Suma Wszystkich Smaków
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą francuskie smaki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą francuskie smaki. Pokaż wszystkie posty

8 grudnia 2011

ZUPA BOUILLABAISSE...

... na mój sposób.




Witam serdecznie!

Czas hiszpańskich upałów dobiegł już końca, więc na moim stole coraz częściej będą pojawiać  się zupy. Oczywiście nie zabraknie kremów, które uwielbiam, ale pomyślę też o mocno rozgrzewających rosołkach i bulionach. Jak już wspominałam, hiszpańskie mieszkania najczęściej nie są ogrzewane, a podłogi wyłożone marmurem latem przynoszą niesamowitą ulgę, natomiast zimą najlepiej byłoby je pokryć pluszową wykładziną, no ale tego nie robimy (oznaczałoby to zbyt dużo zamieszania). Oczywiście kuchnia ma swoje tajniki, a jednym ze sposobów na podgrzanie "domowej atmosfery " są właśnie gorące, aromatyczne zupy, których latem raczej się nie jada na południu Półwyspu Iberyjskiego, natomiast zimą mogą sprawić dużo przyjemności!
I tak przygotowując się do "sezonu grzewczego" testuję różne receptury, ostatnio głównie na bazie ryb, których mamy tu pod dostatkiem. A ponieważ od dłuższego czasu chodziła za mną zupa prosto z Marsylii, a w Polsce jej przygotowanie było dość trudne ze względu na brak/ubogość składników, pomyślałam, że nie ma na co dłużej czekać i zabrałam się za bouillabaisse prosto z Elx!
Zapoznałam się z wieloma przepisami na francuską bouillabaisse, a moja wersja jest ich swego rodzaju melanżem. Generalnie bouillabaisse można przygotować na dwa sposoby: tylko na bazie bulionu rybnego, lub wzbogacając ją o owoce morza. Ja mariscos uwielbiam, więc oczywiście różnego typu muszle i krewetki są mile widziane w mojej wersji tej zupy. Muszę przyznać, że zanim zupa trafiła na stół minęło trochę czasu, ale bez wątpienia warto było czekać! Bouillabaisse ma niesamowity kolor i wspaniały aromat. Jest pożywna, ale zarazem bardzo delikatna i oczywiście cudownie rozgrzewająca. Ja do pochodzącej z południa Francji, a przygotowanej w Hiszpanii bouillabaisse dodałam na koniec  nutkę portugalskiego smaku, czyli drobno posiekane listki kolendry i wydaje mi się, że to był strzał w dziesiątkę, taka wisienka na torcie. Spróbujcie sami! Każdy eksperyment jest mile widziany!

Potrzebne składniki:

- ok. 1,2-1,5 kg mieszanki rybnej na zupę (w hiszp. morralla de pescado)
- ok. 2,5 litra wody do przygotowania bulionu rybnego
- 2 dorady
- ok. 300-400 g. ulubionych owoców morza (krewetki, małże, ośmiorniczki itp.)
- 2 duże cebule
- 2 marchewki
- 1 większy por (biła część)
- 1/2 kopru włoskiego
- kilka gałązek zielonej pietruszki
- 3 ząbki czosnku
- 500 g. pomidorów lub 1 puszka krojonych pomidorów
- 200 ml. białego wina wytrawnego
- 1/3 szklanki oliwy z oliwek
- kilka nitek szafranu lub 1/4 łyżeczki mielonego szafranu
- pieprz czarny (najlepiej świeżo zmielony)
- skórka obrana z 1/3 pomarańczy (bez białej części)
- 1 cytryna
- kilka gałązek świeżej kolendry (jako dodatek do już gotowej zupki)
- grzanki z białego pieczywa

 Sos Rouille:

- 2 żółtka
- 2 ząbki czosnku
- ok 50 ml oliwy z oliwek
- 1/2  łyżeczki musztardy
- szczypta szafranu
- 1/2 łyżeczki mieszanki mielonej papryki (słodka+ostra)
- sól
- pieprz

Przygotowanie:

Sos Rouille:
(do grzanek)

Jajka należy sparzyć wrzącą wodą (w ten sposób pozbędziemy się ewentualnych zanieczyszczeń ze skorupki) i wybić żółtka. Czosnek drobniutko siekamy (lub przeciskamy przez praskę) i ucieramy ze szczyptą soli na kremową masę. Do miski wrzucamy żółtka, dodajemy musztardę, utarty czosnek, szczyptę  szafranu i pieprzu, wszystko dokładnie mieszamy przy pomocy rózgi. Następnie, cały czas energicznie mieszając, dolewamy oliwę (bardzo cienką stróżką, podobnie jak przy przygotowaniu majonezu.) Kiedy nasza mieszanka uzyska konsystencję majonezu, pod koniec dodajemy mieloną paprykę wymieszaną w łyżeczce wody (w ten sposób papryka łatwiej wmiesza się w gotowy już sos). Tak przygotowany sos odstawiamy do lodówki. Jeżeli macie ochotę zobaczyć jak sos rouille przygotowuje specjalista, zapraszam do obejrzenia tego filmiku.

Zupa:



Pracę rozpoczynamy od przygotowania bulionu rybnego (dla ułatwienia sprawy, bulion ten możemy ugotować dzień wcześniej): wypatroszone rybki (kiedy kupujemy mieszankę "morralla" sprzedawca patroszy nam wszystkie, nawet malutkie rybki) myjemy i wrzucamy do garnka, zalewamy ciepłą wodą (ok. 2,5 litra), dorzucamy łyżkę soli, kilka ziarenek pieprzu i gotujemy na dość dużym ogniu do momentu wrzenia, wtedy zmniejszamy gaz i gotujemy jeszcze przez około 20 min. Tak przygotowany  wywar nie jest "efektowny" ponieważ jest dość mętny, ale to nie będzie nam przeszkadzać. Wywar odcedzamy, a niestety wszystkie rybki wyrzucamy (nie nadają się one do jedzenia, możemy nimi nakarmić koty). Kolejnym etapem jest przygotowanie warzywnej bazy naszej zupy: cebulę, por, kilka ząbków czosnku, marchewkę i  koper włoski drobno kroimy. Pomidory oparzamy ze skórki i kroimy w kostkę lub w cząstki (zimą wykorzystujemy pomidory z puszki). W rondlu rozgrzewamy oliwę i podsmażamy cebulę, kiedy cebula się zeszkli dodajemy wszystkie posiekane warzywa. Dodajemy skórkę pomarańczową, gałązki pietruszki oraz szafran i dusimy około 15 minut. W między czasie filety z dorady kroimy na duże kawałki (odcinamy łby i zachowujemy) i skrapiamy sokiem z cytryny - odstawiamy. Po 15 minutach warzywa zalewamy ok 2 litrami wcześniej przygotowanego wywaru rybnego , dorzucamy rybie łby i gotujemy pod przykryciem. Po kolejnych 30 minutach wywar odcedzamy, podlewamy winem, doprawiamy solą i pieprzem, a po kolejnych 10 minutach dodajemy filety dorady  i oczyszczone owoce morza (możemy wykorzystać mrożone krewetki) i gotujemy całość jeszcze przez   15 minut. Kiedy ryba i owoce morza są już miękkie wyjmujemy je i obieramy (oczywiście tego nie musimy robić, ale ułatwi to nam znacznie konsumpcję). Na końcu przygotowujemy grzanki (u mnie w formie małych kromeczek z bagietki), siekamy kolendrę, sos nalewamy do sosjerki lub podajemy w małych kokilkach (indywidualne porcje). Zupę możemy podać solo, a rybki obok (tak oczywiście powinno się ją serwować w restauracjach: wtedy rajczęściej zupa podawana jest w wazie, a ryby serwuje się na osobnym półmisku w całości i na oczach gościa kelner pozbawia je ości), ja natomiast, w warunkach domowych, lubię kiedy kawałki obranej rybki i owoce morza pływają w "pomarańczowym" bulionie. Do każdej porcji proponuję podać obok posiekaną kolendrę i kawałeczek cytryny. Każdy biesiadnik indywidualnie zadecyduje czy ma ochotę dokwasić swoją porcję i czy portugalska nutka (świeża kolendra) będzie odpowiednim dodatkiem dla jego podniebienia. I w ten oto sposób dochodzimy do najprzyjemniejszego momentu,  kiedy to każdy smaruje sobie chrupiące grzanki sosem rouille i zajada się rybną zupą!

