Suma Wszystkich Smaków

24 stycznia 2011

GNOCCHI VERDI...

...czyli zielone kluseczki i wspomnienia znad Lago di Garda.


Witam serdecznie.
I znowu zima nastała! Podobno już za kilka dni warunki narciarskie w polskich kurortach  znacznie się poprawią, pod nogami zacznie skrzypieć biały puch, a spadające płatki śniegu będą bajkowe. Polarne powietrze nie ominęło Półwyspu Iberyjskiego, po dwóch tygodniach niemal letniej aury z temperaturą sięgającą 20 stopni, znowu mocno wieje. W ruch poszły futra, kożuchy, kurtki a la michelin,  kozaki, rękawiczki i szale. Jak już wspominałam, Hiszpanie są bardzo wrażliwi na niskie temperatury (a 8 stopni i wiatr to już bardzo zimno) toteż dużo nakładają na siebie! Niektóre panie zwykły żartować, że wcale nie są takie grube jakby się mogło wydawać, problem w tym, że mają na sobie wiele warstw:) Kiedyś, widząc zagranicznych turystów na krakowskim rynku, ubranych w kombinezony i olbrzymie czapy przy temperaturze -2 stopnie, wydawało mi się, że to znaczna przesada, ale teraz zaczynam ich rozumieć. Mój organizm szybko się przyzwyczaił do ciepła i czasem też marznę...
A kiedy robi się zimno, a słońce chowa się za chmurami (właśnie dzisiaj nadszedł taki czas, co w Elche jest bardzo rzadkie)  lubię wracać do ciepłych wspomnień. I tak trafiłam na zdjęcia z wakacji 2009. Północne Włochy i camping nad największym i najczystszym jeziorem tego kraju czyli Lago di Garda.

 Lago di Garda

Cudowne klimat, piękne widoki, kryształowa woda i wiatr, który nie tylko przynosi orzeźwienie, ale przede wszystkim cieszy amatorów windsurfingu. Można tu odpocząć, z dala od hoteli typu all inclusive, w małym pensjonacie lub na świetnie przygotowanym campingu. Jeżeli ktoś szuka miejsca na wakacje, to z całego serca mogę polecić te okolice, a w szczególności malownicze miasteczko Malcesine, położone nad samym jeziorem Garda (dodatkowym plusem jest też to, że z południa Polski można tu dojechać samochodem w ok. 11 godzin). A stąd już bardzo blisko do Werony...

 W Malcesine funkcjonuje spółdzielnia zrzeszająca producentów oliwek

I tak przeglądając wakacyjne zdjęcia, pomyślałam o włoskich kopytkach, które ostatnio gościły  w  naszej kuchni kilka razy. Wypróbowałam już przepis Bei na gnocchi z batatów i pasternaku (użyłam tylko batatów, ale i tak wyszły świetnie), a dzisiaj ugotowałam zielone kluseczki. Obie wersje są pyszne,  jeżeli ktoś woli słodkie smaki, to raczej bataty, natomiast dla tradycjonalistów polecam szpinak z dodatkiem czosnku.

Urokliwa uliczka Malcesine i kryształowa woda Lago di Garda

Potrzebne składniki:

- 300 g ugotowanego i wyciśniętego szpinaku
- 100 g ricotty
- 1 jajko
- 50 g startego parmezanu
- 280 g przesianej mąki tortowej
- sól
- pieprz
- 2 duże ząbki czosnku
- 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej (najlepiej świeżo startej)

Przygotowanie: 



