Suma Wszystkich Smaków
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hiszpanskie smaki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hiszpanskie smaki. Pokaż wszystkie posty

28 maja 2013

OKOŃ MORSKI PIECZONY W SOLI...

...czyli lubina a la sal.



Witam serdecznie!

Urlopowy czas zbliża się wielkimi krokami, wszystkim robi się lepiej na sercu, a na buzi maluje się olbrzymi uśmiech od ucha do ucha!
Jako mała dziewczynka, zimą zawsze marzyłam o wakacyjnym morzu, szumie fal i pięknych muszlach, niestety z Krakowa nad Bałtyk było tak daleko...
Teraz morzem mogę się cieszyć każdego dnia, i to tym ciepłym: śródziemnomorskim, que suerte!
A skoro morze, spacer po pięknym molo (to raczej w Polsce) czy paseo maritimo (deptak), zapach alg i soli, to oczywiście nie może zabraknąć świeżej ryby!
Dzisiaj proponuję bardzo łatwy sposób na upieczenie okonia morskiego (w polskich warunkach w ten sam sposób można przygotować pstrąga). Taki sposób przygotowania sprawia, że mięso jest niezwykle soczyste i aromatyczne, a duża ilość soli w żaden sposób nie wpływa na jego słoność.



Potrzebne składniki:

- ok. 1 kg grubej soli morskiej
- 2 łyżki wody
- 4 liście laurowe
- 6 gałązek świeżego rozmarynu (lub suszony)
- 10 gałązek świeżegotymianku
- 1 okoń morki (wypatroszony, nie obrany z łusek)
- 2 łyżki oliwy z oliwek

Przygotowanie:


Piekarnik nagrzewamy do temperatury ok. 190 stopni. W większej misce mieszamy sól z 2 łyżkami wody, oliwą i połową ilości ziół (tymianek, rozmaryn, liście laurowe), dokładnie wymieszać. Płaską brytfankę wyłożyć papierem do pieczenia, wysypać połowę mieszanki soli, na tym pozostałe zioła, na ziołach rybę i od góry pokrywamy ją resztą soli (tworząc kopczyk). 
Pieczemy rybę przez około 30 minut (na środkowej wysokości piekarnika), po tym czasie wyjmujemy z pieca i pozostawiamy na 5 minut, a następnie rozbijamy "skorupę solną" i delikatnie ściągamy skórę ryby (powinna odejść bardzo łatwo) i oddzielamy mięso od ości, następnie przewracamy rybę na drugą stronę i powtarzamy czynność.
Do tak przygotowanej ryby świetnie będą pasować grillowane warzywa lub dobra sałata.


Smacznego,
SWS

15 lutego 2012

KALAFIOR ROMANESCO Z PATELNI...

...czyli kilka słów o kosmicznym warzywie.


Witam serdecznie.
W hiszpańskich warzywniakach pojawiły się piękne, bielutkie kalafiory i fikuśne, fluorescencyjne romanesco. Nie mogłam się oczywiście powstrzymać i kosmiczny kalafior wylądował w mojej torbie! Jak sami widzicie, jego forma i kolor nie pozwalają przejść obok obojętnie, to trochę tak jak z pięknymi, mieniącymi się bakłażanami, które wręcz same pchają mi się do rąk i nawet wtedy, gdy nie mam  ich na liście zakupów, to i tak zawsze trafiają do mojego koszyka. A jak już kupowałam romanesco, to Pani sprzedawczyni podpowiedziała mi jak go najlepiej przygotować i rzeczywiście warto było zaryzykować!

Potrzebne składniki:

- 1 lub 2 kalafiory romanesco
(w zależności od wielkości i ilości osób)
- ok. 4 łyżki oliwy z oliwek
- skórka otarta z 1 oparzonej cytryny
- 1/2 łyżeczki mielonego kminu rzymskiego(kumin)
- 2 ząbki przeciśniętego przez praskę czosnku
- 1 dymka
- sok wyciśnięty z 1/2 cytryny
- pieprz
- sól

Przygotowanie:
 
 
Kalafior romanesco rozdzielamy na małe różyczki o podobnej wielkości (większe będzie trzeba podzielić na pół), myjemy i dokładnie osuszamy. Na patelnię lub woka wylewamy oliwę z oliwek, podgrzewamy i na rozgrzany tłuszcz wrzucamy romanesco. Przez pierwsze 5 min. smażymy na dość mocnym gazie, cały czas mieszając (romanesco powinien się lekko zarumienić). Następnie zmniejszamy płomień, dodajemy 2-3 łyżki wody i  dusimy około 10 minut pod przykryciem. Kiedy kalafior delikatnie zmięknie, zdejmujemy pokrywkę, dodajemy przetarty czosnek oraz cebulkę i jeszcze chwilkę smażymy (zwracając uwagę na to, żeby czosnek się nie przypalił!). Pod koniec dodajemy przyprawy (kumin, sól, pieprz), skórkę otartą z oparzonej cytryny, a przed samym podaniem kropimy sokiem z cytryny. Tak przygotowany kalafior świetnie się sprawdza jako dodatek do dań mięsnych lub rybnych (zamiast tradycyjnych ziemniaków), ale możemy go podać również solo na kolację, a w letnie dni świetnie komponuje się z sadzonym jajkiem i kubkiem zsiadłego mleka (już nie mogę doczekać się lata...)



Smacznego,
SWS

8 lutego 2012

OŚMIORNICA WINEGRET...

...czyli pulpo a la vinagreta i kolejna wycieczka do baru tapas.



Witam serdecznie!
Dawno nie zaglądaliśmy razem do tapasowych barów, a jest jeszcze tyle smacznych przekąsek, na które można tam trafić. Jedną z nich jest właśnie pulpo a la vinagreta, która równie dobrze sprawdza się jako przystawka. Jeżeli miałabym z czymś porównywać tak przygotowaną ośmiornicę, to byłyby to marynowane śledzie w warzywach, albo sałatka śledziowa z dodatkiem marynowanych dodatków (papryka, korniszonki itp.). No ale najlepiej spróbować samemu, jeżeli tylko macie okazję zaopatrzyć się w tego głowonoga. Jeżeli natomiast preferujecie gorące dania i chętnie spróbowalibyście ośmiornicy na ciepło, to koniecznie odsyłam do przepisu na arroz de polvo lub  pulpo a la gallega.
Aby zabrać się do przygotowania tej egzotycznej przekąski, zachęcam do zapoznania się z treścią posta opublikowanego jakiś czas temu (klik-tutaj), w nim bowiem opisałam dokładnie jak można przestraszyć ośmiornicę, a to właśnie podstawa udanej pulpo!