Smacznego,
SWS

8 lutego 2011

BANYULS I CZEKOLADA...

 ...czyli wakacyjne wspomnienia 2008 i przepis na suflet czekoladowy.







Mamy sierpniowy, gorący wieczór. Wyjeżdżamy z Krakowa pełni nadziei, gotowi do realizacji ambitnego, wakacyjnego planu, a celem jest dotarcie na kraniec Europy i z powrotem! Mamy przed sobą 16 dni, niemal 8000 tysięcy kilometrów i kiedy patrzymy na mapę, to odległość Kraków-Lizbona  przeraża nas...
Pojawiają się liczne pytania: czy nasza czwórka wytrzymamy ze sobą przez 2 tygodnie, czy silnik "meganki" nie nawali, czy klimatyzacja wydoli i czy my nie odpuścimy? Do tego dochodzą wątpliwości i przestrogi serwowane przez otoczenie: początek sierpnia to zmiana turnusów i Autostrada Słońca na pewno będzie zakorkowana, gaz LPG w Niemczech tankuje się przy pomocy specjalnych przełączek i czasem jest z tym duży problem, upały nie dadzą Wam żyć...
Jednak kiedy po 19 godzinach trasy (bez najmniejszego korka) docieramy do francuskiego miasteczka Saint-Restitut, a nasz znajomy Bercik wita nas jak rodzinę, wiemy, że dalej może być już tylko dobrze. Po wspaniałej kolacji en plein air, budzimy się świtkiem koło południa wśród winnic, kamiennych zabudowań i własnym oczom nie wierzymy, że po przebyciu 1800 km znaleźliśmy się w bajecznej krainie! Uchylam drewnianą okiennicę, delikatne promienie słońca wkradają się do sypialni, a na buzi czuję delikatny podmuch wiatru. W ogródku piękne kwiaty i dwie malutkie kózki. To jedno z najpiękniejszych, wakacyjnych wspomnień,  działających na wiele zmysłów, niby banalne, mało dynamiczne, ale może właśnie dlatego ciągle żywe...

Sielanka w Saint -Restitut



Saint-Restitut - to właśnie w tym małym miasteczku na południu Francji odkryłam niepowtarzalny smak wina banyuls...
Jeżeli jeszcze nie słyszeliście o tym trunku, to zapewniam, że warto spróbować! Banyuls to naturalne wino słodkie (vin doux naturel, w skrócie V.D.N.), oczywiście o kontrolowanej nazwie pochodzenia (vin d'appellation d'origine contrôlée), które wytwarzane jest z winogron uprawianych jedynie w 4 communes: Banyuls-sur-Mer, Collioure, Port-Vendres, Cerbère. Jak to ładnie ktoś określił: "Pomiędzy niebem a morzem, gdzie Pireneje spotykają się z Morzem Śródziemnym, znajdują się winnice Banyuls i Collioure, bez wątpienia jedne z najpiękniejszych na świecie." A smak tego słodkiego, gęstego wina jest dość złożony i niespotykany. Dzięki pomocy naszego wspaniałego sommeliera (Bercika), do degustacji podeszliśmy niezwykle poważnie, co dało zaskakująco dobre efekty! Odkryliśmy intensywność bukietu i smaku, odnaleźliśmy subtelne nuty kakao, karmelu, suszonych owoców,  a lekkie nakierowanie eksperta pozwoliło wyczuć nawet ślad prowansalskich ziół.  Po części teoretycznej, delektowaliśmy się już pełnią smaku banyulsa w połączeniu z  ciemną czekoladą, bo  banyuls to jedno z nielicznych (jeżeli nie jedyne) wino, które świetnie łączy się z czekoladą. Niezapomniane wrażenia!

Suflet czekoladowy z dodatkiem rumu i wanilii
 (porcja na 3 kokilki o średnicy ok. 8cm)


- 75g gorzkiej czekolady (60-70 % kakao)
- 40 ml śmietanki kremówki (30-36%)
- 1 żółtko
- 3 białka
- 35 g cukru brązowego
- nasionka z 1/2 laski wanilii
- 10 g kakao w proszku
- 1 szczypta soli
- 1 łyżeczka ciemnego rumu
- cukier do oprószenia miseczek

Przygotowanie:

Kokilki do zapiekania smarujemy masłem i wysypujemy cukrem kryształem. Czekoladę rozpuszczamy na parze i cały czas mieszając, dolewamy śmietankę, a następnie dosypujemy cukier. Następnie odstawiamy czekoladę z pary i dodajemy żółtko oraz rum i znowu dokładnie mieszamy wszystkie składniki. Kolejnym etapem jest przesianie kakao i wymieszanie wszystkich składników na gładką masę. Teraz już tylko ubijamy białka ze szczyptą soli na sztywną pianę i połowę od razu dodajemy do masy czekoladowej i mieszamy. Drugą połowę wykładamy na samym końcu i bardzo delikatnie łączymy wszystkie składniki. Tak przygotowanym kremem napełniamy kokilki (po same brzegi) i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 20 minut. Podajemy jeszcze ciepłe, oczywiście z kieliszkiem wina banyuls.

Smacznego,
SWS

10 grudnia 2010

SZYBKA TARTA GRUSZKOWA...

... czyli idziemy na łatwiznę, czasem trzeba!


