Suma Wszystkich Smaków

14 grudnia 2011

MIGDAŁOWA TARTA DE SANTIAGO...

...czyli świąteczny wypiek prosto z hiszpańskiej Galicji.


Witam serdecznie!
Święta zbliżają się wielkimi krokami. Większość z Was ma już na pewno zaplanowane wszystkie wypieki, bo jednak u nas nad Wisłą tradycja domowych ciast ciągle jest żywa. Troszkę inaczej wygląda to w Hiszpanii. Mieszkańcy Półwyspu Iberyjskiego są bardziej leniwi i rzadko kiedy zajmują się sami przygotowaniem słodkości. Zgodnie z tutejszym obyczajem, w wielu hiszpańskich domach  w okresie Bożego Narodzenia pojawią się specjalne stoliki, na których wylądują świąteczne łakocie (niestety w większości kupne): polvorones (sypkie ciastka, przygotowane z mąki, migdałów, tłuszczu i cukru, po zgnieceniu zamieniają się w pył, skąd też nazwa: polvo-pył), figuritas de  mazapán (czyli marcepanowe figurki: rybki, chlebki i róznego typu zawijasy), pan de Cádiz (marcepanowy chlebek), mantecados caseros (nazwa pochodzi od słowa manteca-smalec, w skład tych łakoci również wchodzi mąka, tłuszcz zwierzęcy, cukier, cynamon i sezam), oraz oczywiście różnego typu Turrones (najbardziej znane: turrón de Alicante i turrón de Jijona) czyli nugaty i chałwopodobne wyroby.
Jeżeli ktoś z Was w okresie świątecznym pojawi się w Hiszpanii, to z pewnością w każdym sklepie trafi na tzw. Surtido de Navidad czyli świąteczną mieszankę słodkości (tych, które wymieniłam i wielu innych). 
Mile jednak zaskoczyło mnie to, że w moim regionie (Comunidad Valenciana) jest kilka osób, które z okazji Bożego Narodzenia przygotują galicyjską tartę migdałową. Jest to niezwykle prosty, a zarazem smaczny wypiek. Jeżeli macie ochotę na eksperymenty to zapraszam do przygotowania tarty z krzyżykiem: jest bardzo aromatyczna, dość zdrowa (bez dodatku mąki!) i niezwykle wilgotna, a przygotowanie jej nie zajmie Wam więcej niż 50 minut.

Potrzebne składniki:
(użyłam foremki o średnicy 26 cm)

- 250 g. mielonych migdałów (mączka migdałowa)
- 250 g. cukru (ja dałam 220 g.)
- 5 dużych jaj
- 1/2 łyżeczki mielonego cynamonu
- skórka otarta z 1/2 oparzonej cytryny
- masło do wysmarowania formy
- łyżka mąki do wysypania formy 
- cukier puder do oprószenia

Przygotowanie:

 
Tortownicę lub formę do tarty smarujemy masłem i delikatnie prószymy mąką. Piekarnik podgrzewamy do temperatury 170 stopni.
Jajka wbijamy do wysokiej miski i ucieramy razem z cukrem na puszystą masę (najlepiej przy pomocy miksera). Z cytryny ocieramy skórkę i dodajemy do masy jajecznej, kolejno dosypujemy zmielone migdały (1 garstkę migdałów odkładamy na bok!) i cynamon. Całość dokładnie mieszamy i wylewamy do wcześniej przygotowanej formy. Wierzch tarty wysypujemy garstką odłożonych migdałów, wstawiamy do piekarnika i pieczemy około 35-40 minut (początkowo używam funkcji "podpiekanie od dołu" po 10 minutach "termoobieg góra-dół"). Ciasto studzimy w formie, a następnie delikatnie wyciągamy na kratkę lub drewnianą deskę, na środku wykładamy papierowy szablon krzyża (Cruz de Santiago: tutaj znajdziecie szablon do druku lub odrysowania) i prószymy cukrem pudrem (najlepiej zrobić to używając drobnego siteczka). Teraz już tylko delikatnie usuwamy szablon i gotowe! Galicyjska tarta prosto z Santiago ląduje na naszych polskich stołach.

Na sam koniec kilka uwag na temat oryginalnej tarty de Santiago: 

* Do przygotowania oryginalnej tarty należy użyć jednej ze śródziemnomorskiej odmiany migdałów: Mallorca, Mollar, Marcona, Comuna, Largueta lub Planeta.
* Jeżeli tarta przygotowana jest z dodatkiem mąki, nie jest już klasycznym wypiekiem z Santiago.
* Mąka tylko i wyłącznie może pojawić się w spodzie ciasta (tzw. tarta de santiago forrada: el forro-spód, podszewka). Spód ciasta można przygotować następująco: 1 jajko, 1 łyżka masła, mąka (ile zabierze), letnia woda (ile zabierze), szczypta soli. Ciasto wyrabiamy jak na pierogi i bardzo cieniutko wałkujemy, wykładamy do wysmarowanej i wysypanej mąką formy i na tak przygotowany spód wylewamy masę migdałową. Ja jednak wolę wersję bez spodu.
* Jajek nie trzeba ubijać na puszystą masę, można je wbijać do migdałów połączonych z cukrem i całość dokładnie mieszać do uzyskania jednolitej masy. Ja jednak wolę bardziej napowietrzone ciasto.
* Tartę można aromatyzować na różne sposoby: ja zaproponowałam cytrynę i cynamon, ale te aromaty można zastąpić też innymi: pomarańcz, brandy, wanilia itp.

To już chyba wszystkie najważniejsze informacje na temat tarty z krzyżem.

 Smacznego,
SWS

8 grudnia 2011

ZUPA BOUILLABAISSE...

... na mój sposób.




Witam serdecznie!

Czas hiszpańskich upałów dobiegł już końca, więc na moim stole coraz częściej będą pojawiać  się zupy. Oczywiście nie zabraknie kremów, które uwielbiam, ale pomyślę też o mocno rozgrzewających rosołkach i bulionach. Jak już wspominałam, hiszpańskie mieszkania najczęściej nie są ogrzewane, a podłogi wyłożone marmurem latem przynoszą niesamowitą ulgę, natomiast zimą najlepiej byłoby je pokryć pluszową wykładziną, no ale tego nie robimy (oznaczałoby to zbyt dużo zamieszania). Oczywiście kuchnia ma swoje tajniki, a jednym ze sposobów na podgrzanie "domowej atmosfery " są właśnie gorące, aromatyczne zupy, których latem raczej się nie jada na południu Półwyspu Iberyjskiego, natomiast zimą mogą sprawić dużo przyjemności!
I tak przygotowując się do "sezonu grzewczego" testuję różne receptury, ostatnio głównie na bazie ryb, których mamy tu pod dostatkiem. A ponieważ od dłuższego czasu chodziła za mną zupa prosto z Marsylii, a w Polsce jej przygotowanie było dość trudne ze względu na brak/ubogość składników, pomyślałam, że nie ma na co dłużej czekać i zabrałam się za bouillabaisse prosto z Elx!
Zapoznałam się z wieloma przepisami na francuską bouillabaisse, a moja wersja jest ich swego rodzaju melanżem. Generalnie bouillabaisse można przygotować na dwa sposoby: tylko na bazie bulionu rybnego, lub wzbogacając ją o owoce morza. Ja mariscos uwielbiam, więc oczywiście różnego typu muszle i krewetki są mile widziane w mojej wersji tej zupy. Muszę przyznać, że zanim zupa trafiła na stół minęło trochę czasu, ale bez wątpienia warto było czekać! Bouillabaisse ma niesamowity kolor i wspaniały aromat. Jest pożywna, ale zarazem bardzo delikatna i oczywiście cudownie rozgrzewająca. Ja do pochodzącej z południa Francji, a przygotowanej w Hiszpanii bouillabaisse dodałam na koniec  nutkę portugalskiego smaku, czyli drobno posiekane listki kolendry i wydaje mi się, że to był strzał w dziesiątkę, taka wisienka na torcie. Spróbujcie sami! Każdy eksperyment jest mile widziany!