Potrzebne składniki:

- 1 ośmiornica średniej wielkości lub 2 mniejsze (ok. 70 dkg)
- 1/2 świeżej czerwonej papryki
- 1/2 świeżej zielonej papryki
- 10 małych korniszonów
-  łyżka posiekanej pietruszki zielonej 
(możemy też użyć pietruszki suszonej)
- 1 średniej wielkości cebula
- sól
- pieprz
- oliwa z oliwek (ok. 150 ml)
- ocet winny (w Hiszpanii vinagre de Jerez) (ok.40 ml)

Przygotowanie:

Jeżeli mieliśmy to szczęście i w nasze ręce trafiła świeżutka ośmiornica, to myjemy ją dokładnie, oczyszczamy (usuwamy oczy itp.), osuszamy i zamrażamy na nie mniej niż 48 h. Następnie ośmiornicę rozmrażamy i straszymy (hiszp. asustar un pulpo).
Dla osób, które nie wróciły do poprzedniego postu przypominam jak przestraszyć ośmiornicę:
najłatwiej zrobić to w następujący sposób: w dużym garnku zagotować wodę z dodatkiem 2 listków laurowych i kilku ziarenek pieprzu (bez soli!). Kiedy woda zaczyna wrzeć, całą (wcześniej oczyszczoną) ośmiornicę wkładamy do wrzątku i momentalnie wyciągamy (najlepiej przy pomocy dwóch drewnianych łyżek), wodę ponownie doprowadzamy do wrzenia i raz jeszcze wkładamy i wyjmujemy pulpo. Czynność tę należy powtórzyć 5 razy, pamiętając o tym, że za każdym razem woda musi zawrzeć! Po ostatnim (5-tym) zanurzeniu, ośmiornicę zostawiamy w garnku i gotujemy do miękkości, teraz można dodać łyżkę soli (w zależności od wielkości, gotujemy około 45 min-1h). Mówi się, że dobrym sposobem na kontrolowanie czasu gotowania jest wrzucenie do tego samego garnka wymytego ziemniaka, na ośmiornicę o wadze 1,5 kg przypada ziemniak średniej wielkości. Kiedy ziemniak jest ugotowany, nasza ośmiornica też powinna być już miękka. Ja jednak zawsze gotuję ją trochę dłużej (jeśli jest duża, lub troszkę krócej, jeśli to małe ośmiornice), ale to wyczuwa się z czasem (najlepiej po prostu odciąć 1 mackę i spróbować jej mięso). Ugotowana ośmiornica ma różowawo-brązowy kolor i jest znacznie mniejsza niż początkowo!

Ugotowana ośmiornica musi przestygnąć, a my w tym czasie bardzo drobniutko siekamy poszczególne warzywa: paprykę, cebulę, korniszonki i pietruszkę. Następnie bierzemy się do krojenia ośmiornicy: niektórzy kroją ją na plastry o grubości ok 3 mm, inni w grubszą kostkę. Ponieważ moje ośmiornice były malutkie, pokroiłam je na talarki o grubości ok. 4/5 mm (jak marchewkę).
Wszystkie pokrojone składniki umieszczamy w misce lub na głębszym półmisku, doprawiamy do smaku solą i pieprzem, a na końcu zalewamy wcześniej przygotowaną mieszanką oliwy i octu. Na samym końcu możemy dodać szczyptę cukru, delikatnie wymieszać, zweryfikować smak (w razie  konieczności dolać oliwy lub octu) i wstawić do lodówki na ok.30 min. Tak przygotowaną przekąskę najlepiej serwować z chrupiącym pieczywem.


Smacznego,
SWS

14 grudnia 2011

MIGDAŁOWA TARTA DE SANTIAGO...

...czyli świąteczny wypiek prosto z hiszpańskiej Galicji.


Witam serdecznie!
Święta zbliżają się wielkimi krokami. Większość z Was ma już na pewno zaplanowane wszystkie wypieki, bo jednak u nas nad Wisłą tradycja domowych ciast ciągle jest żywa. Troszkę inaczej wygląda to w Hiszpanii. Mieszkańcy Półwyspu Iberyjskiego są bardziej leniwi i rzadko kiedy zajmują się sami przygotowaniem słodkości. Zgodnie z tutejszym obyczajem, w wielu hiszpańskich domach  w okresie Bożego Narodzenia pojawią się specjalne stoliki, na których wylądują świąteczne łakocie (niestety w większości kupne): polvorones (sypkie ciastka, przygotowane z mąki, migdałów, tłuszczu i cukru, po zgnieceniu zamieniają się w pył, skąd też nazwa: polvo-pył), figuritas de  mazapán (czyli marcepanowe figurki: rybki, chlebki i róznego typu zawijasy), pan de Cádiz (marcepanowy chlebek), mantecados caseros (nazwa pochodzi od słowa manteca-smalec, w skład tych łakoci również wchodzi mąka, tłuszcz zwierzęcy, cukier, cynamon i sezam), oraz oczywiście różnego typu Turrones (najbardziej znane: turrón de Alicante i turrón de Jijona) czyli nugaty i chałwopodobne wyroby.
Jeżeli ktoś z Was w okresie świątecznym pojawi się w Hiszpanii, to z pewnością w każdym sklepie trafi na tzw. Surtido de Navidad czyli świąteczną mieszankę słodkości (tych, które wymieniłam i wielu innych). 
Mile jednak zaskoczyło mnie to, że w moim regionie (Comunidad Valenciana) jest kilka osób, które z okazji Bożego Narodzenia przygotują galicyjską tartę migdałową. Jest to niezwykle prosty, a zarazem smaczny wypiek. Jeżeli macie ochotę na eksperymenty to zapraszam do przygotowania tarty z krzyżykiem: jest bardzo aromatyczna, dość zdrowa (bez dodatku mąki!) i niezwykle wilgotna, a przygotowanie jej nie zajmie Wam więcej niż 50 minut.

Potrzebne składniki:
(użyłam foremki o średnicy 26 cm)

- 250 g. mielonych migdałów (mączka migdałowa)
- 250 g. cukru (ja dałam 220 g.)
- 5 dużych jaj
- 1/2 łyżeczki mielonego cynamonu
- skórka otarta z 1/2 oparzonej cytryny
- masło do wysmarowania formy
- łyżka mąki do wysypania formy 
- cukier puder do oprószenia

Przygotowanie:

 
Tortownicę lub formę do tarty smarujemy masłem i delikatnie prószymy mąką. Piekarnik podgrzewamy do temperatury 170 stopni.
Jajka wbijamy do wysokiej miski i ucieramy razem z cukrem na puszystą masę (najlepiej przy pomocy miksera). Z cytryny ocieramy skórkę i dodajemy do masy jajecznej, kolejno dosypujemy zmielone migdały (1 garstkę migdałów odkładamy na bok!) i cynamon. Całość dokładnie mieszamy i wylewamy do wcześniej przygotowanej formy. Wierzch tarty wysypujemy garstką odłożonych migdałów, wstawiamy do piekarnika i pieczemy około 35-40 minut (początkowo używam funkcji "podpiekanie od dołu" po 10 minutach "termoobieg góra-dół"). Ciasto studzimy w formie, a następnie delikatnie wyciągamy na kratkę lub drewnianą deskę, na środku wykładamy papierowy szablon krzyża (Cruz de Santiago: tutaj znajdziecie szablon do druku lub odrysowania) i prószymy cukrem pudrem (najlepiej zrobić to używając drobnego siteczka). Teraz już tylko delikatnie usuwamy szablon i gotowe! Galicyjska tarta prosto z Santiago ląduje na naszych polskich stołach.

Na sam koniec kilka uwag na temat oryginalnej tarty de Santiago: 

* Do przygotowania oryginalnej tarty należy użyć jednej ze śródziemnomorskiej odmiany migdałów: Mallorca, Mollar, Marcona, Comuna, Largueta lub Planeta.
* Jeżeli tarta przygotowana jest z dodatkiem mąki, nie jest już klasycznym wypiekiem z Santiago.
* Mąka tylko i wyłącznie może pojawić się w spodzie ciasta (tzw. tarta de santiago forrada: el forro-spód, podszewka). Spód ciasta można przygotować następująco: 1 jajko, 1 łyżka masła, mąka (ile zabierze), letnia woda (ile zabierze), szczypta soli. Ciasto wyrabiamy jak na pierogi i bardzo cieniutko wałkujemy, wykładamy do wysmarowanej i wysypanej mąką formy i na tak przygotowany spód wylewamy masę migdałową. Ja jednak wolę wersję bez spodu.
* Jajek nie trzeba ubijać na puszystą masę, można je wbijać do migdałów połączonych z cukrem i całość dokładnie mieszać do uzyskania jednolitej masy. Ja jednak wolę bardziej napowietrzone ciasto.
* Tartę można aromatyzować na różne sposoby: ja zaproponowałam cytrynę i cynamon, ale te aromaty można zastąpić też innymi: pomarańcz, brandy, wanilia itp.