Witam serdecznie!
To taki przedświąteczny wypiek, a potem mały post, żeby zrobić miejsce na późniejsze obżarstwo. W zasadzie pomysł zrodził się z potrzeby chwili, a mianowicie miał na celu wykorzystanie ciasta masa quebrada (inaczej w j.hiszp. nazywana pasta brisa, fr. pâte brisée), które pomyłkowo otworzyłam do przygotowania francuskich kapuśniaczków (oczywiście miałam je przygotować z ciasta francuskiego, a w moje ręce, pomyłkowo, trafiło ciasto na tarty). Nic nie może się zmarnować, więc kiedy już upiekłam kapuśniaczki, piekarnik był nagrzany, a w lodówce leżało otwarte ciasta, nie pozostało mi nic innego jak przygotować tartę. Tylko z czym...I kolejny raz w koszyczku dojrzewały 2 piękne, ogromne gruchy, tak więc tarta gruszkowa, tylko prosta, bo już się wystarczająco narobiłam przy kapuśniakach. I oto cała historia powstania tego banalnego przepisu. Jak wiadomo, od niechcenia, bez większego starania, wychodzi najlepiej! Tarta wyszła wspaniale, a efekt cieszy jeszcze bardziej, bo tak niewiele pracy trzeba było w nią włożyć. Czasem tak trzeba.

Potrzebne składniki:


- 1 opakowanie masa quebrada (pâte brisée)
- 2 duże, soczyste gruszki
- 2 jajka
- 1/3 szklanki śmietanki 18 lub 30% płynnej
- cukier z prawdziwą wanilią (1 i 1/2 łyżki)
*opcjonalnie polewa czekoladowa

Przygotowanie: 

Gotowe ciasto wyjmujemy z lodówki i zostawiamy na około  15 minut w temperaturze pokojowej. Następnie formę do tarty wykładamy papierem do pieczenia i wypełniamy ją ciastem (dół i boki formy). Powierzchnię ciasta nakłuwamy widelcem w wielu miejscach, wkładamy do nagrzanego pieca (200 stopni) i podpiekamy przez ok. 10 minut na delikatnie złoty kolor. W tym czasie myjemy gruszki, wykrawamy gniazda nasienne i kroimy na cienkie plastry (ok. 3-4 mm grubości, jeżeli gruszki są ładne, nie ma potrzeby obierania ich ze skórki). Kiedy spód tarty jest już podpieczony, wyciągamy go z pieca i przestudzamy przez kilka minut, a następnie wykładamy na nie pokrojone owoce. Jajka, śmietanę i cukier miksujemy razem przez 3 minutki i wylewamy na tartę. Tak przygotowany placek wstawiamy ponownie do piekarnika i pieczemy około 15-17 minut na złoty kolor. Gotowe! Cieniutkie ciasto, chrupiące boki i smak pieczonej gruszki, czyli wszystko to, co tak lubię!


Smacznego,
SWS

23 listopada 2010

ZAPIEKANKA RACLETTE...

...czyli nadchodzą zimowe klimaty.


Witam serdecznie!
Mimo, że na południu Hiszpanii temperatura w ciągu dnia nadal dochodzi do 19 stopni, a na brak słońca nie możemy narzekać, to w mieszkaniach powolutku robi się chłodno. Tutejsze budownictwo nastawione jest raczej na upały, tak więc kilka chłodniejszych dni w roku nie jest wystarczającym powodem do instalacji centralnego ogrzewania czy montowania szczelnych okien. Podłogi najczęściej wyłożone są marmurem lub innym kamieniem, tak więc raczej należy zaopatrzyć się w ciepłe pantofelki na nadchodzące miesiące (na szczęście nie brakuje takich w tutejszych sklepach). 
Najlepszym sposobem na dogrzanie mieszkanka jest włączenie piekarnika, który latem należy omijać szerokim łukiem! I w ten sposób możemy upiec dwie przysłowiowe pieczenie na jednym ogniu!
Kiedy ostatnio w markecie wypatrzyłam ser raclette, odczułam wyraźny brak elektrycznego podgrzewacza z małymi patelenkami, który niestety został w Polsce. Ale nic straconego. Tradycyjną raclette przygotowałam w mniej tradycyjny sposób, a była równie pyszna, sycąca i rozgrzewająca.
Klasyczne aparaty do raclette wyglądają tak (klik-tutaj) i idealnie podgrzewają atmosferę spotkania towarzyskiego. Cały urok w tym, że każdy z biesiadników sam przygotowuje swoją mini-zapiekankę. Takie elektryczne ognisko na środku stołu jest bardzo popularne we francuskiej Alzacji no i oczywiście w Szwajcarii, często zapraszani jesteśmy tam na tzw. soirée raclette (wieczór z raclette, kolacja raclette).
Tradycyjną raclette przygotowujemy z sera o tej samej nazwie; jest to tłusty ser szwajcarski (produkowany również we Francji), idealny do topienia, podawany z gotowanymi ziemniaczkami, boczkiem, cebulą, pieczarkami oraz różnego typu piklami (korniszonki, małe cebulki marynowane, grzybki, papryczki). W praktyce wygląda to tak, że każdy z uczestników biesiady ma swoją patelenkę, na której topi ser z dodatkami (np. z cebulką, pieczarkami, boczkiem), a na górnym pokładzie grilla-raclette podgrzewają się ziemniaczki. Stopiony ser wylewamy na talerz i zjadamy z ciepłym, podpieczonym ziemniaczkiem oraz piklami.
Ja dzisiaj proponuję wersję jednogarnkową, czyli zapiekankę ziemniaczaną z serem raclette.

Potrzebne składniki:

na zdjęciu tzw. pieczarki leśne (do dostania w marketach)

- 30 dkg sera raclette
(oryginalny można kupić w Makro, Carrefour czy Almie)
- 8 średniej wielkości ziemniaków
- 2 średniej wielkości cebule
- 15 dkg pieczarek
- 10 dkg boczku lub bekonu 
- pikle (korniszonki, cebulki, grzybki)
- pieprz, sól, papryka ostra


Przygotowanie:

Ziemniaki gotujemy w mundurkach i odstawiamy do przestygnięcia. W między czasie kroimy cebulę  w piórka i podsmażamy na oliwie na lekko złoty kolor. Pieczarki myjemy i kroimy na plasterki. Boczek siekamy na małe słupki. Następnie obieramy przestudzone ziemniaki i kroimy na plastry o grubości około 0,5 cm. Naczynie żaroodporne smarujemy oliwą i wykładamy warstwę ziemniaków, a następnie wkładamy  je na około 10 minut do piekarnika z funkcją podpiekania od góry. Kiedy ziemniaki lekko się zarumienią, wyciągamy je z pieca , delikatnie solimy, pieprzymy i wykładamy na nie warstwę cebuli, pieczarek, sera, a na ser, jeszcze kilka pieczarek i resztę cebulki.
Tak przygotowaną zapiekankę delikatnie doprawiamy solą, pieprzem, ostrą papryką i wstawiamy do nagrzanego pieca na około 15 minut (do momentu stopienia się sera i lekkiego zarumienienia składników).
Podajemy z marynowanymi warzywami i/lub sałatą zieloną w sosie winegret, a popijamy koniecznie winkiem! Legenda głosi, że popijanie raclette wodą może prowadzić do poważnych zaburzeń trawiennych, a do tego dopuszczać nie można! Tak więc w Alzacji do raclette zwykło się pijać białe wina np. Gewurztraminer d’Alsace, Pinot blanc d'Alsace, pasować będzie też Roussette-de-Savoie czy australijskie Chardonnay. Jeżeli natomiast preferujemy czerwony trunek, tu wybór też jest duży: Beaujolais, Vin-de-Savoie, Côtes-de-Brouilly. To tylko sugestie, na własnej skórze należy sprawdzić co z czym najlepiej nam smakuje.