Potrzebne składniki:

- ok. 1,2-1,5 kg mieszanki rybnej na zupę (w hiszp. morralla de pescado)
- ok. 2,5 litra wody do przygotowania bulionu rybnego
- 2 dorady
- ok. 300-400 g. ulubionych owoców morza (krewetki, małże, ośmiorniczki itp.)
- 2 duże cebule
- 2 marchewki
- 1 większy por (biła część)
- 1/2 kopru włoskiego
- kilka gałązek zielonej pietruszki
- 3 ząbki czosnku
- 500 g. pomidorów lub 1 puszka krojonych pomidorów
- 200 ml. białego wina wytrawnego
- 1/3 szklanki oliwy z oliwek
- kilka nitek szafranu lub 1/4 łyżeczki mielonego szafranu
- pieprz czarny (najlepiej świeżo zmielony)
- skórka obrana z 1/3 pomarańczy (bez białej części)
- 1 cytryna
- kilka gałązek świeżej kolendry (jako dodatek do już gotowej zupki)
- grzanki z białego pieczywa

 Sos Rouille:

- 2 żółtka
- 2 ząbki czosnku
- ok 50 ml oliwy z oliwek
- 1/2  łyżeczki musztardy
- szczypta szafranu
- 1/2 łyżeczki mieszanki mielonej papryki (słodka+ostra)
- sól
- pieprz

Przygotowanie:

Sos Rouille:
(do grzanek)

Jajka należy sparzyć wrzącą wodą (w ten sposób pozbędziemy się ewentualnych zanieczyszczeń ze skorupki) i wybić żółtka. Czosnek drobniutko siekamy (lub przeciskamy przez praskę) i ucieramy ze szczyptą soli na kremową masę. Do miski wrzucamy żółtka, dodajemy musztardę, utarty czosnek, szczyptę  szafranu i pieprzu, wszystko dokładnie mieszamy przy pomocy rózgi. Następnie, cały czas energicznie mieszając, dolewamy oliwę (bardzo cienką stróżką, podobnie jak przy przygotowaniu majonezu.) Kiedy nasza mieszanka uzyska konsystencję majonezu, pod koniec dodajemy mieloną paprykę wymieszaną w łyżeczce wody (w ten sposób papryka łatwiej wmiesza się w gotowy już sos). Tak przygotowany sos odstawiamy do lodówki. Jeżeli macie ochotę zobaczyć jak sos rouille przygotowuje specjalista, zapraszam do obejrzenia tego filmiku.

Zupa:



Pracę rozpoczynamy od przygotowania bulionu rybnego (dla ułatwienia sprawy, bulion ten możemy ugotować dzień wcześniej): wypatroszone rybki (kiedy kupujemy mieszankę "morralla" sprzedawca patroszy nam wszystkie, nawet malutkie rybki) myjemy i wrzucamy do garnka, zalewamy ciepłą wodą (ok. 2,5 litra), dorzucamy łyżkę soli, kilka ziarenek pieprzu i gotujemy na dość dużym ogniu do momentu wrzenia, wtedy zmniejszamy gaz i gotujemy jeszcze przez około 20 min. Tak przygotowany  wywar nie jest "efektowny" ponieważ jest dość mętny, ale to nie będzie nam przeszkadzać. Wywar odcedzamy, a niestety wszystkie rybki wyrzucamy (nie nadają się one do jedzenia, możemy nimi nakarmić koty). Kolejnym etapem jest przygotowanie warzywnej bazy naszej zupy: cebulę, por, kilka ząbków czosnku, marchewkę i  koper włoski drobno kroimy. Pomidory oparzamy ze skórki i kroimy w kostkę lub w cząstki (zimą wykorzystujemy pomidory z puszki). W rondlu rozgrzewamy oliwę i podsmażamy cebulę, kiedy cebula się zeszkli dodajemy wszystkie posiekane warzywa. Dodajemy skórkę pomarańczową, gałązki pietruszki oraz szafran i dusimy około 15 minut. W między czasie filety z dorady kroimy na duże kawałki (odcinamy łby i zachowujemy) i skrapiamy sokiem z cytryny - odstawiamy. Po 15 minutach warzywa zalewamy ok 2 litrami wcześniej przygotowanego wywaru rybnego , dorzucamy rybie łby i gotujemy pod przykryciem. Po kolejnych 30 minutach wywar odcedzamy, podlewamy winem, doprawiamy solą i pieprzem, a po kolejnych 10 minutach dodajemy filety dorady  i oczyszczone owoce morza (możemy wykorzystać mrożone krewetki) i gotujemy całość jeszcze przez   15 minut. Kiedy ryba i owoce morza są już miękkie wyjmujemy je i obieramy (oczywiście tego nie musimy robić, ale ułatwi to nam znacznie konsumpcję). Na końcu przygotowujemy grzanki (u mnie w formie małych kromeczek z bagietki), siekamy kolendrę, sos nalewamy do sosjerki lub podajemy w małych kokilkach (indywidualne porcje). Zupę możemy podać solo, a rybki obok (tak oczywiście powinno się ją serwować w restauracjach: wtedy rajczęściej zupa podawana jest w wazie, a ryby serwuje się na osobnym półmisku w całości i na oczach gościa kelner pozbawia je ości), ja natomiast, w warunkach domowych, lubię kiedy kawałki obranej rybki i owoce morza pływają w "pomarańczowym" bulionie. Do każdej porcji proponuję podać obok posiekaną kolendrę i kawałeczek cytryny. Każdy biesiadnik indywidualnie zadecyduje czy ma ochotę dokwasić swoją porcję i czy portugalska nutka (świeża kolendra) będzie odpowiednim dodatkiem dla jego podniebienia. I w ten oto sposób dochodzimy do najprzyjemniejszego momentu,  kiedy to każdy smaruje sobie chrupiące grzanki sosem rouille i zajada się rybną zupą!

Smacznego,
SWS

11 listopada 2011

CZEKOLADOWA TARTA GRUSZKOWA Z MASCARPONE...

...i III URODZINY Sumy Wszystkich Smaków!



Witam serdecznie!
11 listopada to oczywiście Narodowe Święto Niepodległości, ale tak się też składa, że to również  dzień narodzin naszego bloga!
Dzisiejszym wypiekiem pragniemy uczcić 3 rok istnienia Sumy Wszystkich Smaków! Naszym czytelnikom, ale i wszystkim tym, którzy trafiają do nas przypadkowo, dziękujemy za miłe słowa i odwiedziny! A teraz już nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zaprosić Was Kochani na pyszny deser!