Najprostszym sposobem na ugotowanie świeżego szpinaku jest przemycie go w zimnej wodzie i wrzucenie na rozgrzaną patelnię (bez tłuszczu). Szpinak jest gotowy, kiedy liście stracą całą swoją jędrność. Tak przygotowany szpinak będzie miał w sobie bardzo mało wody i łatwiej będzie go odcisnąć. Jeżeli używamy mrożonego szpinaku, należy go najpierw rozmrozić, następnie odparować i ostudzić (używamy mrożonych liści). Szpinak najlepiej odcisnąć przez gazę, niektóre przepisy mówią o pozostawieniu ugotowanego szpinaku na sicie przez całą noc, ale przy gotowaniu na patelni (z minimalną ilością wody) i odpowiednim odciśnięciu nie jest to konieczne. Tak przygotowany szpinak bardzo drobno kroimy lub rozdrabniamy w blenderze, następnie dodajemy do niego parmezan, ricottę, jajko, przeciśnięty czosnek i przyprawy, na samym końcu dosypujemy mąkę. Ze wszystkich składników wyrabiamy dość miękkie ciasto i odstawiamy (pod przykryciem) na około 20-30 minut. Z ciasta formujemy wałeczki o średnicy ok. 1,5 -2 cm (należy pamiętać, że podczas gotowania gnocchi lekko urosną) i kroimy w poprzek, jak kopytka. Jeżeli ciasto za bardzo lepi się do rąk, to należy podsypać je mąką (ja wszystko robię na blacie wyłożonym papierem do pieczenia, co ułatwia zadanie). Formując włoskie kopytka możemy nadać im lekko zaokrąglony kształt lub/i "poklepać" je widelcem (aby utworzyły się delikatne rowki), mi najlepiej wychodzą poduszeczki (to chyba najszybsza wersja). Tak przygotowane gnocchi odkładamy na wysypaną mąką stolnicę/deskę.W dużym garnku osoloną wodę doprowadzamy do wrzenia i wrzucamy gnocchi, gotujemy do momentu wypłynięcia na powierzchnię, wyjmujemy przy pomocy dużej łyżki cedzakowej (należy gotować takimi partiami, żeby zdążyć z wyjęciem wszystkich kluseczek za jednym zamachem, w przeciwnym razie część gnocchi może być przegotowana).
Tutaj ważna uwaga! 
Jeżeli gotujemy kilka partii gnocchi i nie podajemy ich od razu po wyjęciu z wody, to natychmiast po ugotowaniu należy wrzucić je do bardzo zimnej wody (najlepiej z kostką lodu). W ten sposób proces gotowania zostanie momentalnie przerwany i kluseczki po odgrzaniu na parze lub w sosie będą mięciutkie, ale nie  przegotowane (to cenna informacja, którą usłyszałam z ust kucharza hiszpańskiej telewizji śniadaniowej i sprawdza się doskonale).  
Gnocchi verdi można podawać z sosami (np. z zera pleśniowego) lub samą oliwą, oprószone parmezanem.

Smacznych wspomnień,
SWS


9 komentarze:

lo pisze...

Piękne zdjęcia. Można się przy nich ogrzać mimo aury za oknem. A gnocchi? Uwielbiam pod każdą postacią. Danie, które się nie nudzi. Pozdrawiam serdecznie.

LidKa pisze...

Prześliczne gnocchi! :) A zdjęcia wywołują uśmiech i tęsknotę za latem.
Pozdrawiam

MZ pisze...

Dziękuję Wam za miłe słowa i gorąco pozdrawiam!
MZ/SWS

Ag Pe pisze...

Ja się wybieram do Włoch w tym roku, o ile się uda... Oby. Już marzę o tych krajobrazach.

Paula pisze...

uwielbiam tu zaglądać, szczególnie dla tych słonecznych zdjęć :)

mopswkuchni pisze...

oj, ja ja bym chciała być teraz nad tym jeziorem, no dobra może nie teraz - najlepiej jakby była już wiosna! Fajne gnocchi, może i ja w końcu je zrobię :P

lepszysmak pisze...

MZ, jezioro Garda i miasteczka wokół są naprawdę urocze! Dokładnie tak piękne jak na Twoich zdjęciach! Ja też mam kilka podobnych fotek z wakacji 2009... Taki zbieg okoliczności:) Z ogromną przyjemnością wybrałabym się tam ponownie:) Pzdr Aniado

Ania vel Vespertine pisze...

To okrutne pokazywać takie zdjęcia zimą w Polsce...

MZ pisze...

E tam, czasem działa jak miodzik w zimne dni!
:)

 

Kto jest z nami...