Smacznego,
SWS

15 listopada 2010

PALUCHY FRANCUSKIE...

...czyli wytrawne paluchy piwne - idealna przekąska i dodatek do zup.


Parę słów o początkach ciasta francuskiego...
Pierwszy dokładny przepis na pâte feuilletée, bo tak po francusku brzmi nazwa ciasta, (w j.hiszp. masa hojaldre/hojaldrosa - obie nazwy określają listkową strukturę ciasta: feuille/hoja - liść) pojawił się w książce kucharskiej wydanej ok. 1650 roku. Niektórzy twierdzą że, ciasto zostało stworzone przez francuskiego malarza Clauda Gellée, inni zauważają iż podobne ciasto (wyrabiane z oliwą, a nie masłem) znane było już w starożytnej Grecji i Rzymie. Podobno dzisiejszą formę pâte feuilletée zawdzięczamy ostatecznie Antonin Carême - królewskiemu mistrzowi cukierniczemu z XIX wieku. Jak było na prawdę, tego trudno dociekać, najważniejsze, że ktoś ciasto wymyślił, a teraz można kupić gotowe (bo roboty przy nim co niemiara!).
A poniżej zapowiadany przepis na kruchutkie paluchy.

Potrzebne składniki:

- 1 opakowanie ciasta francuskiego 
- spodeczek mleka lub jajko
- paryka słodka
- papryka ostra
- sól
- pieprz

* można też przygotować paluchy z kminkiem 

Przygotowanie: 


Ciasto rozwijamy (ja kupuje ciasto z lodówki, jeżeli natomiast używamy ciasta mrożonego, to należy je rozmrażać bardzo powoli, najlepiej w lodówce przez noc, instrukcja na opakowaniu), przygotowujemy blachę, wykładamy ją papierem pergaminowym. Ciasto tniemy na paski o szerokości około 1 cm i zwijamy (jak wstążkę) wg. uznania (mój sposób pokazany na zdjęciu). Tak przygotowane paluchy smarujemy mlekiem/jajkiem (wtedy są błyszczące) posypujemy przyprawami i wkładamy do dobrze nagrzanego piekarnika (ok. 200 stopni). Z jednego opakowania ciasta wyszły mi 2 blachy paluchów. Idealnie chrupkie, świetnie smakują z zupą cebulową, ale nie gorzej jako przekąska do piwa.
Smacznego,
SWS 

11 listopada 2010

CEBULOWA Z CZERWONYM WINEM...

 ...i historia Tity.


"(...) Podobno Tita była tak wrażliwa, że będąc jeszcze w brzuchu mojej prababki, płakała i płakała, kiedy ta kroiła cebulę; płakała tak głośno, że Nacha, kucharka, która była trochę przygłucha, słyszała jej płacz zupełnie wyraźnie. Pewnego dnia te łkania były tak wyraźne, że przyspieszyły poród. Moja prababka nawet słowa nie zdążyła powiedzieć. Tita przyszła na świat przedwcześnie, na kuchennym stole wśród zapachów zupy makaronowej, która się właśnie gotowała, tymianku, liści laurowych, kolendry, ciepłego mleka, czosku i, oczywiście, cebuli. Jak można się domyślić, zwyczajowy klaps nie był potrzebny, bo Tita urodziła się, płacząc już z góry, być może dlatego, że znała swój los i wiedziała, że w tym życiu nie będzie jej dane wyjść za mąż. Nacha opowiadała, że Tita została niemal wypchnięta na ten padół przez potężną falę łez, która rozlała się po stole i po kuchennej podłodze. (...)"
Fragment pochodzi z książki Laury Esquivel pt. Przepiórki w płatkach róży (tytuł oryginalny: Como agua para chocolate)

Całkiem niedawno dostałam w prezeńcie egzemplarz debiutu literackiego (1989) meksykańskiej pisarki  Laury Esquivel. Książka ma już kilka lat, doczekała się nawet ekranizacji (1992 r. Alfonso Arau-mąż pisarki), natomiast ja wcześniej na nią nie trafiłam, a szkoda...
Budowa książki jest dość charakterystyczna, a mianowicie znajdziemy tu dwanaście rozdziałów, zatytułowanych nazwami dwunastu miesięcy, a każdy rozdział odkrywa nowy przepis meksykańskiej kuchni.
Poza kulinarnymi wywodami, odnajdziemy w lekturze historię rodziny De la Garza i poruszające losy głównej bohaterki Tity. 
Wspomne jeszcze o oryginalnym tytule: Como agua para chocolate; w języku hiszpańskim to wyrażenie idiomatyczne oznacza silne pobudzenie, wściekłość (estar en punto de ebullición, hirviendo, como debe estar el agua para hacer el chocolate - wrzeć, o wodzie, taka powinna być woda do przygotowania czekolady; Méx como agua para chocolate: Estar una persona a punto de estallar en llanto o en cólera: wybuchać płaczem, wściekłością).
Pewnie niektórzy z Was czytali już książkę lub widzieli film, zapraszam do podzielenia się z nami Waszymi spostrzeżeniami.
No i właśnie czytając pierwszy rozdział, słysząc niemal płacz wrażliwej Tity  pomyślałam, że podzielę się dzisiaj przepisem na zupę cebulową. Recepturę poznałam goszcząc we francuskim domu. Kolor może nie jest w 100% zachęcający, ale smak owszem...

Przy okazji dziękuję bardzo osobom, które sprezentowały mi książkę! Gorąco pozdrawiam! 

Potrzebne składniki:


- 3 dość duże cebule
- 1 łyżka oliwy z oliwek
- 1płaska łyżeczka cukru 
- 1/3 łyżeczki soli 
- 1,5 łyżki masła
- 3,5 szklanki wody
- 1 kostka rosołowa lub bulion wegetariański
- 1/4 szklanki czerwonego wina wytrawnego
- 1,5 łyżki mąki
- 1/3 łyżeczki otartej gałki muszkatołowej 
- pieprz i sól do smaku

Przygotowanie:


Cebulę obieramy i kroimy w piórka. W rondlu o grubym dnie rozgrzewamy oliwę i masło i wrzucamy cebulę. Przykrywamy pokrywką i dusimy na małym ogniu przez okoła 10 minut. W między czasie przygotowujemy bulion i odstawiamy na chwilkę. Kolejno zdejmujemy pokrywkę i dodajemy cukier oraz sól i na większym ogniu podsmażamy cebulkę na złoty kolor, cały czas mieszjąc, aby się nie przypaliła przypadkiem! Kiedy uzyskamy złoty kolor, ponownie zmniejszamy ogień, prószymy cebulkę przygotowaną mąką i jeszcze chwilkę podsmażamy, cały czas mieszając (ok. 2 min). Tak przygotowaną bazę zalewamy bulionem, dodajemy odmierzone winko i miksujemy na jednolitą masę. Doprawiamy pieprzem, gałką (najlepiej świeżo otartą), ewentualnie solą, jeżeli ktoś uznałby, że jest to konieczne. Tak przygotowany krem stawiamy jeszcze na gaz na około 15 - 20 minut. Zupa jest niezwykle aromatyczna i rozgzrwająca! Niech tylko nie odstraszy Was kolor!Najlepiej serwować ją posypaną serem Gruyere lub parmezanem, a do tego grzanki lub paluchy z ciasta francuskiego (przepis na paluchy podam w kolejnym poście)!
Bon appétit!