Potrzebne składniki:
(użyłam szklanej foremki do tarty o średnicy 26 cm)

- 100 g mąki tortowej
- 250 g serka mascarpone
- 3-4 gruszki (raczej twardawe)
- 2 całe jajka + 1 żółtko
- 100 g cukru
- 35 g ciemnego kakao w proszku
- 2,5 łyżeczki proszku do pieczenia
- cukier puder do posypania
- ew. lody waniliowe/gruszkowy sorbet 

*deser można również serwować z polewą czekoladową

Przygotowanie:



Gruszki obieramy i kroimy w grubszą kostkę lub dłuższe kawałeczki. Jajka łączymy z cukrem i ubijamy na puszystą masę (najlepiej przy pomocy miksera). Serek mascarpone delikatnie mieszamy i stopniowo dodajemy do masy jajecznej, cały czas miksując. Mąkę łączymy z proszkiem i kakao, a następnie stopniowo dodajemy do ubitych składników i dokładnie mieszamy w celu uzyskania jednolitej masy. Foremkę smarujemy masłem i wysypujemy mąką. Piekarnik podgrzewamy do 180 stopni. Do przygotowanej wcześniej masy dodajemy pokrojone owoce i delikatnie mieszamy (teraz już tylko dużą łyżką). Tak przygotowane ciasto wylewamy do wysypanej foremki i pieczemy ok. 30-35 min (pod koniec pieczenia weryfikujemy "suchość" ciasta drewnianym patyczkiem). Gotową, lekko przestudzoną tartę możemy poprószyć cukrem pudrem i podawać z dodatkiem gałki lodów waniliowych lub sorbetu gruszkowego.
Smacznego!
SWS

7 listopada 2011

FASZEROWANE BAKŁAŻANY...

...czyli jesienne menu i kolejny sprawdzony przepis Cioci Maryny.




Witam serdecznie!
Ostatnio na stole SWS gościła gracka musaka, a dzisiaj ciąg dalszy bakłażanowego menu. Jeżeli brakuje Wam pomysłów na jesienne posiłki, macie dość mięsa i makaronów, serdecznie zapraszam do wypróbowania tego prostego przepisu. To wegetariańskie danie idealnie nadaje się zarówno na obiad, jak i na elegancką kolację. Jest lekkie, ale i pożywne, a smakuje nawet zwolennikom mięsiwa...

Potrzebne składniki:

- 3 średniej wielkości bakłażany
- 2 cebulki dymki ze szczypiorkiem
- 1 czerwona papryka (lub czerwona i żółta pół na pół)
- 2 ząbki czosnku
- 20 dkg serka brie (lub camembert)
- 10 dkg żółtego sera (do zapiekania, startego na tarce)
- kilka łyżek oliwy

Opcjonalnie:
na sos

- 1 puszka przetartych/rozdrobnionych pomidorów
- oregano
- pieprz
- sól

Przygotowanie:



Bakłażany myjemy, osuszamy i kroimy wzdłuż na 2 połowy. Przy pomocy łyżki z bakłażanów usuwamy miąższ (z nasionkami), tak na głębokość  ok. 1 cm. Wydrążony miąższ solimy i odstawiamy na około 15-20 minut. W tym czasie siekamy cebulkę, szczypior oraz paprykę (w drobną kostkę) i tak przygotowane warzywa podsmażamy na 2 łyżkach oliwy. Po upływie 20 minut miąższ bakłażana wrzucamy na sitko i dokładnie go opłukujemy, następnie bardzo dobrze odciskamy, drobno siekamy i dodajemy do lekko podsmażonych warzyw i teraz przez chwilę jeszcze smażymy wszystkie warzywa. Pod koniec smażenia (kiedy bakłażan już zmięknie) dodajemy posiekane ząbki czosnku, sól i pieprz do smaku. Patelnię z farszem zdejmujemy z ognia i po chwili, do lekko ostudzonej masy, dodajemy ser brie pokrojony w kostkę i całość energicznie mieszamy (pod wpływem ciepła ser się rozpuści i stworzy z warzywami jednolitą masę). Bakłażanowe łódeczki delikatnie solimy i skrapiamy oliwą, a następnie wypełniamy farszem i posypujemy tartym serem. Naczynie żaroodporne/blachę delikatnie smarujemy oliwą i wykładamy napełnione bakłażany, które pieczemy w temperaturze 180 stopni przez około 20-30 min. Pod koniec pieczenia używamy funkcji grill/podpiekanie od góry. Jeżeli lubicie różnego rodzaju sosy, to do tak upieczonych bakłażanów świetnie będzie pasował prosty, pomidorowy dodatek. Aby go przygotować, wystarczy podgrzać i lekko odparować puszkę przetartych pomidorów (mocno rozdrobnionych) z dodatkiem przypraw (sól, pieprz, oregano) i gotowe.

*Ps. Bakłażany można odgrzewać w piekarniku następnego dnia i smakują równie dobrze!


Smacznego!
SWS

19 października 2011

Musaka (by Miriam)

Dziś na Sumie Wszystkich Smaków goście wyjątkowi: Miriam i Szwagier F. To oni dziś rządzą w mojej kuchni. Będzie musaka, sałatka grecka i dużo wina. Będzie zorba i trochę tradycyjnych tańców. Nie będzie ouzo, bo gdzieś już nam wyparowało niczym kamfora, ale będzie za to kulinarna opowieść Miriam, o tym jak przygotować to pyszne greckie danie. Panie i Panowie – oddaję głos:



Musaka by Miriam&Szwagier F. 

Do zrobienia musaki potrzebną są:
2 duże ziemniaki
3 małe bakłażany
0,5 kg mielonego mięsa wołowego lub cielęcego
puszka pomidorów pokrojonych
1 duża cebula
4 ząbki czosnku
750ml mleka
ok. 100g mąki
3 żółtka
ok. 150g startego parmezanu
oliwa z oliwek lub olej
4-5  łyżek masła




Przyprawy:

łyżka cynamonu
1,2 łyżki kminku zmielonego
2 liście laurowe
1,5 łyżki gałki muszkatołowej
pieprz i sól – według uznania



PRZYGOTOWANIE:


Ziemniaki:
Ziemniaki obieramy i kroimy w cienkie plastry. Smażymy na oleju tak aby były złocisto brązowe. Możemy delikatnie posolić. Odstawiamy.

Bakłażany:
Odcinamy część zieloną i „dupkę”. Możemy obrać, ja nie obieram- nie widzę różnicy w smaku i na blaszce wyglądają ładniejJ. Pokrojone układamy na blachę, skrapiamy oliwą i doprawiamy solą i pieprzem. Następnie odwracamy je i robimy dokładnie to samo. Wkładamy do rozgrzanego piekarnika na 200 st. Po 15min odkładamy do wystygnięcia.

Sos mięsny:
Mięso smażymy ok. 15min. Dodajemy posiekaną cebulę, sól, pieprz, połowę cynamonu i połowę kminku. Smażymy przez następne 10min., ciągle mieszając. Dodajemy pomidory z puszki, posiekany czosnek oraz resztę cynamonu i kminku. Próbujemy. W razie czego dosalamy i dopieprzamy. Sos ma być jak najmniej wodnisty. Możemy zostawić go na malutkim ogniu i robić beszamel.

Sos beszamelowy:
Mleko podgrzewamy w garnku. Nie doprowadzamy do wrzenia. Dodajemy masło. Czekamy aż się rozpuści. Następnie intensywnie mieszając trzepaczką dodajemy mąkę. Mieszamy tak długo aż sos będzie miał gładką konsystencję. Dodajemy żółtka. Mieszamy. Przyprawiamy solą, pieprzem i gałką muszkatołową.
Dobra rada Miriam: w przepisach mąkę dodaje się na rozgrzany tłuszcz i zalewa mlekiem. Mnie zawsze wychodzą grudy, dlatego w moim przepisie jest inna kolejność co daje gwarancję gładkiej konsystencji.