To już chyba wszystkie najważniejsze informacje na temat tarty z krzyżem.

 Smacznego,
SWS

11 października 2011

KAWIOR-TAPAS...

... czyli drobna przekąska na zaostrzenie apetytu.


Witam serdecznie!

Ostatnio dużo było na temat słodkości, a dzisiaj znowu zabieram Was do wirtualnego tapas baru! Wiele już pisałam o tych miejscach (zapraszam do zakładki pt. bar tapas), ale menu hiszpańskich knajpek zakąskowych jest tak bogate, że jeszcze na pewno pojawi się wiele nowości w tym temacie.
Dzisiaj o bardzo prostej do przygotowania i  efektownej przekąsce, która łączy dwa szykowne kolory, skądinąd moje  ulubione!
Jest elegancka i zarazem klasyczna, świetnie pasuje również jako przystawka, a jej przygotowanie zajmie tylko kilka minut!



 
Potrzebne składniki:

- słoiczek grillowanej papryki bez skórki (w zalewie oliwnej)
(użyłam popularnej w Hiszpanii pimiento del piquillo)

- opakowanie mini-babeczek (słonych) lub mini vol-au-vent z ciasta francuskiego

- malutki słoiczek czarnego kawioru lub substytutu
(użyłam huevas de lumpo negras)
- pieprz

Przygotowanie:

Paprykę wyjmujemy z zalewy i osuszamy na papierowym ręczniku, a następnie bardzo drobno siekamy (najlepiej przy użyciu noża, blender o zbyt dużej mocy potrafi rozwodnić masę). Następnie rozdrobnioną paprykę doprawiamy czarnym pieprzem i tak  przygotowaną masą  napełniamy babeczki, wierzch ozdabiamy czarnym kawiorem i serwujemy! Nic prostszego, udaje się zawsze i wszędzie, a efekt niczego sobie!
Przy eleganckiej kolacji polecam podawać z szampanem (lub jego substytutem:), a w barze tapas wystarczy zamówić lampkę wina lub po prostu zimne piwko.


Smacznego!
SWS

21 lipca 2011

SARDINAS ASADAS...

...wracam z morskimi opowieściami!



Witam serdecznie!

Tak długo się nie odzywałam, że aż mi wstyd, wręcz rumienię się pisząc pierwsze słowa otwierające tego posta...
Wychodzę jednak z założenia, że lepiej późno niż później czy wcale (skądinąd "Lepiej późno niż później" świetny film).
Dzisiaj postanowiłam przerwać to denerwujące milczenie i zabrać się do roboty!
Gotować, gotowałam oczywiście, może mniej skomplikowanie (z uwagi na upały), ale znowu brakło czasu na zdjęcia...
Teraz, kiedy już w miarę możliwości ułożyłam sobie plan działania w sferze zawodowej, mam nadzieję powolutku wracać do kulinarnej formy.
A ponieważ mamy wspaniałe, hiszpańskie lato, proponuję ciąg dalszy morskich opowieści,. Dzisiaj zaproszam Was serdecznie na wspaniałe, pieczone sardynki (przygotowane na grillu lub w piekarniku). O sardynkach opowiadałyśmy już jakiś czas temu, prezentowałyśmy również krótki filmik z ich połowu, zapraszamy do lektury archiwalnego posta (klik-tutaj).
Zapach grillowanych sardynek zniewala, a w połączeniu z szumem morza jest mocno uzależniający, takie wakacyjne wspomnienia pozostają w nas chyba najdłużej...
Zapraszam zatem na chwilę relaksu...
Tym razem wybrałam większe sardynki (czasami spotykane pod nazwą sardinas para asar), podobno najlepiej nie obierać ich wcale (nawet nie patroszyć) i grillować/piec w całości. Ponieważ sardynki mają bardzo intensywny zapach, przygotowując je w piekarniku, najlepiej przykryć je folią aluminiową, a dopiero pod sam koniec pieczenia odkryć. Przejdę zatem do konkretów...


Potrzebne składniki:

- ok. 3-4 większe sardynki na osobę
- garść grubej soli
- 3 łyżki oliwy z oliwek
- folia aluminiowa
- cytryna

Przygotowanie:
*W piekarniku

Sardynki myjemy i osuszamy na papierowym ręczniku (nie patroszymy). Blachę wykładamy warstwą folii aluminiowej i smarujemy cienką warstwą oliwy. Następnie na tak przygotowaną blachę wysypujemy 1/2 garści grubej soli i wykładamy na nią osuszone rybki. Przed włożeniem do piekarnika sardynki delikatnie kropimy oliwą i posypujemy grubą solą. Przykrywamy warstwą folii aluminiowej i wkładamy do bardzo dobrze nagrzanego pieca. Pod koniec pieczenia (w zależności od piekarnika ok.10-12 min) odkrywamy sardynki i grillujemy od góry (funkcja grill lub podpiekanie). Tak przygotowane rybki podajemy na półmisku, do tego koniecznie serwujemy pokrojoną w ćwiartki cytrynę i białe winko lub zimne piwko! 


 
Smacznego!
 
*Przygotowując sardynki na grillu, wystarczy delikatnie je skropić oliwą i posypać grubą solą.

14 kwietnia 2011

PROSTY SPOSÓB NA MAŁŻE...

...czyli morskie opowieści.


Witam serdecznie!
W ostatni weekend na południu Hiszpanii słupek rtęci przekroczyła 30 stopni! Nawet na Półwyspie Iberyjskim nie jest to normalna temperatura o tej porze roku. Jak widać anomalia meteorologiczne to nie tylko polska przypadłość (u jednych śnieg z deszczem, u innych upały). Dziś termometry pokazują już zaledwie 25 stopni i taka temperatura jest dla mnie idealna! Lekki wietrzyk, piękne słońce i błękitne niebo...
W takie dni nie warto długo stać przy garach, więc dzisiejsza propozycja jest wyjątkowo mało skomplikowana! Przepis dostałam od Pani z placu rybnego i sprawdził się znakomicie. Warto go wypróbować jeżeli tylko macie dostęp do świeżych małż.


Potrzebne składniki:

- 1 kg świeżych małż
- 2 listki laurowe
- 1 cytryna
- oliwa z oliwek
- zielona pietruszka
- pieprz
- 1-2 ząbki czosnku

Przygotowanie:

Małże oczyszczamy przy pomocy małego nożyka i szczoteczki, płuczemy pod bieżącą, zimną wodą i odrzucamy otwarte muszle. Do garnka/rondla o grubszym dnie wrzucamy oczyszczone mule, dodajemy 2 ćwiartki cytryny, listki laurowe, gałązkę pietruszki, i stawiamy na gazie (nie dolewamy wody!). Gotujemy pod przykryciem do momentu otwarcia się wszystkich muszli (około 10 min). W ten oto sposób małże gotują się na parze powstałej z soku z cytryny i  śladowej ilości wody, która zawsze znajduje się w muszlach.
W między czasie przygotowujemy sosik: czosnek drobniutko siekamy lub przeciskamy przez praskę, podobnie postępujemy z pietruszką (siekamy około 2-3 gałązki), do miseczki wlewamy sok wyciśnięty z 1/2 cytryny, 3-4 łyżki oliwy z oliwek, szczyptę pieprzu i soli, posiekany czosnek oraz pietruszkę. Kiedy małże są już gotowe, najlepiej usunąć z nich 1 część muszelki, wyłożyć na półmisek i podawać z przygotowanym sosikiem. Taki mejillones al vapor (małże gotowane na parze) to świetna przekąska, pierwsze danie czy lekka kolacja.