Ps. Dokładnie 11 listopada 2008 na Sumie został  opublikowany pierwszy post. Oficjalnie zatem to właśnie dzisiaj obchodzimy 2 urodziny. Jubileuszowe Menu przygotowałyśmy razem z Ariadną, przy okazji naszego spotkania w Hiszpanii, a kilka postów wcześniej opublikowałyśmy filmiki z naszego wspólnego kucharzenia (klik1, klik2).
Wszystkim czytelnikom serdecznie dziękujemy za uwagę i miłe słowa!
SWS 

15 października 2010

GRUSZKI W CIEŚCIE FRANCUSKIM...

...specjalny wypiek na powitanie Ariadny.


13-nastego wszystko zdarzyć się może, 13-nastego świat w różowym kolorze... i właśnie 13-nastego w Elche pojawił się gość specjalny, Ariadna! Prosto z Portugalii, z butelką oryginalnego Porto w walizce, gotowa by uczcić 2 lata istnienia Sumy Wszystkich Smaków!
Trochę w biegu, myślami będąc już daleko, przygotowałam deser w stylu francuskim: pyszne, chrupiące i delikatne koperty z gruszką w środku. Wyjęłam je z pieca dokładnie przed wyjściem na lotnisko...

Idealna sprawa na szybki, domowy wypiek. Udaje się zawsze, warunkiem jest dobrze nagrzany piekarnik i soczyste owoce!
Ponieważ w Polsce dalej mamy sezon na gruszki, a i w Hiszpanii ich nie brakuje, nie pozostaje nic innego jak wybrać się do warzywniaka, potem zahaczyć o spożywczy, kupić gotowe ciasto francuskie i efekt murowany.


Potrzebne składniki:


- 1 opakowanie ciasta francuskiego (kupuję takie z lodówki i nie trzeba go już rozmrażać)
-  4 gruszki
- cukier z prawdziwą wanilią
- 1 jajko

Przygotowanie:


Ciasto rozwinąć i pokroić na około 8 kwadratów, gruszki obrać, przekroić na połówki, wyciąć gniazda. Jajko wybić do miseczki i roztrzepać na jednolity płyn. Na każdy kawałek ciasta wykładać połówkę gruszki, delikatnie opruszyć cukrem. Każdą gruszkę zamknąć w kopercie, wysmarować jajkiem, najlepiej przy pomocy pędzelka i posypać cukrem z dodatkiem wanilii. Tak przygotowane bułeczki umieścić na blasze wyłożonej papierem pergaminowym i wsadzić do bardzo dobrze nagrzanego piekarnika (około 220 stopni).
Pieczemy do momentu zarumienienia, wyciągamy z pieca i lekko studzimy, gruszki długo trzymają ciepło, więc prosze uważać i nie poparzyć języka!
Idealna, wyrafinowana słodycz. Francja-elegancja! 


Bon Appétit!

SWS

27 września 2010

SAŁATKA SZPINAKOWA ...

... z dodatkiem sera pleśniowego i chrupiącego bekonu.


Witam serdecznie !

Są takie dni, gdy specjalnie nie chce się siedzieć przy garach, a mimo wszystko zjadłoby się coś dobrego.
W takie leniwe dzionki, przeznaczone na lekturę dobrej książki czy też wylegiwanie się w ostatnich promieniach słońca, zdecydowanie polecam bardzo prostą, a jednocześnie bogatą w smaku sałatkę. Posłuży nawet jako danie obiadowe, szczególnie jeśli podamy ją z pieczonymi ziemniaczkami. Jeżeli natomiast na ziemniaczki nie starczy nam czasu, świetnie smakuje również z grzankami czy chrupiącą bagietką.

Potrzebne składniki :

- świeże liście szpinaku
- liście sałaty lub mieszanka różnych lisci : roszponka, lodowa, gufrowana, rukola (coraz częściej można kupić gotową mieszankę sałat)
- 1 pomidor
- 1 papryka czerwona 
- 1 cebula fioletowa
- kilka oliwek 
- około 5 dkg sera pleśniowego typu roquefort (ja wybieram zawsze mocny w smaku, lazur jest dla mnie za słaby)
- kilka plastrów bekonu lub boczku 
- oliwa, ocet winny, sól, pieprz


Przygotowanie :
Liście szpinaku oczyszczamy (jeżeli kupiliśmy go w pęczku), myjemy i łączymy z sałatą.
Cebulę kroimy na piórka, paprykę obieramy i siekamy w cienkie paseczki, pomidora oparzamy  i kroimy w plasterki.
Bekon kroimy na dłuższe paski i podsmażamy, ale to robimy w ostatniej chwili, zaraz przed podaniem, tak aby bekon był jeszcze ciepły w trakcie konsumpcji.  
W misce łączymy szpinak i sałatę z pozostałymi składnikami warzywnymi, lekko solimy i pieprzymy. Ser pleśniowy kruszymy na drobne kawałeczki i delikatnie mieszamy wszystkie składniki. Sałatkę skrapiamy oliwą z oliwek oraz octem winnym i wykładamy na talerze. Teraz pozostaje tylko lekko podsmażyć paseczki bekonu i udekorować nim każdą porcję sałatki.
Tak jak wspomniałam, do sałatki wystarczy podać chrupiącą bagietkę lub grzanki, a dla bardziej wymagających polecam pieczone ziemniaczki, mogą być te słodkie (bataty).

Smacznego,

SWS 

30 maja 2010

FILET KOZI...

... czyli prostota przygotowania i elegancja podania prosto z francuskiej kuchni.


Podczas jednego z ulewnych dni, kiedy krakowskie wały wiślane nie wytrzymywały już napięcia, woda zalewała  bulwary razem z ławeczkami i olbrzymią kładką (kładka ma zawisnąć w lipcu i połączyć 2 dzielnice : Kazimierz i Podgórze), a Błonia powolutku zamieniały się w miejskie jezioro, do którego nadlatywały kolejne kaczki, 3 znajomych, z parasolami w ręku, przemierzała drogę od mostu Dębnickiego, aż po Kazimierz, aby wreszcie osiąść w okolicznej restauracji francuskiej. Cel był jasny : gość prosto z Francji, koneser win i gastronomii, bardzo chciał zobaczyć jak funkcjonują i czym mogą zaskoczyć francuskie restauracje w polskich realiach. Polską kuchnie zdążył poznać i docenić, ale w ostatnich dniach pobytu najwidoczniej zatęsknił za dobrym winem, a dodatkowo zżerała  go ciekawość jak to ci Polacy gotują po francusku...

