Suma Wszystkich Smaków

30 stycznia 2011

BISZKOPTOWE CUPCAKES i AMERICAN DREAM...

...czyli ciąg dalszy rozważań na temat amerykańskiej babeczki i chwile spędzone w Pleasantville.




Witam serdecznie.
Kilka dni temu poruszyłam słodki i kontrowersyjny temat jakim jest cupcake couture (jeżeli ktoś  miałby jeszcze ochotę wypowiedzieć się na temat cukierniczej sztuki czy też kiczu, to zapraszam do lektury tego posta Klik-tutaj).
Dzisiaj będzie trochę refleksji socjologiczno-kulturowej, a to za sprawą kilku przeczytanych artykułów i filmu pt. "Miasteczko Pleasantville".
Okazuje się, że naukowcy z Nowego Jorku badają skąd wzięła się aż taka popularność kolorowej babeczki. I tak sporządzając mapę New York city, zwrócono uwagę że kapkejkowe butiki powstają najczęściej tam, gdzie społeczność jest starsza i ceni sobie tradycję. Mowa oczywiście o Amerykanach, bo łatwo można zauważyć, że polski rynek kapkejkowy istnieje raczej dzięki młodej generacji, starsze osoby częściej wybierają tradycyjne cukiernie, nie mówiąc już o domowych wypiekach i babcinej szarlotce.
W Stanach zjednoczonych cupcake to jednak ciastko, które powróciło w wielkim stylu, bo przypomnijmy, że jego początki sięgają XVIII wieku, a w latach 50-ych XX wieku cupcakes były również na topie. 
Podczas lektury tego artykułu (klik-klik), trafiłam również na wypowiedź socjologa z City University London (Dr Gavin Smith), który twierdzi, że cupcake to nic innego, jak konstruowanie "alternatywnej rzeczywistości". Smith w rozmowie z BBC tak podsumował kapkejkową kulturę: "Są (cupcakes) o mieszaniu starego z nowym - nostalgicznego z nowoczesnym (...) Wracamy do rzeczy, które robiliśmy w dzieciństwie - czynności takich jak pieczenie - wszystkich, które dawały nam radość". Według socjologa, powrót do babcinych receptur daje poczucie bezpieczeństwa, a tego  chyba coraz częściej szukamy, zagubieni w erze konsumpcjonizmu.
Ale wróćmy do Stanów Zjednoczonych lat 50-tych, bo właśnie z tym okresem cupcaki kojarzą  się najbardziej (cupcakowa stylizacja lat 50-tych). Telewizja tamtych czasów poszukiwała głównie utopii, a miasteczko  Pleasantville to namiastka  idyllicznego życia. Film Garyego Rossa (1998r.) to opowieść o dwóch światach (czarno-białym i kolorowym), to przenośnia, która daje do myślenia. A zaczyna się bajkowo:  Ameryka lat 90-tych, siostra i brat (nastolatki), w zadziwiający sposób, trafiają do świata wzorowanego na czarno-białym serialu telewizyjnym z lat 50-tych. Świata, w którym nie pada deszcz, straż pożarna nie gasi ognia (ponieważ nawet nie wie, że coś takiego istnieje), piłka zawsze trafia do kosza, a wszyscy mieszkańcy miasteczka mają przyklejony uśmiech na twarzy. Sytuacja staje się niepokojąca, kiedy ojciec rodziny, po powrocie z pracy, na hasło  "Honey, I'm Home" nie dostaje żadnego odzewu, co gorsza, pachnąca i ciepła kolacja nie czeka na niego jak co wieczór...



Nie będę zdradzać więcej szczegółów, bo może niektórzy z Was nie mieli  jeszcze okazji oglądać tego filmu, a wydaje mi się, że na prawdę warto poświęcić te 2 godziny. Film nie jest krótki, ale  nie nudzi,  a reżyser skłania do rozwiązania zagadki: dlaczego niektórzy bohaterowie stają się kolorowi, a inni trwają w czarno-białym świecie?


A teraz parę słów o biszkoptowych babeczkach z kremem malinowym...