Łączymy wszystkie składniki:



W żaroodpornym naczyniu układamy kolejno: plastry ziemniaków, plastry bakłażanów, sos mięsny oraz sos beszamelowy. Posypujemy parmezanem.Wkładamy do piekarnika. Zapiekamy w 180 st. ok. 30 min.
Ważne: nie podajemy od razu, czekamy, aż trochę przestygnie. 


Czas zabijamy śpiewając, tańcząc i pijąc wino…



SMACZNEGO!

a ja tam byłam, musakę zjadłam i wino wypiłam.



11 października 2011

KAWIOR-TAPAS...

... czyli drobna przekąska na zaostrzenie apetytu.


Witam serdecznie!

Ostatnio dużo było na temat słodkości, a dzisiaj znowu zabieram Was do wirtualnego tapas baru! Wiele już pisałam o tych miejscach (zapraszam do zakładki pt. bar tapas), ale menu hiszpańskich knajpek zakąskowych jest tak bogate, że jeszcze na pewno pojawi się wiele nowości w tym temacie.
Dzisiaj o bardzo prostej do przygotowania i  efektownej przekąsce, która łączy dwa szykowne kolory, skądinąd moje  ulubione!
Jest elegancka i zarazem klasyczna, świetnie pasuje również jako przystawka, a jej przygotowanie zajmie tylko kilka minut!



 
Potrzebne składniki:

- słoiczek grillowanej papryki bez skórki (w zalewie oliwnej)
(użyłam popularnej w Hiszpanii pimiento del piquillo)

- opakowanie mini-babeczek (słonych) lub mini vol-au-vent z ciasta francuskiego

- malutki słoiczek czarnego kawioru lub substytutu
(użyłam huevas de lumpo negras)
- pieprz

Przygotowanie:

Paprykę wyjmujemy z zalewy i osuszamy na papierowym ręczniku, a następnie bardzo drobno siekamy (najlepiej przy użyciu noża, blender o zbyt dużej mocy potrafi rozwodnić masę). Następnie rozdrobnioną paprykę doprawiamy czarnym pieprzem i tak  przygotowaną masą  napełniamy babeczki, wierzch ozdabiamy czarnym kawiorem i serwujemy! Nic prostszego, udaje się zawsze i wszędzie, a efekt niczego sobie!
Przy eleganckiej kolacji polecam podawać z szampanem (lub jego substytutem:), a w barze tapas wystarczy zamówić lampkę wina lub po prostu zimne piwko.


Smacznego!
SWS

1 października 2011

ROGALICZKI DROŻDŻOWE KINGI...

... i ciąg dalszy wakacyjnych wspomnień.



Witam serdecznie!

Przyjemnie się wraca do zielonych wspomnień z wakacji. W porównaniu z otaczającą mnie teraz przyrodą (a są to głównie palmy i sucha, żółtawa gleba) polskie lasy i łąki to jedna wielka eksplozją kolorów, tych najbardziej soczystych. Oczywiście palmy też bardzo lubię, szczególnie przyjemnie jest się przechadzać pod ich kopułami w upalne dni, no ale zawsze tęsknimy do tego, czego akurat nie mamy w danej chwili. Dlatego warto podróżować i podziwiać tak różne klimaty, radykalne zmiany często powodują zachwyt, a dzięki temu obrazy dłużej pozostają w naszej pamięci. Możemy do nich wracać, kiedy tylko mamy ochotę na jakąś odmianę. No i oczywiście zdjęcia mają tą wielką moc, można się rozmarzyć...


A jeśli mowa o wakacyjnych wspomnieniach, które przychodzą razem z jesiennym chłodem, proponuję drobny wypiek na ogrzanie atmosfery. Przepis na rogaliczki, jak sam tytuł posta wskazuje, dostałam od Kingi i jestem z niego bardzo zadowolona! Ciasto wyrabia się łyżką w dosłownie kilka minut, a potem bardzo łatwo się wałkuje. Rogale szybko się pieką i wspaniale pachną! 

Potrzebne składniki:

- 4 szklanki mąki tortowej
- 5 dkg. drożdży
- 4 łyżki cukru
- 1 szklanka mleka
- 3 łyżki gęstej śmietany (18%)
- 2 całe jaja
- 1 masło lub margaryna (250g)
- 1 saszetka cukru waniliowego lub 1,5 łyżki cukru z prawdziwą wanilią
- powidło śliwkowe lub inna twardsza marmolada
- 1 jajo do smarowania
- ew. cukier puder do posypania

Przygotowanie:

Masło rozpuścić, cukier i drożdże wymieszać razem. Mąkę przesiać do dużej miski i dodawać kolejne składniki: drożdże połączone z cukrem, jaja, śmietanę, cukier, letnie mleko, wanilię, a na końcu przestudzony tłuszcz. Wszystkie składniki dokładnie mieszamy na jednolitą masę przy pomocy drewnianej łyżki (mi zajęło to ok. 5 minut). Tak przygotowane ciasto wkładamy do lodówki na co najmniej 2 godziny. Następnie wałkujemy na stolnicy (lub papierze do pieczenia) obficie podsypując mąką (ciasto jest dość miękkie). Z cienkiego ciasta wycinamy trójkąty (moje były o bokach ok. 12/13x10 cm). Im mniejsze rogaliczki, tym bardziej chrupiące ciasto. Każdy trójkąt lekko smarujemy po środku marmoladą i zawijamy. Układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia  i smarujemy rozbełtanym jajkiem, wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Pieczemy około 12 minut na złoty kolor (czas pieczenia zależy od mocy piekarnika).
*Jeżeli rogaliczki planujemy posypać cukrem pudrem, to nie musimy smarować ich jajkiem.


Smacznego,
SWS

28 września 2011

UCIERANE Z OWOCAMI...

...i wakacyjne wspomnienia.

 (Kluszkowce, Osada Czorsztyn)

Ciasto z owocami to taki letni wypiek, a okres urlopowy już prawie zakończony, ale na szczęście pozostaje jesienny wypad na północ Hiszpanii, więc jest jeszcze o czym myśleć:)
Tegoroczne wakacje upłynęły pod hasłem "cudze chwalicie, swego nie znacie"! Kiedy prosto z południowych klimatów wpadliśmy do zielonej Polski zrobiło się miło na duszy! Ostatnie dni sierpnia i początek września były piękne i dzięki temu okolice, które odwiedziliśmy wydały się jeszcze bardziej niezwykłe. Zatrzymaliśmy się w cudownym miejscu, a mianowicie Osadzie Czorsztyn (Hotel Niezwykły), gdzie wzdłuż żwirowej drogi stoją wspaniałe, XIX-wieczne wille. Cisza jaką nas powitała ta osada trudna jest do opisania, może jeśli powiem, że brzęk dzwonków owiec to już dość duży hałas będzie łatwiej wyobrazić sobie spokój jaki panuje w tym pięknym skansenie. A spokój doceniliśmy tym bardziej, że w gorącej Hiszpanii ludzie lubią i umieją być głośni! Nie brakuje  tu miłośników fajerwerków, które wystrzeliwują bez większej okazji, czy ulicznych zabaw w środku tygodnia, które odbywają się tuż pod naszymi oknami. Oczywiście i te gorące obyczaje mają swoje plusy, ale czasami warto posiedzieć i wsłuchać się w głos natury. I właśnie takie to były dni...