Po wejściu do restauracji okazało się, że koło godziny 18,00 jesteśmy jedynymi gośćmi, to trochę zaniepokoiło Naszego  Przyjaciela, ale już po godzinie, bardzo powolutku, sala zaczęła się zaludniać.
Wszystkie zaserwowane dania bardzo smakowały francuskiemu degustatorowi, wino było pyszne i, co najważniejsze, oryginalne !

Według Naszego Przyjaciela, na szczególną uwagę zasłużyło 1 danie, a mianowicie : filet kozi.
Nazwa dania jest mojego autorstwa i nie ma ono nic wspólnego z mięsem kozim. Przygotowanie jest bardzo proste, a smak wyśmienity ! Po zjedzeniu tego dania w restauracji postanowiłam stworzyć swój  własny przepis, który doprowadziłby mnie do podobnego celu. Przejdźmy zatem do sedna koziej sprawy.

Potrzebne składniki :

- 1 pojedynczy filet z kurczaka na 1 osobę (średniej wielkości bez tzw. polędwiczek)
- ser kozi ( roladka kozia, brie kozi, gęsty twarożek kozi)
- sól
- grubo zmielony pieprz kolorowy (czarny, zielony, czerwony)
- 2  ząbki czosnku
Przygotowanie :

Filety dokładnie myjemy i osuszamy, odcinamy wszelkie niepotrzebne przydatki, aby filet miał odpowiedni kształt. W każdym filecie robimy kieszonkę, tak aby łatwo było nam włożyć do niej ser (staramy się faszerować pierś na całej długości). Następnie filety solimy, pieprzymy, nacieramy tartym czosnkiem i pozostawiamy w chłodnym miejscu na około 20-30 minut. Po upływie odpowiedniego czasu faszerujemy kieszonki serkiem kozim (wydaje mi się, że kozia roladka z pleśnią , choć droga, będzie dobrym połączeniem twarożku i serka typu brie) Ja do środka włożyłam łyżeczkę twarożku i dopełniłam to plastrem koziego serka brie. Tak przygotowane piersi obsmażamy na teflonowej patelni lekko wysmarowanej oliwą  na mocnym ogniu na złoty kolor z obu stron. Kolejnym etapem jest pieczenie : 
- na małym ogniu pod przykryciem
  lub 
- umieszczenie filetów w żaroodpornym naczyniu (pod przykryciem) i zapieczenie ich w piekarniku z dodatkiem 1 łyżki masła  przez około 25 minut (ja wybrałam drugą wersję). Pod koniec pieczenia na każdy filet wykładamy plaster koziego brie i jeszcze przez moment zapiekamy, tym razem już bez przykrycia. Z  masła i sera, który może wypłynąć w trakcie pieczenia, powstanie pyszny, aromatyczny sos !
Do takiego dania idealnie pasują pieczone ziemniaczki, lub gotowana marchew z groszkiem z dodatkiem masła, soku z cytryny, świeżej kolendry i prażonych pestek dyni (ja podałam ją na ciepło). Tak przygotowane filety są idealnie soczyste i wyjątkowo aromatyczne ! Do tego dobre winko i już jesteśmy coraz bliżej Champs-Élysées.


SWS

7 maja 2010

TARTA CEBULOWA...

...czyli prosto, tanio i bardzo smacznie !


Tegoroczna Wiosna jakoś wyjątkowo pozytywnie ukierunkowała mnie na tarty jednoskładnikowe !
Były brokuły, a teraz coś, co pewnie znajdziemy w większości polskich domów i to w dużych ilościach, czyli pospolita cebula zwyczajna!
Botaniczna nazwa tej rośliny to czosnek cebula (Allium cepa L.), a o jej dobroczynnych właściwościach nie muszę wspominać.  
Przejdę od razu do sedna sprawy...


Potrzebne składniki :

Ciasto (identyczne jak do tarty brokułowej) :
- 250 g maki krupczatki
- 1/2 kostki margaryny lub miękkiego masła
- 3-4 żółtka
- 1 łyżka kwaśnej, gęstej śmietany
- 2,5 łyżeczki soli
Farsz :
- 750 g cebuli
- 75 ml śmietany
- 50 ml śmietanki płynnej 12 lub 18 procentowej
- 75 g sera żółtego
- 50 g masła
- 1 małe jajko
- oliwa z oliwek
- sól, pieprz
- gałka muszkatołowa 91/2 łyżeczki)
- zielenina lub czarne oliwki (do dekoracji)


Przygotowanie :
 
Mąkę wsypujemy do dość dużej miski, lub wysypujemy na stolnicę i siekamy z tłuszczem przy użyciu odpowiedniego noża. Kolejno dosypujemy sól i dodajemy żółtka (najlepiej przelane wrzątkiem, ale mogą być też surowe) oraz łyżkę kwaśnej śmietany/jogurtu. Ciasto zagniatamy rękami, tak aby powstała jednolita masa.
Jeżeli cała mąka nie chce się połączyć, należy dodać jeszcze łyżkę miękkiego masła.
Z tak wyrobionego ciasta formujemy kulę i wsadzamy ją na chwilę do lodówki ( pamiętajmy żeby ciasto owinąć folią aluminiową lub woreczkiem). Następnie ciasto wygniatamy (wałkowanie jest zbyt uciążliwe) do ceramicznej lub metalowej formy, wyłożonej papierem pergaminowym. Wierzch przykrywamy papierem i obciążamy kilkoma ziarnami fasoli, co ułatwi uzyskanie gładkiej powierzchni, a kolejno spód tarty podpiekamy przez około 15 minut w piecu nagrzanym do ok. 180-200 stopni.


W tym czasie przygotowujemy farsz : cebulę obieramy, kroimy w talarki o grubości 3 mm. Na patelni rozgrzewamy masło połączone z oliwą i szklimy cebulę. Następnie ścieramy ser na drobnej tarce i mieszamy ze śmietaną, płynną śmietanką oraz rozbełtanym jajkiem, doprawiamy solą, pieprzem, gałką, ewentualnie ostrą papryką.
Na podpieczony spód wykładamy zeszklone talarki cebuli i zalewamy masą śmietanowo-serową. Pieczemy kolejne 25-30 min. w piekarniku nagrzanym do 190 stopni.
Do cebulowej tarty świetnie pasuje zielona sałata z dodatkiem tartej marchewki i sosu vinaigrette.

Smacznego,
SWS


19 kwietnia 2010

TARTA BROKUŁOWA...

...czyli robi się zielono, energetycznie i bardziej optymistycznie.


Po ciężkim tygodniu, powoli wracamy do rzeczywistości, oglądamy się przed siebie i widzimy, że nadchodzi tak długo wyczekiwana wiosna !
Zazieleniło się za oknami, złoty deszcz (forsycja) lśni się w słońcu, a poranne ptasie radio nie pozwala długo spać.
W takiej wiosennej atmosferze zielona tarta na kruchutkim cieście z dodatkiem zielonego sosu smakuje najlepiej.

