, ale o wiele łatwiej lepi się jednak kwadraciki.


Smacznego,
SWS

2 grudnia 2010

KORZENNO-MIODOWE MLEKO...

... i opowieść o Dwóch Światach.



Dzisiejszy wstęp będzie rozbudowany (głównie od strony graficznej), a to za sprawą spacerów, które odbyłyśmy z Ariadną w ciągu ostatnich 3 dni. Spacerowałyśmy równolegle, niestety jakieś 2000 km od siebie. Ariadna kroczyła wartkim krokiem przez zimowy, zmrożony Kraków, a ja(MZ) przechadzałam się jesiennymi uliczkami Elche. Obie z aparatem w ręku i szeroko otwartymi oczami .  A to nasz krótki fotoreportaż. Piękne, ale jak różne krajobrazy, każdy ma swój urok! 

 Elche                                           Kraków

 rozkwit...                                                wegetacja... 

 za oknami...

  hiszpański kot pod palmą                             polski kot w śniegu :)

może usiądziemy Ariadno...

A po takim spacerku zapraszamy na ciepłe, korzenne mleko...
pewnie zmarzłaś Ariadno
Potrzebne składniki:
(na jeden kubek mleka ok 200 ml)


- mleko (w dowolnej ilości)
- 2 łyżeczki miodu 
- 1/2 łyżeczki masła
- 1/3 łyżeczki mielonego cynamonu
- 1 goździk
- 1 cm laski wanilii lub troszeczkę cukru z prawdziwą wanilią

Przygotowanie:

Nic prostszego: mleko wlewamy do rondelka, dodajemy masło, przyprawy korzenne i grzejemy, ale nie zagotowujemy! Do ciepłego mleka dodajemy miód i gotowe!
Dobrze robi na chrypkę i katar!


Smacznego,
SWS

* Tym przepisem przyłączamy się do Akcji Korzenny Tydzień.

27 listopada 2010

KREM WIELOWARZYWNY...

... sycący i rozgrzewający, idealny na pierwsze oznaki zimy.


Witam serdecznie!
W Krakowie pierwszy śnieg już spadł, a i w Elche nastała jesienna aura. Rzadko się zdarza, żeby deszcz siąpił tu kilka godzin non-stop, ale dzisiaj jest właśnie taki dzień...
Szaro się zrobiło, wilgotno, powoli myślę o kupnie parasola, bo uwierzcie, że do dziś nie był mi potrzebny ani raz, a jestem już tutaj od sierpnia!
Dla Hiszpanów to już zima: obowiązkowe kozaki na nogach, rękawiczki na rękach, otuleni w puchowe kurtki, zmierzają do El Corte  Inglés na przedświąteczne zakupy (to ukochany dom handlowy Hiszpanów, taki niemal narodowy skarb). Ja też lekko marznę, nie na polu (na zewnątrz mamy około 13 stopni), ale w mieszkaniu, bo tak jak kiedyś wspominałam, budynki są świetnie przygotowane na upały, ale zimą jednak chłód doskwiera. I właśnie na takie dni najlepsza jest ciepła, gęsta zupka!  Aromatyczna, o intensywnym kolorze i zaskakującym smaku! Kremy uwielbiam, więc czasami nawet miło posiedzieć w chłodzie:) Pomysł na dodanie buraków i tymianku podsunęła mi Kinga z Kuchni obłędnie zdrowej. Moja wersja zupy ma więcej składników, ale zawsze można z jakiegoś zrezygnować, eksperymenty miło widziane. Moja próba wypadła tak...


Potrzebne składniki:
(na około 5-6 porcji)

- 8 średniej wielkości marchewek
- 2 mniejsze cebule
- 1/2 pora
- kawałek dyni (zawartość około 1,5 szklanki pokrojonego warzywa)
- 2 średniej wielkości ugotowane buraki
- 1 słodki ziemniak (może być też zwykły ziemniak lub ćwiartka selera)
- 1 pomidor lub łyżeczka przecieru
- 2 ząbki czosnku
- 2 łyżki masła
- oliwa z oliwek
- tymianek suszony
- ostra papryka
- sól, pieprz
- 1łyżka bulionu wegetariańskiego lub 1/2 kostki bulionowej
- serek kozi lub bryndza
- woda

Przygotowanie:


Na początku obieramy wszystkie warzywa; marchew kroimy na plastry, podobnie ziemniaka, cebulę  i pora w piórka, dynię w kostkę, pomidora oparzamy i też traktujemy nożem, czosnek drobniutko siekamy/przeciskamy przez praskę, buraki najlepiej mieć już ugotowane (można je przygotować dzień wcześniej), ja akurat mam to szczęście, że kupuję już gotowane.W rondlu rozgrzewamy oliwę z 1 łyżką masła i podsmażamy cebulę, marchew, por, ziemniaki. Po kilku minutach dodajemy czosnek, a na sam koniec pomidora. Gdy warzywa są już na wpół-miękkie, dolewamy wody (tak, aby zakryła ona warzywa i przekroczyła ich poziom o 1 cm), dosypujemy bulion wegetariański i dodajemy drugą łyżkę masła. Delikatnie doprawiamy solą, pieprzem, papryką i gotujemy pod przykryciem do miękkości warzyw. Na samym końcu dodajemy 2 pokrojone buraki i całość miksujemy na krem. Jeżeli uznamy, że zupa jest za gęsta, dodajemy przegotowanej wody. Na samym końcu dodsypujemy pół łyżeczki suszonego tymianku i kontrolujemy smak, w razie konieczności dosalamy lub zaostrzamy. Gorący krem nalewamy do miseczek lub głębokich talerzy, dodajemy plasterek koziej roladki twarogowej lub łyżkę bryndzy i delikatnie prószymy tymiankiem.
Smacznego,
SWS

26 listopada 2010

KREMÓWKI Z KREMEM WANILIOWYM...

...czyli domowa cukierenka na jesienne i zimowe wieczory.


Witam serdecznie!
Ostatnio odwiedzając różne blogi, znalazłam kilka przepisów (tu i tam) na kremówki (ta nazwa funkcjonuje w Krakowie i ogólnie Małopolsce) /napoleonki (w Warszawie) i straszna ochota mnie naszła na takie ciacho! Dawno czegoś takiego nie piekłam, a już na pewno nie na takim cieście. W domu raczej przygotowywało się karpatkę, którą zresztą niektórzy też nazywają kremówką (różni się w zasadzie ciastem). I tak kilka dni oglądałam Wasze zdjęcia, aż wreszcie pomyślałam, że dziś będzie ten dzień! Szybkie zakupy, przygotowanie blatu do wałkowania, nagrzany piec do 200 stopni i piękny zapach wanili! Dość czasochłonny wypiek, ale efekt murowany. Pyszne, delikatne, chrupiące ciasto i jedwabisty, aromatyczny krem...

Potrzebne składniki:
na około 9 kremówek średniej wielkości


Ciasto: 
Przepis na ciasto znalazłam u Halison (u mnie z połowy porcji)
- 1 i 1/4 mąki tortowej
- 1 żółtko
- 1/2 szklanki śmietany *
- szczypta soli
- 1/2 kostki masła (125g.)
- cukier puder do posypania
* ponieważ w Hiszpanii nie łatwo o kwaśną śmietanę, zastąpiłam ją mieszanką kwaśnego jogurtu naturalnego z 4 łyżeczkami płynnej śmietanki 18%

Krem: 
- 1 szklanka mleka 
- mniej niż 1/2 szklanki cukru kryształu*
(*w zależności od gustu, ja zawsze zaczynam od 1/3 szklanki i potem ewentualnie dosładzam)
- 1/2 szklanki mąki tortowej
- 2 jajka
- 1 łyżeczka cukru waniliowego z prawdziwą wanilią
- nasionka z 1/2 laski wanilii
- mniej niż pół kostki masła (a troszkę więcej niż 1/4 kostki : ) 
- 2 małe łyżeczki rumu lub spirytusu  

Przygotowanie:

Ciasto:

Mąkę siekamy z masłem (możemy zrobić to na stolnicy lub w dużej misce), dodajemy szczyptę soli, żółtko, a na samym końcu śmietanę i zagniatamy ciasto, do momentu połączenia się wszystkich składników (przecięte nożem ciasto powinno mieć jednolitą konsystencję, bez bryłek masła, czy mąki). Teraz owijamy je w folię aluminiową i wkładamy do lodówki na około 1-2 godzin. Po wyjęciu z lodówki, ciasto dzielimy na 2 części i wałkujemy 2 cieniutkie placki, ja wałkuję od razu na papierze pergaminowym i wtedy nie mam już problemu z przenoszeniem cieniutkiego ciasta (wałkujemy jak najcieniej). Pieczemy w piekarniku nagrzanym do ok. 200 stopni na blasze wyłożonej papierem do pieczenia przez około 12-15 minut (na złoty kolor, pojedynczo). 