A pierwszym wypiekiem po powrocie z polskich wakacji było ucierane z brzoskwiniami. Bardzo proste w przygotowaniu ciasto, pyszne i jeszcze takie wakacyjne!

Potrzebne składniki:
(porcja na małą blachę 28x12 cm)
na większą blachę należy podwoić ilość składników!

- 125 g masła lub margaryny 
- 7 łyżek cukru
- 1 łyżka cukru waniliowego
- 3 jaja
- 1 i 1/4 szklanki mąki tortowej (szklanka o pojemności 200-210 ml)
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 1/2 kg owoców (brzoskwinie, śliwki, truskawki)

Przygotowanie:


Masło odstawiamy na kilkanaście minut, tak aby było dość miękkie. W między czasie przygotowujemy owoce (brzoskwinie obrałam ze skórki i pokroiłam na ósemki). Następnie do tłuszczu dosypujemy cukier + cukier waniliowy i miksujemy na jednolitą masę. Kolejno dodajemy całe jaja (stopniowo, cały czas miksując) oraz przesianą mąkę z proszkiem. Tak przygotowaną masę wylewamy do formy wyłożonej papierem lub wysmarowanej masłem i wysypanej bułką tartą. Na wierzchu układamy kawałki owoców i lekko je dociskamy. Pieczemy około 35 min. w piekarniku nagrzanym do ok. 180 stopni. Po przestygnięciu posypujemy cukrem pudrem. Gotowe.
Teraz już tylko filiżanka dobrej herbaty czy kawy, zdjęcia z wakacji i mamy plan na jesienny wieczór:)


Smacznego,
SWS

17 sierpnia 2011

ARROZ DE POLVO (OCTOPUS RICE)

... czyli pyszny ryż z ośmiornicą prosto z Portugalii.


Witam serdecznie!

Trzy lata temu, podczas pierwszego pobytu w Portugalii, miałam okazję spróbować dania, o którym dzisiaj mowa. Muszę przyznać, że jego dość egzotyczny smak urzekł mnie od "pierwszej łyżki". Bardzo delikatne mięsko polvo i zniewalający smak świeżej kolendry sprawiły, że ile razy przygotowuję ten przysmak w domu, myślami jestem znowu w urokliwej, lizbońskie restauracji wyłożonej pięknymi azulejos (ceramiczne kafelki). 
Ostatnio udało mi się kupić świeżutką pulpo (hiszp. ośmiornica) w porcie Santa Pola i przyznam szczerze, że była to jedna z lepszym ośmiornic jaką jadłam. Okazy były malutkie i na 2 kg weszło ich tak około 10 sztuk. Po ugotowaniu przygotowałam 2 dania: portugalski Arroz de polvo i hiszpańską przekąskę Pulpo a la gallega (przepis pojawił się już tutaj-klik). Niebo w gębie!
Namawiam do wypróbowania obu przepisów! 
Nie wiem tylko czy w Polsce można kupić ośmiornicę..., może w makro?


Potrzebne składniki:

- ok. 1 kg ugotowanej ośmiornicy
- 1 puszka krojonych pomidorów
- 450 gr ryżu (może być taki do paelli lub risotto)
- 1 cebula średniej wielkości
- 1 zielona papryka
- 1/2 szklanki czerwonego, wytrawnego wina
- 5 łyżek oliwy z oliwek
- 3 ząbki czosnku
- 1 pęczek świeżej kolendry
- świeżo zmielony pieprz
- 3 listki laurowe
- sól do smaku
- "rosołek" z gotowania ośmiornicy
- 1 cytryna

* na jedną miarkę ryżu należy przewidzieć 3 miarki płynu (chodzi o sos, w którym ma "pływać" już ugotowany ryż)
* przepis na ok. 4 porcje

Przygotowanie:

Ośmiornicę gotujemy wg. przepisu zamieszczonego we wcześniejszym poście pt. "Jak przestraszyć ośmiornicę" (najlepiej zrobić to dzień wcześniej). Płyn pozostały po ugotowaniu pulpo odstawiamy (będzie potrzebny do przygotowania dania). Muszę przyznać, że surowa ośmiornica nie prezetnuję się zbyt ciekawie, ale już po kilku zanurzeniach we wrzątku staje się bardziej sprężysta, a jej kolor zmienia się w mgnieniu oka z blado-szarego na bardowo-różowy!

przed gotowaniem                                                               po gotowaniu

Paprykę i cebulę siekamy na drobną kostkę, oliwę rozgrzewamy na patelni. Na rozgrzany tłuszcz wrzucamy 1 rozgnieciony (ale nie obrany) ząbek czosnku, po 1 minucie dorzucamy cebulkę, a chwilę później paprykę i pozostały (teraz już drobno posiekany) czosnek. Po 5 minutach dorzucamy pokrojone pomidory z puszki, troszkę pieprzu, soli i wszystko podgrzewamy jeszcze przez ok. 7 min. W ten sposób otrzymujemy tzw. "sofrito". Całą mieszankę przekładamy do większego rondla, dorzucamy ryż, pół szklanki wina i odmierzony rosołek (razem płynów powinno być 3xwięcej niż ryżu), który został nam z gotowania ośmiornicy. Całość mieszamy i po chwili dodajemy pokrojoną ośmiornicę. Pod koniec gotowania dodajemy 1/3 pęczka posiekanje kolendry. Po 20-25 min. (w zależności od ryżu) danie powinno być gotowe. Serwujemy je od razu, każdą porcję prószymy resztą posiekanej kolendry i podajemy z ćwiartką cytryny (ten trik jest bardziej hiszpański, ale wydaje mi się, że kwaśny sok dodatkowo podkreśla smak dania).
Uwaga! Danie powinniśmy serwować natychmiast po ugotowaniu i nie zostawiać na później, ponieważ ryż absorbuje szybko sos i danie zmienia swoją konsystencję (robi się "bryjowate").

*Do przygotowania tego dania użyłam świeżej ośmiornicy, którą najpierw oczyściłam, zamroziłam na 48h, następnie rozmroziłam, "przestraszyłam" i ugotowałam jak w przepisie pt. "Jak przestraszyć ośmiornicę".



Bom apetite!
SWS

21 lipca 2011

SARDINAS ASADAS...

...wracam z morskimi opowieściami!



Witam serdecznie!

Tak długo się nie odzywałam, że aż mi wstyd, wręcz rumienię się pisząc pierwsze słowa otwierające tego posta...
Wychodzę jednak z założenia, że lepiej późno niż później czy wcale (skądinąd "Lepiej późno niż później" świetny film).
Dzisiaj postanowiłam przerwać to denerwujące milczenie i zabrać się do roboty!
Gotować, gotowałam oczywiście, może mniej skomplikowanie (z uwagi na upały), ale znowu brakło czasu na zdjęcia...
Teraz, kiedy już w miarę możliwości ułożyłam sobie plan działania w sferze zawodowej, mam nadzieję powolutku wracać do kulinarnej formy.
A ponieważ mamy wspaniałe, hiszpańskie lato, proponuję ciąg dalszy morskich opowieści,. Dzisiaj zaproszam Was serdecznie na wspaniałe, pieczone sardynki (przygotowane na grillu lub w piekarniku). O sardynkach opowiadałyśmy już jakiś czas temu, prezentowałyśmy również krótki filmik z ich połowu, zapraszamy do lektury archiwalnego posta (klik-tutaj).
Zapach grillowanych sardynek zniewala, a w połączeniu z szumem morza jest mocno uzależniający, takie wakacyjne wspomnienia pozostają w nas chyba najdłużej...
Zapraszam zatem na chwilę relaksu...
Tym razem wybrałam większe sardynki (czasami spotykane pod nazwą sardinas para asar), podobno najlepiej nie obierać ich wcale (nawet nie patroszyć) i grillować/piec w całości. Ponieważ sardynki mają bardzo intensywny zapach, przygotowując je w piekarniku, najlepiej przykryć je folią aluminiową, a dopiero pod sam koniec pieczenia odkryć. Przejdę zatem do konkretów...