Składniki na kruche ciasto :

- 250 g maki krupczatki
- 1/2 kostki margaryny lub miękkiego masła
- 3-4 żółtka
- 1 łyżka kwaśnej, gęstej śmietany
- 2,5 łyżeczki soli

Zielony farsz :

- ok 500 g mrożonych brokułów (1 opakowanie) lub 1 świeży kwiat
- 4 ząbki czosnku
- 1/2 szklanki gęstego jogurtu naturalnego
- sok z 1/2 cytryny
-1 jajko
- pieprz
- sól

Jajeczno-serowy sos :

- 1 jajko
- 2 łyżki tartego sera
- 2 łyżki jogurtu naturalnego
- sól
- pieprz
- czosnek (świeży lub granulowany)

Zielony dip :

- 1 awokado
- 2 łyżki jogurtu naturalnego
- 2 łyżki soku z cytryny
- 1 duży lub 2 mniejsze ząbki czosnku
- 1 łyżka oliwy z oliwek
- sol, pieprz, szczypta cukru do smaku



Przygotowanie :

Ciasto :

Mąkę wsypujemy do dość dużej miski, lub wysypujemy na stolnicę i siekamy z tłuszczem przy użyciu odpowiedniego noża. Kolejno dosypujemy sól i dodajemy żółtka (najlepiej przelane wrzątkiem, ale mogą być też surowe) oraz łyżkę kwaśnej śmietany/jogurtu. Ciasto zagniatamy rękami, tak aby powstała jednolita masa.
Jeżeli cała mąka nie chce się połączyć, należy dodać jeszcze łyżkę miękkiego masła.
Z tak wyrobionego ciasta formujemy kulę i wsadzamy ją na chwilę do lodówki ( pamiętajmy żeby ciasto owinąć folią aluminiową lub woreczkiem).


Farsz :
Brokuły gotujemy na pół twardo, odcedzamy i rozgniatamy widelcem lub siekamy nożem. Następnie dodajemy jogurt naturalny i 1 roztrzepane jajko, wszystko dokładnie mieszamy. Kolejno dodajemy sok z cytryny, sól, pieprz i drobno posiekany lub przeciśnięty przez praskę czosnek Kontrolujemy smak farszu. Możemy również dodać ostrą paprykę. 

Jajeczno-serowy sos :

W miseczce  należy rozbełtać 1 jajko, do tego dodać 2 łyżki jogurtu, przyprawy, tarty ser i dokładnie wymieszać wszystkie składniki.
Kiedy farsz jest już gotowy, wyjmujemy ciasto z lodówki i najlepiej rękami wygniatamy je na foremkę do tarty, uprzednio wyłożonej papierem lub wysmarowanej masłem . Kruche ciasto z mąki krupczatki trudno się wałkuje, więc wydaje mi się, że nie warto tracić nerwów. Ciasto powinno być cieniutkie, takie smakuje najlepiej.
Teraz podpiekamy spód tarty na lekko złotawy kolor (około 10-13 minut w zależności od piekarnika), a w między czasie przygotowujemy zielony dip.

Zielony dip :

Z awokado wyjmujemy przy pomocy łyżeczki zielony miąższ  i umieszczamy go w blenderze, dodajemy czosnek, jogurt, oliwę, sok z cytryny i przyprawy i całość mielimy dosłownie kilka sekund. W ten sposób uzyskujemy idealnie gładką masę. Sos możemy przygotować również używając jedynie widelca, ale wtedy nie uzyskamy aksamitnej konsystencji.

Kiedy kruchy spód tarty jest już podpieczony, wykładamy na niego brokułowy farsz, a na sam wierzch wylewamy jajeczno serowy sos (nie musi on pokryć całej powierzchni tarty).
Teraz pozostaje zapiec tartę w piekarniku przez około 20-25 minut (ja pierwsze 10 min zapiekam bardziej od spodu, aby był chrupiący).
Podajemy z zielonym sosem z awokado i sałatą.

Smacznego,
SWS

20 marca 2010

JAJKA NIESPODZIANKI...

...zapiekane na miękko: w sam raz na wiosenne, sobotnie śniadanko.


Święta zbliżają się wielkimi krokami, to i o jajkach więcej się myśli, a jak się tak rozmyśla to i czasem przyjdzie coś do głowy...
No i ja tak właśnie intensywnie rozpracowywałam jaja, że wreszcie postanowiłam kupić te poniekąd zdrowsze (tak dla odmiany), malutkie, nakrapiane, jednym słowem przepiórcze. W jakimś poradniku na temat żywienia (tytułu nie pamiętam) przeczytałam, że jajeczka, o których  mowa, gotuje się 1 minutkę na miękko, a 3-5 na twardo, zastanawia mnie tylko to, jak wyjeść z maleńkiej skorupki ugotowane na miękko wnętrze i ile jajeczek trzeba by zjeść, żeby się najeść...
I pojawiło się rozwiązanie, pomysł poddała mi Kuchnia TV, co prawda tam do przygotowania niespodzianek użyto kurzych jaj, ale można stosować je wymiennie.


Potrzebne składniki:

- Jaja !
- Masło
- Szynka
- Serek
- Ser żółty
- Szczypior
- i to, co akurat mamy w lodówce ...

Przygotowanie: 

Sprawa jest prosta : przygotowujemy kokilki, na dno każdej wrzucamy listek masła i niespodziankę, a niespodzianką może być szynka, pomidor, serek biały (najlepiej kremowy), parmezan, bekon, boczek, wędzony łosoś, do każdej miseczki coś innego.
Na koniec wbijamy jajeczka (przepiórcze co najmniej 3-4, kurze wystarczy 1), a na sam wierzch jeszcze kleks kremowego jogurtu lub śmietany, sól, pieprz i do pieca.

Kokilki wkładamy do naczynia żaroodpornego, lub blaszki, którą wypełniamy ciepłą wodą (tak na wysokość połowy kokilek) i zapiekamy w piecu nagrzanym do około 170 stopni (10 min. jajka przepiórcze, 15 kurze).
Przed podaniem prószymy szczypiorkiem i gotowe.
Podajemy z cieplutkimi grzankami.
Ciekawe na co trafimy...


Smacznego,
SWS

9 marca 2010

ŁOSOSIOWO-KREWETKOWE CRUMBLE...

...rzadziej spotykane, ale równie smaczne jak owocowe!

Po owocowym szaleństwie przyszedł czas na rybkę, przyda się trochę kwasów omega 3 :)
Kopiłam piękny kawałek świeżego łososia, a w zamrażarce mam jakieś warzywa, zebrane jeszcze latem.
Przepis znalazłam tutaj, ale troszkę go zmodyfikowałam, w zasadzie z konieczności.
Okazało się, że w zamrażarce nie mam już cukinii i ostał się tylko woreczek bakłażana pokrojonego w kostkę, wiec pomyślałam, ze i to będzie dobre. Obok bakłażana leżał też groszek w strączkach i łuskany, to i jego dorzuciłam i tak powstała moja wersja crumble au saumon et ses petits légumes.
Pierwszy raz robiłam słona kruszonkę z parmezanem i pierwszy raz łączyłam łososia w z krewetkami, ale lubię eksperymentować !
Danie się udało, jest efektowne, sycące, bardzo smaczne i jak na razie mało znane w wytrawnej wersji.
Przejdźmy zatem do konkretów...