Krem:

W między czasie przygotowujemy krem. W wysokim naczyniu mieszamy (najlepiej przy pomocy rózgi lub miksera) pół szklanki mleka  z mąką. Jajka ucieramy z cukrem i wanilią na puszystą masę i dodajemy do mieszanki mącznej, jeszcze chwilę ubijamy i odstawiamy na moment. Resztę mleka doprowadzamy do wrzenia i stopniowo dolewamy przygotowaną masę jajeczną, cały czas mieszając/miksując, aż krem zgęstnieje (najlepiej zmniejszyć wtedy lekko gaz, aby krem się nie przypalił), po zagotowaniu i osiągnięciu odpowiedniej konsystencji budyniowej mieszamy jeszcze chwilkę, przykrywamy folią aluminiową i odstawiamy do wystygnięcia (dzięki temu nie zrobi się nam kożuch, wyczytałam to tu-klik). W kremie mogą pojawić się drobne grudki, ale tym nie należy się przejmować, po wystudzeniu będziemy go jeszcze miksować i wtedy problem zniknie. Odmierzone masło zostawiamy w ciepłym miejscu, aby było idealnie miękkie. Kiedy budyń już wystygnie, delikatnie miksujemy go i stopniowo dodajemy mięciutkie masło (w bardzo małych ilościach, po łyżeczce, cały czas miksując), na samym końcu delikatnie wlewamy odmierzony alkohol, cały czas mieszając. 

Tak przygotowany krem wykładamy na wystudzony blat ciasta i przykrywamy drugim, delikatnie przyciskamy (należy uważać, żeby nie połamać ciasta) , lekko obciążając (np. deską) i odstawiamy na około 45 minut (ja nie wkładam ciasta do lodówki, wtedy może nawilgnąć i stracić swoją chrupkość).  Na sam koniec prószymy cukrem pudrem i kroimy na kwadratowe porcje (mi wyszło 9 ciastek).
Do tego gorąca herbatka czy kawka, pyszne! Warto czasem przygotować coś takiego...

Smacznego,
SWS 

Ps .
Przy okazji informuję o równie słodkim Misiowym Konkursie organizowanym przez Bajeczną Fabrykę. Zgadnijcie co można wygrać...




25 listopada 2010

RYDZE Z PATELNI...

...i idealny sposób na oczyszczenie grzybów.


Witam serdecznie!
Rydze to moje ulubione grzyby! Uwielbiam je zbierać i kocham je jeść! Szkoda, że w tym roku nie miałam okazji wybrać się na grzybobranie. Czasem fajnie jest wstać w sobotę tak koło 5 rano, a już o 7 stawić się na zbiórkę tuż pod lasem. Wszyscy odpowiednio ubrani: gumowce, rękawiczki, nożyki i oczywiście koszyki (żeby grzyby nie pociły się w reklamówce). Fajnie też mieć przewodnika, który wie jak iść, żeby nazbierać, bo chyba nikt nie lubi wracać do domu z pustymi rękami! Grzybobranie ma w sobie jakąś magię...Czasem zimny, mokry las, niejednokrotnie spacer pod górkę, a mimo wszystko buźka się śmieje, a potem te rumieńce! Jak już znajdziesz jednego grzybka, to zaraz jest następny, zapominasz o całym świecie i liczy się tylko to, co wyrasta z ziemi, to co chowa się sprytnie pod trawą, lub pod zieloną sosenką i oby to coś było jadalne! Taki spacer przez las z wyraźnie wyznaczonym celem jest idealnym momentem do osiągnięcia stanu umysłu określanego jako przepływ (flow). Nie będę się rozpisywać na ten  iście psychologiczny temat, jedno jest pewne: grzybobranie to idealna forma relaksu, a jeżeli ktoś miałby ochotę na rozważania na temat szczęścia , to zapraszam do lektury książki Mihaly Csikszentmihalyi pt. Przepływ.
Wracając do bardziej przyziemnych spraw, rydze (hiszp. rebollones de pino) to jedne z bardziej znanych grzybów w Hiszpanii, a już na pewno w Walencji. Sezon na nie trwa nieco dłużej niż w Polsce, bo nadal można je  tutaj kupić. Nie znam jeszcze na tyle okolicznych lasów, aby wybrać się na grzybobranie, ale kto wie..., może w przyszłym sezonie.

Niezapomniane grzybobranie i najprawdziwsza radość grzybiarza:)

Potrzebne składniki:

- świeżutkie rydze 
(około 1/2 kilograma na 2-3 osoby)
- 3 łyżki masła
- sól, pieprz


Przygotowanie:

Idealny sposób na oczyszczenie grzybów? 
Podał mi go grzybiarz z okolic Czorsztyna i sprawdza się w 100 %.