Smacznego,
SWS

11 marca 2011

EMPANADILLAS Z TUŃCZYKIEM...

...czyli hiszpańsko-argentyński przysmak ze specjalną dedykacją dla Jagody.


Dzisiaj, specjalnie na życzenie mojej Drogiej Koleżanki, podam przepis na pyszne pierożki. Nie można ich w żaden sposób porównywać z polskimi pierogami (za którymi zresztą przepadam, uwielbiam ruskie!), choć kształt mają bardzo podobny, jednak ciasto z którego powstają i kolejne etapy przygotowania sprawiają, że znacznie bliżej im do wytrawnych pasztecików. W Hiszpanii można kupić je w piekarniach, na straganach, sklepach typu "comida para llevar" (z jedzeniem na wynos) i w cafeteria-ch. Czasami przypominają krucho-drożdżowe wypieki wypełnione wytrawnym nadzieniem. Mogą być wielkości kobiecej dłoni lub znacznie mniejsze (jak nasze pierogi), jednak najsmaczniejsze są te przygotowane w domu. Lubię kiedy ciasto jest delikatne i bardzo cieniutkie, a często empanadillas zakupione w panaderia-ch (piekarnie) są przygotowane z grubszego ciasta, co w znaczny sposób wpływa na smak pierożka. Nadzienie mogą mieć przeróżne: tuńczyk i cebula, tuńczyk-pomidor, kurczak-warzywa, kukurydza-cebulka, pasztet-warzywa itd. Empanadillas można smażyć w głębokim oleju, ale coraz częściej (z uwagi na dietę) spotyka się empanadillas al horno (z pieca) i te właśnie najbardziej mi smakują i na ich przygotowaniu dzisiaj się skupię.

Potrzebne składniki:

Ciasto
- 500 g mąki (tortowa)
- 1 łyżeczka soli
- 1 łyżeczka cukru
- 250 ml letniej wody
- 50 g masła
- 1 jajko

*Empanadillas można przygotować również z gotowego ciasta (krążki specjalne na empanadillas), a jeżeli na takie nie traficie, możecie użyć też francuskiego, z tym że wtedy będzie to  już coś innego, ale równie smacznego.


 Przygotowanie:

Mąka umieścić w misce, dodać cukier oraz sól, zrobić wgłębienie, wbić jajko, wodę lekko podgrzać, masło również delikatnie ogrzać (powinno być bardzo miękkie, ale nie płynne). Ze wszystkich składników wyrobić (ręcznie) jednolite ciasto, powinno być równie plastyczne jak ciasto na polskie pierogi, ponieważ na końcu będziemy je wałkować i wycinać kółeczka! Tak przygotowane ciasto pozostawić pod przykryciem, w chłodnym miejscu na około 20 minut. Na końcu (kiedy farsz mamy już gotowy) ciasto wałkujemy  na bardzo cieniutkie placki (partiami) i wycinamy kółka o średnicy mniej więcej 10-12 cm.

Farsz:

- 2 puszki tuńczyka (dobrze odsączonego z oliwy/płynu)
- 3 łyżki pomidorów z puszki (bez soku)
- 3 łyżki kukurydzy z puszki (lub troszkę więcej)
- 1/2 czerwonej papryki (pokrojonej w małą kostkę i delikatnie zeszklonej)
- 1 mała cebula (pokrojona w kosteczkę i zeszklona)
- kilka oliwek (pokrojonych w kosteczkę)
- 2 gałązki zielonej pietruszki (można użyć suszonej)
- garść tartego sera żółtego
- pieprz
- sól
- papryka mielona

* Dodatkowo 1 jajko do smarowania pierożków

Przygotowanie:

Tuńczyka dobrze odsączamy (na siteczku), cebulę i paprykę drobniutko siekamy, a następnie szklimy na oliwie, wszystkie składniki łączymy ze sobą i doprawiamy do smaku. Należy pamiętać, że z farszu nie powinien wypływać płyn, który znacznie utrudnia lepienie i komplikuje pieczenie empanadillas, więc jeżeli zaobserwujemy jego nadmiar, przed lepieniem należy jeszcze odcisnąć masę tuńczykową. Teraz wystarczy nakładać przygotowaną masę na wycięte z ciasta kółka i lepić pierogi (rogi ciasta zaklejamy widelcem). Przed wsadzeniem do pieca, każdego pierożka malujemy rozbełtanym jajkiem. Pieczemy około 10 min w piecu rozgrzanym do ok. 180 stopni. Podajemy jako przystawkę lub danie, z dodatkiem dobrej, zielonej lub wielokolorowej sałatki.


Smacznego,
SWS

3 marca 2011

OŚMIORNICA PO GALICYJSKU...

...czyli kolejna wizyta w tapas barze i pulpo a la gallega.



Pulpo a la gallega to kolejny przysmak z północnej części Hiszpanii (wcześniej pisałam już o chorizo a la sidra), który stał się charakterystyczną przekąską tapas barów w całym kraju. W języku galicyjskim danie to występuje pod nazwą polbo á feira/pulpo á feira, gdzie feira (castylijskie feria) oznacza targ, festyn. Początkowo bowiem ośmiornica po galicyjsku była  świątecznym daniem, przygotowywanym w czasie festynów,  świąt i targowisk. Zgodnie z tradycją, polbo gotowana jest w miedzianych garnkach przez kobiety zwane las pulpeiras i podawana na drewnianych talerzach (plato de madera). Los Gallegos (mieszkańcy Galicji) są mistrzami w gotowaniu ośmiornicy, a najlepszym momentem na spróbowanie dania z polbo jest Fiesta del Pulpo de   Carballiño, "święto ośmiornicy", obchodzone co roku w drugą niedzielę sierpnia (w języku galicyjskim "Festa do Polbo" w miasteczku Carballiño) . W Galicji pulpo podaje się najczęściej z chrupiącym chlebem i lampką czerwonego wina, ale ośmiornica po galicyjsku świetnie smakuje również z gotowanymi ziemniakami, pokrojonymi na cienkie plasterki. Pulpo a la gallega/en salsa gallega dostępna jest również w puszce i hermetycznych opakowaniach, ale daleko jej do tej świeżutkiej, gotowanej, polanej świeżą oliwką!



Potrzebne składniki:

- ośmiornica ugotowana według tego przepisu (klik-tutaj)
- oliwa z oliwek
- papryka słodka mielona
- papryka ostra mielona
- sól morska (lub zwykła)
- ziemniaki ugotowane w plasterkach/pieczywo

Przygotowanie:

Ośmiornicę gotujemy według przepisu zamieszczonego we wcześniejszym poście (klik-tutaj). Ziemniaki kroimy na plasterki i gotujemy w lekko osolonej wodzie do miękkości (jakieś 15 minut). Ugotowaną ośmiornicę lekko studzimy, a następnie kroimy na plasterki (przy pomocy nożyczek do mięsa lub nożem). Pulpo i ziemniaki wykładamy na talerz, kropimy dość obficie oliwą z oliwek i prószymy przyprawami, podajemy natychmiast, danie powinno być ciepłe! No i oczywiście nie zapominamy o kieliszku vino tinto (czerwone wino wytrawne)!
*Jeżeli ośmiornicę serwujemy z pieczywem, to na talerz wykładamy tylko pulpo, a chleb podajemy w koszyczku.