Potrzebne składniki:

- ok. 3-4 większe sardynki na osobę
- garść grubej soli
- 3 łyżki oliwy z oliwek
- folia aluminiowa
- cytryna

Przygotowanie:
*W piekarniku

Sardynki myjemy i osuszamy na papierowym ręczniku (nie patroszymy). Blachę wykładamy warstwą folii aluminiowej i smarujemy cienką warstwą oliwy. Następnie na tak przygotowaną blachę wysypujemy 1/2 garści grubej soli i wykładamy na nią osuszone rybki. Przed włożeniem do piekarnika sardynki delikatnie kropimy oliwą i posypujemy grubą solą. Przykrywamy warstwą folii aluminiowej i wkładamy do bardzo dobrze nagrzanego pieca. Pod koniec pieczenia (w zależności od piekarnika ok.10-12 min) odkrywamy sardynki i grillujemy od góry (funkcja grill lub podpiekanie). Tak przygotowane rybki podajemy na półmisku, do tego koniecznie serwujemy pokrojoną w ćwiartki cytrynę i białe winko lub zimne piwko! 


 
Smacznego!
 
*Przygotowując sardynki na grillu, wystarczy delikatnie je skropić oliwą i posypać grubą solą.

14 kwietnia 2011

PROSTY SPOSÓB NA MAŁŻE...

...czyli morskie opowieści.


Witam serdecznie!
W ostatni weekend na południu Hiszpanii słupek rtęci przekroczyła 30 stopni! Nawet na Półwyspie Iberyjskim nie jest to normalna temperatura o tej porze roku. Jak widać anomalia meteorologiczne to nie tylko polska przypadłość (u jednych śnieg z deszczem, u innych upały). Dziś termometry pokazują już zaledwie 25 stopni i taka temperatura jest dla mnie idealna! Lekki wietrzyk, piękne słońce i błękitne niebo...
W takie dni nie warto długo stać przy garach, więc dzisiejsza propozycja jest wyjątkowo mało skomplikowana! Przepis dostałam od Pani z placu rybnego i sprawdził się znakomicie. Warto go wypróbować jeżeli tylko macie dostęp do świeżych małż.


Potrzebne składniki:

- 1 kg świeżych małż
- 2 listki laurowe
- 1 cytryna
- oliwa z oliwek
- zielona pietruszka
- pieprz
- 1-2 ząbki czosnku

Przygotowanie:

Małże oczyszczamy przy pomocy małego nożyka i szczoteczki, płuczemy pod bieżącą, zimną wodą i odrzucamy otwarte muszle. Do garnka/rondla o grubszym dnie wrzucamy oczyszczone mule, dodajemy 2 ćwiartki cytryny, listki laurowe, gałązkę pietruszki, i stawiamy na gazie (nie dolewamy wody!). Gotujemy pod przykryciem do momentu otwarcia się wszystkich muszli (około 10 min). W ten oto sposób małże gotują się na parze powstałej z soku z cytryny i  śladowej ilości wody, która zawsze znajduje się w muszlach.
W między czasie przygotowujemy sosik: czosnek drobniutko siekamy lub przeciskamy przez praskę, podobnie postępujemy z pietruszką (siekamy około 2-3 gałązki), do miseczki wlewamy sok wyciśnięty z 1/2 cytryny, 3-4 łyżki oliwy z oliwek, szczyptę pieprzu i soli, posiekany czosnek oraz pietruszkę. Kiedy małże są już gotowe, najlepiej usunąć z nich 1 część muszelki, wyłożyć na półmisek i podawać z przygotowanym sosikiem. Taki mejillones al vapor (małże gotowane na parze) to świetna przekąska, pierwsze danie czy lekka kolacja.


Smacznego,
SWS

5 kwietnia 2011

SAŁATKA Z KURCZAKIEM, SEZAMEM, SELEREM, TYMIANKIEM...

...i zapowiedź pięknego dnia.






Kiedy  budzę się rano i otwieram oczy, widzę Sierra de Crevillente i różnego rodzaju dachy, a na nich anteny, stoliki, leżaki i kwiaty (na niektórych całe ogrody). A kiedy od samego świtu zapowiada się piękny dzień, na wielu dachach pojawi się pranie! My mamy nasze strychy, a Hiszpanie swoje dachy! W najbardziej nowoczesnych budynkach, oprócz sznurków na pranie pojawiają się małe baseny i ogródki. Jedne są bogatsze, inne zagracone, ale większość dachów żyje własnym życiem. A obserwacja takiego "dachowego życia" jest bardzo interesującym zajęciem (przy śniadaniu zamiast oglądać tv można rzucić okiem na dachy). Ja mam to szczęście i mieszkam na tyle wysoko, że większość okolicznych dachów jest moja (a to zaledwie 5 piętro). Sama też mam swój dach, ale prania na nim nie suszę, jakoś nie chce mi się go tam nosić, przypinać, wracać i zbierać, chyba po prostu brak mi tego nawyku. Ale moi sąsiedzi to co innego, jeden z nich na dachu bawi się nawet ze swoim pieskiem, który od szczenięcych lat pokochał to miejsce (a ja obserwuję z góry jak  szczeniak pięknie rośnie i powoli staje się dorosłym i mądrym psem). Też czasem wychodzę na dach, rozkładam materac, wkładam ciemne okulary i czytam. Teraz są ostatnie chwile na to, aby z przyjemnością  tam posiedzieć, latem będzie tak gorąco, że dopiero wieczorem będzie można się wspinać.
A na cieplejsze dni polecam chrupiącą i aromatyczną sałatkę. Warto spróbować!

 
Potrzebne składniki:

- 70 dkg piersi kurczaka
- 2 czubate łyżki sezamu
- 4/5 łodyg selera naciowego
- 1 pęczek szczypiorku
- 1 pęczek rzodkiewek 
- listki z 3 gałązek świeżego tymianku 
(możemy też użyć suszonego)
- papryka mielona

Sos:

- 1 łyżeczka musztardy typu Dijon z gorczycą
- 1 łyżeczka miodu
- sok z 1/2 cytryny
- 1/3 szklanki oliwy
- sól, pieprz

Rzodkiewki obieramy i kroimy w kostkę. Łodygi selera oczyszczamy i dość cienko siekamy. Podobnie postępujemy ze szczypiorkiem. Następnie przygotowujemy sos: do wyciśniętego soku z cytryny dodajemy musztardę, miód, przyprawy i cały czas mieszając dolewamy oliwę (cienką stróżką). Prażymy ziarna sezamu i połowę z nich dosypujemy do warzyw, listki tymianku dodajemy do reszty składników, całość zalewamy 1/2 ilości sosu i wkładamy do lodówki na około 45 min-1,5 h. W tym czasie przygotowujemy kurczaka: piersi oczyszczamy, doprawiamy solą, pieprzem oraz mieloną papryką (ostatnio używam mielonej wędzonej i jest pyszna). Tak przygotowane mięso grillujemy na patelni z rowkami lub zwykłej żeliwnej czy teflonowej, bez dodatku tłuszczu. Po lekkim przestudzeniu pierś kroimy na dłuższe paski, posypujemy pozostałym sezamem i jeszcze chwilkę podgrzewamy. Ciepłe mięsko wykładamy na porcję zimnych warzyw i delikatnie kropimy pozostałym sosem. Gotowe!