Potrzebne składniki:
(na około 16 sztuk)

- 4 jajka
- 7 dkg miękkiego masła
- 1/2 szklanki cukru
- 2 łyżki cukru z prawdziwą wanilią
- skórka otarta z 1 cytryny
- 200 ml mąki pszennej+kukurydzienej
(2/3 ilości mąki pszennej i 1/3 ilości białej kukurydzianej lub ziemniaczanej)
- 1/3 łyżeczki sody oczyszczonej
- 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego (możemy też użyć likieru waniliowego)

Krem malinowy:
- masło (około 100 g)
- maliny (mrożone lub świeże, około 2 garści)
- 4 łyżki gęstego budyniu 
(może być ugotowany z torebki z mniejszą ilością mleka niż w przepisie)
- cukier puder

Przygotowanie:


Masło ucieramy mikserem na puszystą masę, dodajemy do niego połowę odmierzonego cukru i dalej mieszamy. Żółtka oddzielamy od białek i dodajemy stopniowo do masła, cały czas miksując. Następnie dolewamy ekstrakt waniliowy, dodajemy otartą skórkę z cytryny i wszystko dokładnie mieszamy. Mąkę łączymy z proszkiem i sodą, białka ubijamy z dodatkiem szczypty soli, a pod koniec ubijania dodajemy resztę cukru. Teraz już tylko wykładamy pianę na masę maślaną ,  przesiewamy część mąki (kiedy przesiejemy mąkę, ciastka będą bardziej puszyste), delikatnie mieszamy i dodajemy resztę mąki (pamiętajmy, aby w tym etapie nie używać już miksera). Tak przygotowanym ciastem napełniamy papilotki (do 3/4 wysokości bibułki) wyłożone na blasze i pieczemy  jakieś 15-20 minut w piekarniku nagrzanym do około 170 stopni. Kiedy babeczki są już upieczone, nie należy ich od razu wyciągać z piekarnika, najlepiej zgasić piec, otworzyć drzwiczki i tak chwilkę przestudzić ciastka (dzięki temu nie opadną).
Cupcaki można dekorować przeróżnymi masami, ja tym razem przygotowałam maślano-budyniową masę z dodatkiem mrożonych malin.
Do przygotowania masy użyłam około 100 g miękkiego masła, 4 łyżek gęstego budyniu i 2 garści mrożonych malin. Mrożone maliny warto zgnieść na sitku, aby nie były zbyt wilgotne, co może spowodować zważenie się masy. Masło rozcieramy mikserem na puszystą masę, stopniowo dodajemy zimny budyń (po łyżeczce, cały czas miksując), a następnie dorzucamy mrożone maliny (też staramy się robić to stopniowo). Pod koniec ucierania możemy dodać łyżeczkę spirytusu lub rumu (alkohol wlewamy cienką stróżką, cały czas mieszając), a jeżeli masa wydaje nam się zbyt kwaśna, dosypujemy pudru.
Wygląda cukierkowo, ale do przygotowania masy nie użyliśmy żadnego barwnika! Taka propozycja podania na pewno ucieszy najmłodszych smakoszy.
*Do dekoracji użyłam cukrowych koraliczków.


Smacznego,
SWS

10 komentarze:

flusso pisze...

Jak pięknie udekorowane :)

Zaytoon pisze...

Tak, cupcake`i to chyba już kultura. I jak każda kultura budzi kontrowersje. Mnie podziwianie i jedzenie takich małych cudeniek sprawia wielką przyjemność. Czy to kiczowate? Nie wiem! Ale mnie się podoba; kusi bajkowością.

Smakowite te Twoje ciasteczka. Szkoda, że nie mam zamrożonych malin, a do sezonu tak daleko...

cukrowa wróżka pisze...

Bardzo spodobały mi się oba posty o cupcake'ach! Sama zdecydowanie należę do tych, którzy je ubóstwiają. Nie widzę nic złego w ich kolorowym, trochę kiczowatym, ale też - tak jak zay pisze - bajkowym uroku.
A te ze zdjęć równie śliczne!

aga pisze...

piekne!!! przepysznie wygladaja:)

Karmel-itka. pisze...

jakie urocze!
slicznie wyglądają ;]

Ariadna pisze...

WOW! c´est la classe! :)

ulcik pisze...

cudowne, aż chce się sięgnąć i zjeść .. mniam

Paula pisze...

ten krem zapowiada się przepysznie

Szana pisze...

są przecudowne musze ich sprobowac, po prostu musze!! ;)

MZ pisze...

Dziękuję za wszystkie komentarze i zapraszam na kolejne kapkejkowe posty, bo jeszcze o nich na pewno napiszę:)
Serdecznie pozdrawiam,
SWS

 

Kto jest z nami...