Smacznego,
SWS

25 lutego 2011

JAK PRZESTRASZYĆ OŚMIORNICĘ?

...czyli słów parę na temat octopus vulgaris.


Ośmiornica (hiszp. pulpo, port. polvo, fr. pieuvre/poulpe, ang. octopus) to bardzo popularny owoc morza, zarówno w Hiszpanii jak i Portugalii. Na pierwszy rzut oka nie prezentuje się może pięknie, ale jest na prawdę dobra i bardzo delikatna. Znam osoby, które nie przepadają za rybami czy krewetkami, a bardzo lubią pulpo. Wydaje mi się, że mięsko octopus vulgaris jest bardzo "dyskretne" i pewnie przemycone w daniu, nie przyciągnęłoby naszej uwagi, a jeśli nawet, to tylko na jej korzyść.
Przygotowanie ośmiornicy nie jest trudnym zadaniem, ale rządzi się swoimi prawami i żeby mięso było dobre, nie powinno pomijać się poszczególnych etapów, a jest ich kilka.
Surową, świeżą ośmiornicę należy najpierw dokładnie wymyć pod bieżącą wodą, oczyścić i usunąć wszystko co nie jest mięsem (np. oczy). Niektórzy odcinają jeszcze końcówki macek, ja tego nie robię. Kolejnym, bardzo istotnym etapem, jest zmiękczenie mięsa. Jeżeli nie mieliście nigdy do czynienia z tym owocem morza, to zapraszam na tą stronę (klik-tutaj), co prawda  hiszpańskojęzyczna, ale bogata w dokładne fotografie. Z uwagi na  liczne włókna  kolagenowe obecne w ciele głowonoga, źle przygotowane mięso będzie twarde i gumowate. Naszym zadaniem jest osłabienie muskulatury ośmiornicy  poprzez przerwanie tych włókien, a można to zrobić na różne sposoby. Pierwsza, dość brutalna metoda, nakazuje "ubić" ośmiornicę drewnianym tłuczkiem (podobnie jak  schab na kotlety), inna jeszcze bardziej drastyczna i pierwotna, mówi o uderzaniu ośmiornicą o kamień. Ja nie skorzystałam ani z jednej, ani z drugiej. O wiele przyjemniej jest po prostu zamrozić świeżą pulpo  (przynajmniej na 48 godzin), a następnie rozmrozić. Pod wpływem obniżenia temperatury, płyny zawarte w ciele ośmiornicy zamarzną, a włókna rozpadną się raz dwa! Można też kupić surową, mrożoną ośmiornicę i wtedy 1 etap odpada. Ostatnią metodą ułatwiającą rozpad kolagenu jest "przestraszenie ośmiornicy" (hiszp. asustar un pulpo), a polega to na wielokrotnym wkładaniu i wyjmowaniu mięsa do wrzątku (jak na tych zdjęciach). Najłatwiej zrobić to w następujący sposób: w dużym garnku zagotować wodę z dodatkiem 2 listków laurowych i kilku ziarenek pieprzu (bez soli!). Kiedy woda zaczyna wrzeć, całą (wcześniej oczyszczoną) ośmiornicę wkładamy do wrzątku i momentalnie wyciągamy (najlepiej przy pomocy dwóch drewnianych łyżek), wodę ponownie doprowadzamy do wrzenia i raz jeszcze wkładamy i wyjmujemy pulpo. Czynność tę należy powtórzyć 5 razy, pamiętając o tym, że za każdym razem woda musi zawrzeć! Po ostatnim (5-tym) zanurzeniu, ośmiornicę zostawiamy w garnku i gotujemy do miękkości (w zależności od wielkości, około 45 min-1h). Mówi się, że dobrym sposobem na kontrolowanie czasu gotowania jest wsadzenie do tego samego garnka wymytego ziemniaka, na ośmiornicę o wadze 1,5 kg przypada ziemniak średniej wielkości. Kiedy ziemniak jest ugotowany, nasza ośmiornica też powinna być już miękka. Ja jednak zawsze gotuję ją trochę dłużej, ale to wyczuwa się z czasem. Ugotowana ośmiornica ma różowawo-brązowy kolor i jest znacznie mniejsza niż początkowo! 



Wypróbowałam już kilka sposobów i na chwilę obecną, najlepszym rozwiązaniem wydaje się zamrożenie ośmiornicy (lub kupienie surowej, mrożonej), odmrożenie, a następnie "przestraszenie". Połączenie tych 2 metod daje bardzo dobry efekt! Mięsko jest miękkie i delikatne! Raz kupiłam też pulpo cocido (gotowaną ośmiornicę), ale chyba ktoś nie do końca przyłożył się do "straszenia" i najprawdopodobniej nie wszystkie włókna kolagenowe popękały, mięso było lekko twardawe i gumowate. Wniosek jest zatem taki, że najlepiej samemu przestraszyć ośmiornicę!
W następnym poście przepis na hiszpańską przekąskę z ośmiornicą w roli głównej, a mianowicie pulpo a la gallega.


A teraz ponownie zapraszamy na filmik od Ariadny, opublikowany już jakiś czas temu, w którym pojawia się motyw obróbki ośmiornicy (traficie na nią w 1,53 minucie, a potem 2,32 minucie filmiku).  W tle hipnotyzujący utwór pt. Bird (The Knife).

 

14 lutego 2011

SERNIK Z TRUSKAWKAMI...

...czyli druga odsłona hiszpańskiego sernika, tym razem z truskawkami, bo w Hiszpanii truskawkowy sezon rozpoczęty.


Walentynki - obchodzić czy nie? Oto jest pytanie!
Marketing i serduszkowy biznes czy miłosna magia? A może jeżeli nie będziemy zbyt poważnie podchodzić do tego amerykańskiego święta, to wszystkim zrobi się lepiej na sercach. Każdy dzień jest dobry, aby powiedzieć  parę miłych słów, być blisko, ale jeżeli ktoś miałby robić to pod naciskiem mediów, to może lepiej odpuścić sobie Walentynki. To od nas zależy jak będziemy spędzać ten dzień, jaką wagę mu nadamy i jak zinterpretujemy. Nie jesteśmy zmuszeni do ścisłego podporządkowania się modzie, ale możemy stworzyć swój własny model Święta Zakochanych, mniej komercyjny, przyjazny nam i naszym najbliższym. Starajmy się po prostu, bez żadnego napięcia, aby 14 lutego był dla nas dobrym dniem! A w kuchni będzie na pewno dobry i smaczny, jeśli skorzystacie z poniższego przepisu, bo ja jestem wyznawcą starej zasady: przez żołądek do serca! Zapraszam na sernik, nie koniecznie walentynkowy, ale od serca i dla wszystkich bliskich serc!