Potrzebne składniki:

Kruszonka :
- 8 dkg. mąki (połączyłam tortową z krupczatką)
- 8 dkg masła
- 5 dkg. bułki tartej
- większa szczypta soli
- 3-4 dkg tartego parmezanu

 Farsz :
- około 0.5 kg świeżego łososia
- 2 małe pory lub 1 większy
- 1 duża cebula
- 20 dkg. krewetek koktajlowych (choć moim skromnym zdaniem nie są konieczne)
- 2 małe cukinie (ja zastąpiłam je 1 małym bakłażanem i groszkiem)
- koperek : świeży lub suszony
- sok z 1/2 cytryny
- 1 łyżeczka startej skorki z cytryny
- 1/2 jogurtu naturalnego - gęstego (typu : grecki czy bałkański)
- 1/2 gęstej śmietany 12 %
- sól
- pieprz
- szczypta cukru
- oliwa


Przygotowanie:

Cebulę kroimy w kosteczkę i szklimy na oliwie, w między czasie siekamy pora w drobne piórka i dorzucamy na patelnię do cebuli, doprawiamy solą, pieprzem oraz szczyptą cukru i smażymy pod przykryciem około 10-12 minut (por powinien zmięknąć).
Cukinię kroimy w plasterki lub kostkę i  obgotowujemy i dorzucamy do cebuli i pora, jeszcze chwilę dusimy do miękkości.
Przygotowujemy kruszonkę : zagniatamy mąkę z bułką tartą, parmezanem i masłem z dodatkiem szczypty soli.
Surowego łososia kroimy w większe kostki, a mrożone krewetki przelewamy wrzątkiem.
W misce mieszamy śmietanę z jogurtem, szczyptą soli, pieprzem, koperkiem, a na koniec dodajemy sok z cytryny i otartą skórkę. Do sosu śmietanowo-jogurtowego wrzucamy rybę oraz krewetki i mieszamy.
Foremki kropimy oliwą i wypełniamy dno usmażonymi warzywami z patelni, na to wykładamy łososia w sosie, a na sam koniec ścieramy posypkę - tym razem sugeruję nie dawać jej aż tak dużo, jak w przypadku owocowych crumble.
Foremki z gotowym daniem wstawiamy do nagrzanego piekarnika na około 20 minut.
Et voila - Crumble au saumon!
Smacznego,
SWS


7 marca 2010

SAŁATKA Z SALAMI I POMIDORÓW...

... niespotykane połączenie i zaskakujący, orzeźwiający smak.


Witam serdecznie!

Kilka dni temu przeglądałam olbrzymią książkę kucharską, a właściwie encyklopedię, którą dostałam od mojej ciotki jakieś 17 lat temu ! I choć ta kulinarna cegła leży już u mnie na półkach od tak dawna, często wracam do niej i zawsze odkrywam coś nowego.
17 lat... szmat czasu, ale dedykacja umieszczona na pierwszej stronicy księgi przypomina mi, że był to rok 1993, a ja miałam wtedy 12 lat i już bardzo dużo czasu spędzałam w kuchni.
Ciotka pisała wtedy do mnie tak :

"Kochana Marysiu!
Ta książka kucharska przez lata będzie Ci podpowiadać, jak przysparzać codziennych przyjemności rodzinie i gościom. Jak poprawić smak życia!
Ciocia Wizia."
Słupsk, dnia 28 lutego 1993r.


Udało się ! Poprawiam smak życia, samej sobie i moim bliskim i to chyba największy sukces.
Wszyscy, którzy czują się w kuchni jak ryby w wodzie i traktują gotowanie jako coś więcej niż konieczny element przetrwania, znają chyba to uczucie, kiedy za oknem pada śnieg z deszczem, kaloryfery jeszcze nie grzeją, albo już przestały grzać, a na stół trafia ciepły przysmak, przygotowany w piorunującym tempie ! I już na buźce jeszcze przed momentem skwaszonej rodzinki pojawia się dyskretny uśmiech, a gdzieś spod nosa wydobywa się cichutkie mmmm, ale pyszne...i już cała reszta dnia wygląda inaczej !


No ale wracając do rzeczy, czyli sałatki z salami i pomidorów, to sprawa wygląda bardzo prosto, a efekt będzie zaskakująco dobry !

Potrzebne składniki :

 Sałatka :

- 3 pimidory (oparzone i pokrojone w plastry)
-100 gram twardego salami dobrej jakości - cienkiego (najlepiej już pokrojonego maszynowo na plasterki)
* plastry salami mają być troszkę mniejsze od plastrów pomidora

Sos :

- sok z 1/2 soczystej cytryny (około 3 łyżki)
- 1,5 łyżki posiekanej zielonej pietruszki
- 1 łyżka posiekanej świeżej bazylii (może też być mrożona lub, w ostateczności, suszona)
- 1 nieduży ząbek czosnku
- starta skórka z 1/2 cytryny
- sól
- pieprz (dosyć dużo !)
- 1/3 szklanki oliwy z oliwek
- szczypta cukru

Przygotowanie :



W miseczce mieszamy sok z cytryny z drobno posiekanymi ziołami, przeciśniętym czosnkiem, a następnie parzymy cytrynę i ścieramy skórkę na drobnych oczkach. Wszystkie składniki mieszamy i doprawiamy solą oraz pieprzem, a kolejno dolewamy oliwę cienkim strumieniem, tak aby wszystkie składniki dobrze się połączyły. Na koniec dodajemy szczyptę cukru pudru, lub zwykłego kryształu.
Teraz przygotowujemy sałatkę, a mianowicie na ładnym półmisku rozkładamy plastry salami (powinny lekko na siebie nachodzić) i polewamy je 2/3 sosu. Po chwili podważamy plastry widelcem, tak aby sos pod nie spłynął. Tak przygotowane salami pozostawiamy na około 40-60 minut w temperaturze pokojowej.
W międzyczasie oparzamy pomidory i kroimy na okrągłe plastry o grubości 0,5 cm.
Kiedy salami zdąży się zamarynować, pod każdy plasterek salami wkładamy plaster pomidora.
I tak jak już wspomniałam, dobrze jest kiedy plastry pomidora są troszkę większe niż plastry salami, ładnie to wtedy wygląda.


Sałatkę polewamy pozostałym sosem, możemy jeszcze posypać startą skórką cytryny  i już serwujemy.
Do takiej sałatki idealnie pasują chrupiące podpłomyki, czy świeża bagietka : pieczywo można moczyć w sosiku, mniam...
Połączenie wyrazistego aromatu salami z soczystymi pomidorami, a to wszystko oblane pysznym, ziołowym sosem, nadaje sałatce wyjątkowy, orzeźwiający smak - chciałoby się powiedzieć smak lata !
Serdecznie zachęcam do wypróbowania tego połączenia.

Smacznego,

SWS

Ps. 
Przepis pochodzi z książki pt. "Encyklopedia Kucharska. Jak Twórczo gotować?" Wydawnictwo Astrum, Wrocław 1992

 

Kto jest z nami...