*Taką sałatkę  możemy również serwować z zimnym kurczakiem, od razu wymieszanym z warzywami.



Smacznego,
SWS

*Tym przepisem Suma Wszystkich Smakow dołącza do akcji pt. "Zielnik Kuchenny".

30 marca 2011

DOMOWY BUDYŃ BEZGLUTENOWY...

...czyli wspomnienia z dzieciństwa.



Witam serdecznie!
Przez krótką chwilę się nie odzywałam, ale już jestem, miałam strasznie dużo pracy! Na jedzenie i szybkie gotowanie starczało czasu, ale niestety gorzej było ze zdjęciami i publikacjami. Ale nie będę się dłużej tłumaczyć, większość zrozumie chwilową niemoc, zapomni i wybaczy (mam przynajmniej taką nadzieję:).
Przejdę od razu do konkretów! Jakieś 3 tygodnie temu Hiszpanię nawiedziły porywiste i zimne wiatry, nawet na południu przez kilka dni wyraźnie brakowało słońca. W mieszkaniach ponownie zrobiło się zimno, przez nieszczelne okna wkradał się nieprzyjemny chłód i właśnie wtedy przypomniałam sobie o "kryzysowym" deserze z dzieciństwa. "Kryzysowy" - bo kiedy w domu brakowało słodyczy, zawsze jeszcze można było liczyć na saszetkę budyniu, zakopaną w gąszczu "mącznych produktów" (jak też ona wtedy cieszyła!). A taki budyń najlepiej smakował na ciepło z dodatkiem soku owocowego (np. malinowy syrop domowej roboty do budyniu waniliowego lub śmietankowego) lub sypkiego kakao (do czekoladowego deseru). Od zawsze budyń smakował mi na ciepło, (nawet na gorąco!) szczególnie w zimowe dni, po sankach, łyżwach czy nartach! No i teraz wróciłam do tego przysmaku, tyle że w lekko zmodyfikowanej wersji. A to za sprawą białej mąki kukurydzianej, która w Hiszpanii zastępuję mi naszą ziemniaczaną. Jest delikatniejsza i idealnie sprawdza się w mojej kuchni, zarówno do przygotowywania sosów, deserów, zagęszczania zup itd, itp. Zapraszam zatem na "oldschoolowy deser" w nowej odsłonie! Metodą prób i błędów doszłam do takiej oto receptury:

Potrzebne składniki:

- 1/2 litra mleka (użyłam 2%)
- 1 żółtko
- 3 lekko czubate łyżki białej mąki kukurydzianej (użyłam Maizena)
- 3 łyżeczki cukru waniliowego z prawdziwą wanilią (lub więcej, wg. gustu)
- 1 płaska łyżeczka masła

Sos malinowy:

- 2 garści mrożonych malin
- 1 łyżka dżemu malinowego lub soku owocowego

Przygotowanie:


Mrożone maliny wrzucamy do małego rondelka, dolewamy do nich 2 łyżki wody, dodajemy dżem i grzejemy do momentu rozmrożenia owoców i połączenia się owoców.
Z 1/2 litra mleka odlewamy 1/2 szklani, a resztę mleka grzejemy z dodatkiem cukru waniliowego. Resztę mleka umieszczamy w miseczce i dodajemy do niego mąkę kukurydzianą oraz surowe żółtko: całość mieszamy przy pomocy rózgi na jednolitą masę. Kiedy mleko zacznie wrzeć, odstawiamy je z ognia i delikatnie wlewamy do niego mączną masę, cały czas mieszając rózgą! Następnie jeszcze raz stawiamy na gazie, i dalej mieszając, czekamy na pojawienie się pęcherzyków powietrza. Gotowy budyń rozlewamy do przepłukanych wodą miseczek/kokilek i polewamy ciepłym sosem owocowym, serwujemy natychmiast! Budyń przygotowany na bazie mąki kukurydzianej jest wyjątkowo aksamitny i aromatyczny!


Smacznego,
SWS

17 marca 2011

WYJĄTKOWA ZUPA BROKUŁOWA...

...z dodatkiem aromatycznego tymianku i soczystej cytryny: w sam raz na powitanie wiosny!


W Hiszpanii marzec i początek kwietnia będą najprawdopodobniej ostatnimi "miesiącami z zupą". Potem przyjdą gorące dni, a razem z nimi sałatki, chłodniki i szybkie dania "a la plancha" (z rusztu, z patelni). Byle jak najkrócej stać przy rozgrzanej kuchence, nie wspominając już o piekarniku! 
Ale póki co, mieszkania są jeszcze wychłodzone i niejednokrotnie lepiej wyjść na krótki spacer, aby się porządnie rozgrzać, bo na zewnątrz mamy około 18-tu stopni i słoneczko. Inną metodą na podgrzanie "domowej atmosfery" jest zupa-krem i ta sprawdza się w 100%. Brokułowa, o której dziś mowa, powoli stygnie, jest pożywna, a cytryna i świeży tymianek dodają jej niepowtarzalnego uroku. Spróbujcie sami!

Potrzebne składniki:


- 1 średniej wielkości cebula 
(może być biała)
- 2 ząbki czosnku 
- 1 dorodny brokuł 
(lub 2 mniejsze kwiaty)
- 3 ziemniaki średniej wielkości
- 2 łyżki oliwy z oliwek
- 1 łyżka masła
- sok z 1/2 cytryny
- 2 gałązki świeżego tymianku
(możemy też użyć suszonego)
- sól, pieprz do smaku
- około 1,2 l wywaru 
(warzywnego lub drobiowego, może być na bazie bulionu wegetariańskiego)
- kilka plasterków serka typu "roladka kozia"
- *dodatkowo grzanki lub świeże pieczywo

Przygotowanie:

Ziemniaki obieramy i kroimy w kostkę, tak samo postępujemy z cebulą. W rondlu podgrzewamy oliwę z dodatkiem masła i posiekanego czosnku (1 ząbek), następnie wrzucamy pokrojone warzywa i dusimy je przez około 10 minut cały czas mieszając. Brokuły gotujemy na parze (lub w wodzie) przez około 10 minut (na pół-twardo) i po upływie tego czasu dorzucamy je do podsmażonych warzyw. Całość zalewamy przygotowanym wcześniej bulionem, dodajemy gałązkę tymianku, troszkę soli i pieprzu,  gotujemy pod przykryciem do miękkości wszystkich składników (kolejne 10 minut). Przed zmiksowaniem wyciągamy gałązkę tymianku i dodajemy 1/2 łyżeczki świeżych listków (lub 1/3 łyżeczki suszonych). Wszystko miksujemy na jednolity krem, a na samym końcu dolewamy wyciśnięty sok z cytryny oraz świeżo przeciśnięty ząbek czosnku i jeszcze raz kontrolujemy smak. Każdą porcję prószymy delikatnie tymiankiem i serwujemy z plasterkiem koziego serka (może to być również bryndza lub inny serek kremowy). Do takiej zupki świetnie pasuje świeża, chrupiąca bagietka lub grzanki.