Potrzebne składniki: 
na 1 formę o średnicy ok. 23-24 cm

- gotowe ciasto francuskie 
(użyłam ciasta francuskiego z chłodni, mrożone jest grubsze, i wtedy musiałabym go lekko rozwałkować)
- 4 jajka
- 150 g płynnej śmietanki 30 lub 35%
- 120 g cukru 
(w tym 2 łyżki cukru waniliowego, najlepiej z prawdziwą wanilią)
- 150 g sera ricotta/quark/białego mielonego/gęstego homo
(każdy z wymienionych będzie dobry)
- skórka otarta z 1 cytryny
- 10 truskawek
(mrożone lub świeże) 
- 200 ml wody
- 2 łyżki syropu truskawkowego (jak do herbaty)
- 2 listki żelatyny
- cukier puder 

(do oprószenia boków ciasta)
*możemy też użyć galaretki truskawkowej z proszku, ale ja wolę mniej słodką, z wody, soku i żelatyny 

Przygotowanie:


Ciasto francuskie rozwijamy i wykładamy do wyższej formy na tartę (możemy też użyć tortownicy o niższej obręczy lub naczynie żaroodporne) wyłożonej papierem pergaminowym, tak aby rogi ciasta zwisały na zewnątrz, dokładnie tak, jak w przypadku sernika z malinami (klik-tutaj) (ciasto można lekko przyciąć, jeżeli jest za duże).
Piekarnik podgrzewamy do ok. 200 stopni i delikatnie podpiekamy francuską bazę (ciasto nie powinno się zarumienić! około 7 minut, jeżeli spód ciasta wypełni się powietrzem, należy je nakłuć wykałaczką). W tym czasie zaczynamy przygotowywać masę serową: do miski wbijamy całe jaja, przy pomocy rózgi lub miksera mieszamy je z cukrem, następnie dodajemy serek, skórkę cytrynową i dokładnie miksujemy. Kiedy masa jest już jednolita, dolewamy odmierzoną śmietankę  i całość jeszcze raz dokładnie mieszamy. Tak przygotowana masa serowa jest dość płynna, więc najlepiej  rozlewać ją przy pomocy chochelki. 
Kiedy ciasto jest już lekko podpieczone, odstawiamy go na 5 minut do przestygnięcia , a temperaturę w piecu zmniejszamy do 160 stopni.  Zaraz potem wylewamy na jego powierzchnię masę serową (nie przekraczając wysokości boków ciasta) i tak przygotowany sernik ponownie wstawiamy do pieca i pieczemy do momentu wyrośnięcia i stężenia sera (przed wyjęciem z pieca sprawdzamy patyczkiem).
Kiedy ciasto siedzi w piecu, przygotowujemy galaretkę i truskawki.  2 listki żelatyny moczymy w zimnej wodzie przez ok. 5 minut. Po upływie tego czasu, odmierzoną wodę doprowadzamy do wrzenia,zdejmujemy z ognia, dolewamy syrop oraz namoczone listki żelatyny, dokładnie rozpuszczamy i odstawiamy do wystudzenia. Jeżeli wolimy mocno stężałą galaretkę, należy dodać więcej żelatyny (zgodnie z proporcjami umieszczonymi na opakowaniu). Kiedy sernik jest już gotowy, najlepiej nie wyciągać go od razu z piekarnika, żeby nadmiernie nie opadł (możemy uchylić drzwiczki i wyłączyć piec). Tarta de queso ma prawo delikatnie opaść, ale niczemu to nie przeszkadza, delikatne zagłębienie wypełnimy galaretką. Kiedy sernik jest już chłodny, wykładamy na niego pokrojone truskawki i zalewamy lekko stężałą galaretką (ja galaretki nie daje za dużo, nie zakrywa owoców) i odstawiamy jeszcze na ok. 20 minut do lodówki.
*A, i jeszcze mała uwaga: jeżeli zaobserwujemy, że wywinięte końce ciasta zaczynają się za bardzo przypiekać, użyjmy funkcji grzania od dołu (wtedy masa serowa upiecze się, a boki nie przypalą).
*Jeżeli używamy mrożonych truskawek, można je lekko rozmrozić w gorącej wodzie, a potem z powstałego soku z dodatkiem cukru i żelatyny przygotować galaretkę, podobnie jak z malinami.

Smacznego,
SWS

10 lutego 2011

HISZPAŃSKIE MAGDALENKI...

...czyli magdalenas de cacao y naranja: bardzo puszyste i niezwykle aromatyczne.


Hiszpańskie magdalenki nie przypominają francuskich ciastek o charakterystycznym muszelkowatym kształcie, ale jeżeli chodzi o podstawowe składniki, to są im bliskie (jajka, masło, cukier,  cytrusowa skórka). Iberyjskich magdalenki wyglądają w zasadzie jak muffinki, ale  nimi nie są. Tak jak w przypadku dyskusji na temat cupcaków i muffinów, i tu pojawia się temat dotyczący różnic między muffinkami i magdalenkami. A Pierwsza różnica dotyczy samego procesu przygotowania: przy wyrobie magdalenek kładzie się duży nacisk na odpowiednie napowietrzenie ciasta, co w przypadku muffinów nie jest ważne. Inną cechą charakterystyczną , o której mówią hiszpańscy cukiernicy, jest skład: do wyrobu muffinów możemy używać oleju, śmietany, a nawet jogurtu, a w przypadku magdalenek tłuszczem będzie zawsze masło! I jeszcze jedna sprawa: muffiny mogą być zarówno na słodko jak i na słono, a magdalenki to zawsze słodkie, puszyste ciastka w papilotkach. Tyle z teorii, teraz przejdźmy do konkretów...

Potrzebne składniki:
 

- 100 g masła
- 100 g cukru
- 1 łyżka cukru z prawdziwą wanilią
- 2 jajka
- 50 g kakao
- 130 g mąki tortowej
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- skórka otarta z 1 pomarańczy
- sok z 1/2 pomarańczy
- 1/3 szklanki grubych wiórek z ciemnej czekolady
(ja kupiłam już gotowe wiórki, do zdobienia deserów)

Masło delikatnie roztapiamy na parze (najlepiej zrobić to w ten sposób: do miski wrzucamy masło pokrojone w kostkę i kładziemy na garnku napełnionym wrzącą wodą, mieszamy rózgą do momentu, aż masło zrobi się bardzo miękkie i masne, ale nie płynne). Do tłuszczu dosypujemy odmierzony cukier, cukier waniliowy i energicznie mieszamy całość przy pomocy rózgi lub miksera. Następnie , cały czas mieszając, dodajemy jaja, kakao, skórkę pomarańczową. Kiedy składniki są już dobrze wymieszane, dolewamy połowę wyciśniętego soku i cały czas mieszając przesiewamy mąkę połączoną z proszkiem do pieczenia (przesiana mąka sprawi, że ciasto będzie bardziej puszyste). Pod koniec dodajemy resztę soku oraz wiórki czekolady i mieszamy jeszcze dobrą chwilę, do momentu uzyskania aksamitnej, puszystej masy, w której pojawiają się bąbelki powietrza (ciasto ma być gęste, ale dobrze napowietrzone!). Tak przygotowanym ciastem wypełniamy muffinkową blachę wyłożoną papilotkami (jeżeli chcemy, aby babeczki były wysokie, należy wypełniać papilotki po same brzegi). Pieczemy w piekarniku nagrzanym do ok 160-170 stopni przez około 20 minut. Gotowe!
*Tak przygotowane magdalenki podajemy bez żadnych dodatków czy ozdóbek, do herbatki czy kawki (zaraz po  przestygnięciu smakują najlepiej), ale możemy oblać je również czekoladą (wtedy jednak zbliżymy się do idei cupcaków).


Smacznego,
SWS

5 lutego 2011

CZY HISZPANIA PACHNIE CZOSNKIEM?

...Czyli pierwsze wrażenia i przepis na hiszpańskie alioli.