Dość dużą miskę napełniamy ciepłą wodą i rozpuszczamy w niej 2 łyżki soli. Do ciepłego roztworu wrzucamy rydze i chwilkę je tak moczymy. Po około 5 minutach obmywamy je rękami, a pod wpływem ciepłej, słonej wody wszystkie trawy czy igiełki odchodzą bez problemu! Płuczemy jeszcze pod bieżącą wodą i pozostawiamy na sitku do osuszenia. Bardzo ważne jest to, aby rydze były suchutkie w momencie wykładania ich na patelnię.

Smażenie:
Na patelni rozgrzewamy 2 łyżki masła i układamy na niej rydze, kapeluszami do dołu, po około 5 -7minutach obracamy je na drugą stronę (cały czas kontrolujemy temperaturę tłuszczu i nie dopuszczamy do spalenia się masła) i pieczemy kolejne 5 minut (tu wedle uznania, ja wolę lekko soczyste grzyby). Na sam koniec smażenia, na wierzchu kapeluszy kładziemy listek masła, doprawiamy solą i pieprzem dopiero po usmażeniu! Podajemy z chrupiącym pieczywem. i popijamy czerwonym winem. Hmmm... rarytas jakich mało! Cały czas się cieszę, że trafiłam na te rydze; jak nie wiele potrzeba do szczęścia...


Smacznego,
SWS

23 lipca 2010

Lato, lato, Lato czeka...

... razem z latem czeka rzeka...



I ognisko do białego rana, i zielona trawka, i słońce na którego brak nie możemy ostatnio narzekać.
Póki co, w biurze trudno wysiedzieć, wiatrak pracuje non-stop, okno i drzwi otwarte na przestrzał - niby gwarancja przeciągu, ale to i tak nie zmienia faktu, ze zanim zasiądziemy przed komputerami, to już marzymy o tym, żeby opuścić to miejsce jak najszybciej !
Niestety wysiedzieć trzeba regulaminowe 8 godzin, a wszystko się gotuje, tyłeczek poci od fotela skóropodobnego, a słońce i tak dostaje się do biura przez nieszczelne żaluzje.
Takie właśnie mamy uroki lata w mieście, a dokładnie w biurze.



Ale już niebawem wakacje, jeszcze 5 dni pracy i długo wyczekiwany URLOP.
I wtedy wszyscy razem, towarzysze niedoli, zaśpiewamy piosenkę z dzieciństwa : )... bo na każdego z nas czeka coś miłego ...




Lato to tez czas na wypoczynek na łonie natury z naszymi pupilami, które maja swoje  wakacyjne zwyczaje, a mianowicie zmiana sierści, ale w takie upalne dni bardzo dobrze rozumiemy nasze zwierzaki i unosząca się w powietrzu sierść nie odstrasza nas.
A w letnie wieczory, tak jak już wspomniałam, to czas na ognisko, które stopniowo wypierane jest przez amerykańskie barbecue. Niemniej jednak są ludzie, którzy będą się dalej patrzeć w pięknyogien, a na patyki nabijać kiełbaskę,  a do kiełbaski ziemniaczki pieczone...
I ten długi wstęp miał nas doprowadzić do bardzo prostego, letniego przepisu na pieczone ziemniaczki.
Jako dzieci wrzucaliśmy je na sam koniec ogniska do żaru, a zjadaliśmy dopiero rano, teraz już nie mamy tyle cierpliwości i przygotowujemy je inaczej.


Pieczone ziemniaki :

- 1 kg młodych ziemniaków, dokładnie umytych i osuszonych
- folia aluminiowa (przygotowane kwadraty, do których zawijamy pojedynczo ziemniaczki)
- oliwa lub masło
- przyprawa do ziemniaków
- rozmaryn lub inne zioła
- sól


Przygotowanie :

Umyte i osuszone ziemniaki (nie trzeba obierać młodych ziemniaków, wystarczy je oskrobać szczotka w trakcie mycia) okładamy pojedynczo na kawałeczkach folii aluminiowej, delikatnie kropimy oliwa lub kładziemy listek masła, a na koniec posypujemy ziołami (np. świeże listki rozmarynu, czosnek granulowany  i sol - świeży czosnek mógłby się przypalić ) i zawijamy dość szczelnie. Tak przygotowane ziemniaki wsadzamy do ogniska, raczej do żaru niż do samego ognia i pieczemy około 25-35 min : WSKAZANA KONTROLA !
Jeżeli nie mamy czasu przy ognisku i wolimy mieć problem z głowy, ziemniaki możemy upiec wcześniej w piekarniku, a potem położyć już podczas samej biesiady przy ogniu w celu odgrzania czy przypieczenia- smakują równie wyśmienicie.

Pitagoras, bądźze zdrów !

Smacznego URLOPU,
SWS
 

Kto jest z nami...