Smacznego,
SWS

11 marca 2011

EMPANADILLAS Z TUŃCZYKIEM...

...czyli hiszpańsko-argentyński przysmak ze specjalną dedykacją dla Jagody.


Dzisiaj, specjalnie na życzenie mojej Drogiej Koleżanki, podam przepis na pyszne pierożki. Nie można ich w żaden sposób porównywać z polskimi pierogami (za którymi zresztą przepadam, uwielbiam ruskie!), choć kształt mają bardzo podobny, jednak ciasto z którego powstają i kolejne etapy przygotowania sprawiają, że znacznie bliżej im do wytrawnych pasztecików. W Hiszpanii można kupić je w piekarniach, na straganach, sklepach typu "comida para llevar" (z jedzeniem na wynos) i w cafeteria-ch. Czasami przypominają krucho-drożdżowe wypieki wypełnione wytrawnym nadzieniem. Mogą być wielkości kobiecej dłoni lub znacznie mniejsze (jak nasze pierogi), jednak najsmaczniejsze są te przygotowane w domu. Lubię kiedy ciasto jest delikatne i bardzo cieniutkie, a często empanadillas zakupione w panaderia-ch (piekarnie) są przygotowane z grubszego ciasta, co w znaczny sposób wpływa na smak pierożka. Nadzienie mogą mieć przeróżne: tuńczyk i cebula, tuńczyk-pomidor, kurczak-warzywa, kukurydza-cebulka, pasztet-warzywa itd. Empanadillas można smażyć w głębokim oleju, ale coraz częściej (z uwagi na dietę) spotyka się empanadillas al horno (z pieca) i te właśnie najbardziej mi smakują i na ich przygotowaniu dzisiaj się skupię.

Potrzebne składniki:

Ciasto
- 500 g mąki (tortowa)
- 1 łyżeczka soli
- 1 łyżeczka cukru
- 250 ml letniej wody
- 50 g masła
- 1 jajko

*Empanadillas można przygotować również z gotowego ciasta (krążki specjalne na empanadillas), a jeżeli na takie nie traficie, możecie użyć też francuskiego, z tym że wtedy będzie to  już coś innego, ale równie smacznego.


 Przygotowanie:

Mąka umieścić w misce, dodać cukier oraz sól, zrobić wgłębienie, wbić jajko, wodę lekko podgrzać, masło również delikatnie ogrzać (powinno być bardzo miękkie, ale nie płynne). Ze wszystkich składników wyrobić (ręcznie) jednolite ciasto, powinno być równie plastyczne jak ciasto na polskie pierogi, ponieważ na końcu będziemy je wałkować i wycinać kółeczka! Tak przygotowane ciasto pozostawić pod przykryciem, w chłodnym miejscu na około 20 minut. Na końcu (kiedy farsz mamy już gotowy) ciasto wałkujemy  na bardzo cieniutkie placki (partiami) i wycinamy kółka o średnicy mniej więcej 10-12 cm.

Farsz:

- 2 puszki tuńczyka (dobrze odsączonego z oliwy/płynu)
- 3 łyżki pomidorów z puszki (bez soku)
- 3 łyżki kukurydzy z puszki (lub troszkę więcej)
- 1/2 czerwonej papryki (pokrojonej w małą kostkę i delikatnie zeszklonej)
- 1 mała cebula (pokrojona w kosteczkę i zeszklona)
- kilka oliwek (pokrojonych w kosteczkę)
- 2 gałązki zielonej pietruszki (można użyć suszonej)
- garść tartego sera żółtego
- pieprz
- sól
- papryka mielona

* Dodatkowo 1 jajko do smarowania pierożków

Przygotowanie:

Tuńczyka dobrze odsączamy (na siteczku), cebulę i paprykę drobniutko siekamy, a następnie szklimy na oliwie, wszystkie składniki łączymy ze sobą i doprawiamy do smaku. Należy pamiętać, że z farszu nie powinien wypływać płyn, który znacznie utrudnia lepienie i komplikuje pieczenie empanadillas, więc jeżeli zaobserwujemy jego nadmiar, przed lepieniem należy jeszcze odcisnąć masę tuńczykową. Teraz wystarczy nakładać przygotowaną masę na wycięte z ciasta kółka i lepić pierogi (rogi ciasta zaklejamy widelcem). Przed wsadzeniem do pieca, każdego pierożka malujemy rozbełtanym jajkiem. Pieczemy około 10 min w piecu rozgrzanym do ok. 180 stopni. Podajemy jako przystawkę lub danie, z dodatkiem dobrej, zielonej lub wielokolorowej sałatki.


Smacznego,
SWS

3 marca 2011

OŚMIORNICA PO GALICYJSKU...

...czyli kolejna wizyta w tapas barze i pulpo a la gallega.



Pulpo a la gallega to kolejny przysmak z północnej części Hiszpanii (wcześniej pisałam już o chorizo a la sidra), który stał się charakterystyczną przekąską tapas barów w całym kraju. W języku galicyjskim danie to występuje pod nazwą polbo á feira/pulpo á feira, gdzie feira (castylijskie feria) oznacza targ, festyn. Początkowo bowiem ośmiornica po galicyjsku była  świątecznym daniem, przygotowywanym w czasie festynów,  świąt i targowisk. Zgodnie z tradycją, polbo gotowana jest w miedzianych garnkach przez kobiety zwane las pulpeiras i podawana na drewnianych talerzach (plato de madera). Los Gallegos (mieszkańcy Galicji) są mistrzami w gotowaniu ośmiornicy, a najlepszym momentem na spróbowanie dania z polbo jest Fiesta del Pulpo de   Carballiño, "święto ośmiornicy", obchodzone co roku w drugą niedzielę sierpnia (w języku galicyjskim "Festa do Polbo" w miasteczku Carballiño) . W Galicji pulpo podaje się najczęściej z chrupiącym chlebem i lampką czerwonego wina, ale ośmiornica po galicyjsku świetnie smakuje również z gotowanymi ziemniakami, pokrojonymi na cienkie plasterki. Pulpo a la gallega/en salsa gallega dostępna jest również w puszce i hermetycznych opakowaniach, ale daleko jej do tej świeżutkiej, gotowanej, polanej świeżą oliwką!



Potrzebne składniki:

- ośmiornica ugotowana według tego przepisu (klik-tutaj)
- oliwa z oliwek
- papryka słodka mielona
- papryka ostra mielona
- sól morska (lub zwykła)
- ziemniaki ugotowane w plasterkach/pieczywo

Przygotowanie:

Ośmiornicę gotujemy według przepisu zamieszczonego we wcześniejszym poście (klik-tutaj). Ziemniaki kroimy na plasterki i gotujemy w lekko osolonej wodzie do miękkości (jakieś 15 minut). Ugotowaną ośmiornicę lekko studzimy, a następnie kroimy na plasterki (przy pomocy nożyczek do mięsa lub nożem). Pulpo i ziemniaki wykładamy na talerz, kropimy dość obficie oliwą z oliwek i prószymy przyprawami, podajemy natychmiast, danie powinno być ciepłe! No i oczywiście nie zapominamy o kieliszku vino tinto (czerwone wino wytrawne)!
*Jeżeli ośmiornicę serwujemy z pieczywem, to na talerz wykładamy tylko pulpo, a chleb podajemy w koszyczku.


Smacznego,
SWS

 

Kto jest z nami...