Takie pytanie zadała mi kiedyś rodowita Hiszpanka, przez moment zastanowiłam się, ale Jej sugestia była tak duża, że już po kilkunastu sekundach wiedziałam, że moja odpowiedź będzie twierdząca. Próbując zebrać myśli i wspomnienia olfaktywne, zobaczyłam wyludniającą się plażę (tak koło godziny 14), usłyszałam dźwięk rozkładanych talerzy i sztućców i oczywiście poczułam zapach smażonej ryby, ale wokół tych morskich aromatów, unosiła się jeszcze woń ostrego, niezwykle aromatycznego, hiszpańskiego (a nie jakiegoś chińskiego) świeżego i lekko podpieczonego czosnku (ajo).
Dzisiaj Hiszpanię znam trochę lepiej, ale za każdym razem, kiedy idę przez miasto koło godziny 14 i  słyszę dźwięk zasuwanych rolet (sklepy zamykane są na czas sjesty), to już wiem, że za chwilę dotrze do mnie mocno czosnkowy zapach, wiem też, że to wrażenie olfaktywne będzie tak silne i zniewalające, że zaraz poczuję się głodna i bardzo szybko wrócę do swojej kuchni, no i oczywiście w większości przypadków użyję czosnku!
Zastanawiam się, jakie Wy macie wspomnienia z pobytu na Półwyspie, może każdy region ma swój własny zapach?
A teraz przepis na bardzo czosnkowy sos alioli  (z języka katalońskiego all-i-oli, 'ajo y aceite' czyli czosnek i oliwa), ajolio  (Aragón), ajoaceite (Murcia).

Potrzebne składniki:
- 100 ml oliwy z oliwek extra virgen
- 1/2 łyżeczki soku z cytryny
- 1 ząbek czosnku
- szczypta soli

*do ucierania będzie potrzebny moździerz lub gliniak i drewniana pałeczka

Przygotowanie:


Czosnek kroimy na plasterki i ucieramy w moździerzu razem z solą na gładką masę. Następnie dodajemy pół łyżeczki soku z cytryny i dokładnie mieszamy. Teraz pozostaje tylko cierpliwie ucierać czosnek, powolutku wlewając oliwę (jedną ręką ucieramy, drugą dolewamy, jednostajnie i wytrwale). Oliwę najlepiej umieścić w dzbanuszku z dzióbkiem, aby łatwo było ją dolewać bardzo cienką stróżką czy nawet kropla po kropli. Starajmy się robić to stopniowo, aby dolana oliwa momentalnie zamieniała się w gęstą masę (a nie zalegała w moździerzu!).
*Jeżeli po przygotowaniu takiej wersji sosu stwierdzicie, że bardziej odpowiadałoby Wam coś lżejszego, to wystarczy połączyć oliwne alioli z jogurtem naturalnym i gotowe!
Alioli jest świetnym dodatkiem do pieczonych ziemniaczków, chrupiącego pieczywa,  kalmarów smażonych w panierce, krewetek, ryb z grilla, czasami podaje się go nawet do paelli (ja akurat tego połączenia nie toleruje, choć sosik bardzo lubię). Alioli serwuje się jako zimny sos, ale czasem używa się go również do zapiekanych dań (np. dorsz zapiekany w alioli którego można degustować w Barcelonie).
Sos alioli można też przygotować z dodatkiem jajka, jest  wtedy bardziej majonezowy, ale o tym innym razem.
*Przepis pochodzi z książki pt. "Recetas made in Spain" (Jose Andres).


Smacznego,
SWS

Tym przepisem Suma Wszystkich Smaków dołącza do akcji pod hasłem "My się czosnku nie boimy!"

3 lutego 2011

CHORIZO A LA SIDRA...

...czyli połączenie mocno paprykowego chorizo z mocno jabłkowym trunkiem prosto z Asturii.



Witam serdecznie!
Dzisiaj wrócimy do tematu tapas barów, który poruszałam już kilka razy (tu i tam i siam), a to za sprawą przekąski pochodzącej z Asturii, która bardzo szybko rozprzestrzeniła się po całej Hiszpanii i  obecnie  można na nią trafić w wielu barach, niezależnie od regionu. A teraz kilka słów o krainie, z której wywodzi się jabłkowy trunek i pyszne tapas...
Asturia (region historyczno-geograficzny) położona jest w północnej Hiszpanii nad Zatoką Biskajską, a większość jej powierzchni zajmują góry. To tutaj znajduje się największy park narodowy w Hiszpanii Picos de Europa o powierzchni 650 km² (jeżeli ktoś miałby ochotę na chwilowe odprężenie na łonie natury, to zapraszam tutaj klik-klik).  Językiem urzędowym w regionie jest język hiszpański (castellano), co nie zmienia faktu, że dla 17,7% mieszkańców językiem ojczystym jest język asturyjski (el asturiano). Liczba użytkowników asturiano znacznie zmalała w ciągu ostatnich 100 lat, ale już w 1981 roku została stworzona  la Academia de la Llingua Asturiana, która ma na celu nauczanie, promocję i ochronę języka i jak twierdzą specjaliści, asturyjski ma dużą szansę na przetrwanie.
I wreszcie Asturia jako kraina jabłoni, które w połowie kwietnia obsypią się kwieciem  i podkreślą urok soczyście zielonego regionu, tak odmiennego od stereotypowych wyobrażeń  na temat Hiszpanii. Z wielu odmian jabłek powstanie Sidra Natural de Asturias, opatrzona znakiem jakości i pochodzenia D.O.P (Denominación de Origen Protegida czyli hiszpański odpowiednik AOC Appellation d'Origine Contrôlée). Degustując trunek na miejscu, mamy szansę trafić na napój zawierający jeszcze cząstki owoców, dość mętny i może nie prezentujący się rewelacyjnie, ale pyszny. Sidra natural jest wytrawnym napojem alkoholowym sprzedawanym w szklanych, zielonych butelkach. W Asturii nie trzeba go nawet szukać (czai się niemal za każdym rogiem), natomiast w innych regionach nie jest już tak łatwo o cydr naturalny, o wiele częściej trafimy na półsłodki napój o nazwie Sidra de Asturias,  sprzedawany w ładnych butelkach a la szampan, jednak ten rodzaj zupełnie nie nadaje się do dania, o którym dzisiaj opowiem. Wróćmy jeszcze do tradycyjnego trunku, sidra natural jest napojem, którego serwowanie nie należy do błahostek i potrzeba wielu godzin treningu, aby z dużej wysokości trafić do szklanki! Bo właśnie tak, w tradycyjny sposób, nalewa się cydr, który powinien z dużą siłą uderzyć o szkliwo, nabrać mocy , lekko się spienić i oddać wszystkie swoje aromaty. Osoba odpowiedzialna za serwowanie jabłkowego alkoholu to escanciador (od hiszpańskiego czasownika escanciar - servir el vino: podawać/nalewać wino, napoje), jeżeli natomiast zabrakłoby zdolnych rąk, można zastąpić je urządzeniem automatycznym (escanciador eléctrico/automático), nie będzie to aż tak spektakularne, ale leniwych miłośników cydru z pewnością usatysfakcjonuje. 

 escanciador eléctrico


O urokach Asturii dużo i pięknie pisała  Agnieszka z Kuchni nad Atlantykiem, więc odsyłam też na Jej stronę.
Ja przejdę już do konkretów, a mianowicie chorizo a la sidra. To bardzo proste danie/tapas, w którym liczy się przede wszystkim jakość produktów, a 2 podstawowymi składnikami są kiełbaska chorizo i cydr naturalny. W Asturii do przygotowania tej przekąski używa się często lekko wędzonej , miękkiej kiełbaski chorizo, w Comunidad Valenciana natomiast będzie to najczęściej chorizo fresco (czyli zupełnie surowa, miękka kiełbasa chorizo o charakterystycznym, pomarańczowym kolorze). Należy pamiętać, że mocna uwędzona i sucha kiełbasa zupełnie nie nadaje się do przygotowania tego dania!

Potrzebne składniki:


- sidra natural de Asturias 
(ilość cydru odpowiedni do ilości chorizo: płyn powinien zakryć kiełbaskę)
- świeża kiełbasa chorizo (chorizo asturiano)
- listek laurowy
- świeże pieczywo

Przygotowanie:

Chorizo a la sidra można przygotować na 2 sposoby. Pierwsza zasada mówi, że kiełbaski należy ponakłuwać wykałaczką/widelcem w wielu miejscach, a następnie wrzucić do rondelka, zalać cydrem  (płyn powinien zakryć kiełbaskę) i gotować z listkiem laurowym do miękkości, a po ugotowaniu pokroić na plasterki i ponownie wrzucić do wywaru. Według drugiej metody, surowe kiełbaski kroi się w plasterki i dopiero wtedy zalewa jabłkowym trunkiem i gotuje (również z dodatkiem listka laurowego). Ja wypróbowałam oba sposoby i wydaje mi się, że drugi jest praktyczniejszy (ciepłą kiełbaskę trudniej jest pokroić, więc należy ją lekko przestudzić, a to zabiera  czas), a kiełbaska pokrojona w plasterki szybciej staje się miękka w trakcie gotowania. Tak przygotowane danie serwowane jest w glinianych miseczkach lub na malutkich patelenkach, a do tego chrupiące pieczywo, które możemy moczyć w aromatycznym, pomarańczowym rosołku. Jeżeli tylko macie dostęp do dwóch podstawowych składników (myślę, że w Almie lub Makro można szukać tego typu produktów), to polecam tą niezwykle aromatyczną, asturyjską przekąskę. Już w trakcie gotowania cała kuchnia wypełnia się zapachem soczystych owoców i papryki dojrzewającej w południowym słońcu, a mieszanka tych smaków daje cudowny efekt. Myślę, że to dobry pomysł na zimowe dni.


Smacznego,
SWS

1 lutego 2011

HISZPAŃSKI SERNIK Z MALINAMI...

...czyli tarta de queso con frambuesas i kilka słów na temat  Menú del día.



Witam serdecznie.
Ostatnio dużo mówiłam o amerykańskich kapkejkach (tu i tam) i pomyślałam, że najwyższy czas zaprezentować kolejny hiszpański deser (tutaj przepis na figi w moscatelu) . Oczywiście podobne wypieki znajdziemy w różnych krajach, ale akurat w Hiszpanii tarta de queso to jeden ze słodkich klasyków. Ale zanim przejdziemy do deseru, parę słów na temat hiszpańskiej tradycji obiadowej.
Bary i restauracje średniej klasy często proponują swoim klientom Menú del día (danie dnia, zestaw obiadowy), podawane w porze obiadowej (najczęściej w godzinach od 14-16 ). Koszt takiego zestawu waha się od 9 do 28 euro, w zależności od restauracji/baru, lokalizacji, ilości dań i jakości posiłku. Najczęściej zamawiając menu del dia, dostaniemy kufel piwa/colę, przystawkę, danie główne, deser (czasem kawę), a tarta de queso będzie właśnie jednym z możliwych wyborów (obok flanu, lodów, owoców, budyniu hiszp. natillas).  Hiszpanie w trakcie przerwy/sjesty bardzo licznie odwiedzają lokale proponujące takie zastawy za przystępną cenę czyli w granicach od 10-15 euro. Jeżeli wybierzecie się kiedyś na Półwysep Iberyjski, to pamiętajcie, że pora obiadowa jest ściśle określona i po godzinie 16.30 żaden szanujący się bar nie wyda Wam obiadu, a większość restauracji będzie zamknięta aż do wieczora! Wróćmy teraz do ostatniego punktu Menú del día, czyli pysznego, aksamitnego i soczystego sernika, a przepis pochodzi z hiszpańskiej telewizji śniadaniowej:

Potrzebne składniki:
(na 1 formę o średnicy ok. 23-24 cm lub ok. 8 kokilek o średnicy 8 cm)


- gotowe ciasto francuskie lub  pâte brisée/masa quebrada
(użyłam ciasta francuskiego z chłodni, mrożone jest grubsze, i wtedy musiałabym go lekko rozwałkować)
- 4 jajka
- 150 g płynnej śmietanki 30 lub 35%
- 120-140 g cukru 
(w zależności od gustu, w tym 2 łyżki cukru waniliowego, najlepiej z prawdziwą wanilią)
- 150 g sera ricotta 
(możemy użyć hiszpańskiego requeson lub serek typu quark)
- skórka otarta z 1 cytryny
- 3/4 szklanki malin
(mrożone lub świeże) 
- 250 ml wody
- 2 listki żelatyny
- cukier puder 
(do oprószenia boków ciasta)

Przygotowanie:


Ciasto francuskie rozwijamy i wykładamy do wyższej formy na tartę (możemy też użyć tortownicy o niższej obręczy) wyłożonej papierem pergaminowym, tak aby rogi ciasta zwisały na zewnątrz (ciasto można lekko przyciąć, jeżeli jest za duże), w ten oto sposób:


*Uwaga! Przygotowując mini-serniczki, ciasto dzielimy na 8 kwadratów i wykładamy w kokilkach (również na pergaminie).
Piekarnik podgrzewamy do ok. 200 stopni i delikatnie podpiekamy francuską bazę (ciasto nie powinno się zarumienić! około 7 minut). W tym czasie zaczynamy przygotowywać masę serową: do miski wbijamy całe jaja, przy pomocy rózgi lub miksera mieszamy je z cukrem, następnie dodajemy serek, skórkę cytrynową i dokładnie miksujemy. Kiedy masa jest już jednolita, dolewamy odmierzoną śmietankę  i całość jeszcze raz dokładnie mieszamy. Tak przygotowana masa serowa jest dość płynna, więc najlepiej  rozlewać ją przy pomocy chochelki. 
Kiedy ciasto jest już lekko podpieczone, odstawiamy go na 5 minut do przestygnięcia , a temperaturę w piecu zmniejszamy do 160 stopni.  Zaraz potem wylewamy na jego powierzchnię masę serową (nie przekraczając wysokości boków ciasta). Tak przygotowany sernik ponownie wstawiamy do pieca i pieczemy do momentu wyrośnięcia i stężenia sera (przed wyjęciem z pieca sprawdzamy patyczkiem).
Kiedy ciasto siedzi w piecu, przygotowujemy galaretkę, a w zasadzie będą to maliny w lekkiej galaretce. Mrożone maliny zalewamy gorącą wodą i odstawiamy na 5 minut, 2 listki żelatyny moczymy w zimnej wodzie również przez 5 minut. Po upływie tego czasu, maliny stawiamy na gaz i kiedy płyn jest już gorący, dodajemy do niego listki żelatyny oraz cukier (do smaku) i dokładnie rozpuszczamy. Jeżeli wolimy mocno stężałą galaretkę, należy dodać więcej żelatyny (ja jednak do tego sernika wolę maliny zatopione w delikatnie związanej galaretce). Kiedy sernik jest już gotowy, najlepiej nie wyciągać go od razu z piekarnika, żeby nadmiernie nie opadł (możemy uchylić drzwiczki i wyłączyć piec). Tarta de queso ma prawo delikatnie opaść, ale niczemu to nie przeszkadza, delikatne zagłębienie wypełnimy galaretką. Kiedy sernik jest już chłodny, wykładamy na niego lekko stężałe maliny w galaretce i odstawiamy jeszcze na ok. 20 minut do lodówki.
*A, i jeszcze mała uwaga: jeżeli zaobserwujemy, że wywinięte końce ciasta zaczynają się za bardzo przypiekać, użyjmy funkcji grzania od dołu (wtedy masa serowa upiecze się, a boki nie przypalą).


 Smacznego,
SWS
 

Kto jest z nami...